Życie kulturalne Europejczyków

…czyli do trzech razy sztuka. Dzisiaj autorem jest Pong, dlatego wpis będzie bardzo długi. Każdy Europejczyk co najmniej 2 razy w tygodniu chodzi do opery, teatru lub na koncert współczesnej muzyki symfonicznej. O pomniejszych koncertach dzieł Chopina, Mozarta lub Bacha nie wspominam nawet. Każdy Europejczyk oczywiscie zna co najmniej włoski, francuski lub ewentualnie niemiecki, w zależności od tego, na jaki spektakl wybiera się w przyszłym tygodniu. Mamy wrażenie, że tak wyobrażają sobie Japończycy życie kulturalne typowego Europejczyka. Aby ich nie rozczarować, postanowiliśmy spędzić dzisiejszy dzień bardzo „kulturalnie”. Mój współpracownik hobbystycznie zajmuje się śpiewaniem w operze, więc gdy wyraziliśmy zaciekawienie, zaprosił nas na swój występ. Dowiedziałem się kilka dni temu, w jaki sposób należy zachowywać się w operze w Japonii. Generalnie wszystko wygląda „tak samo, jak w Europie”. Nie omieszkałem jednak zapytać się, co to dokładnie znaczy, a nuż okazałoby się, że są różne Europy, albo moja Europa jest trochę inna od tej, którą odwiedzili moi japońscy znajomi. Okazało się, że faktycznie sprawy mają się podobnie, ale:

  • nie należy się perfumować, gdyż z powodu wysokiej wilgotności powietrza i wyczulonego węchu mieszkańców Kraju Kwitnącej Wiśni, może to być uciążliwe dla innych ludzi. Po czym dowiedziałem się, że mnie „czuć” w pracy. Na szczęście zapach okazał się być perfumami/antyperspirantem, a nie tym z gatunku bardziej naturalnych
  • składanie owacji na stojąco nie jest wskazane, jeśli większość sali za nami nie zrobi tego przed nami,
  • powinniśmy wydrukować sobie libretto, gdyż prompter wyświetla tłumaczenie japońskie (całkiem logiczne zresztą, więc nie ma się czemu dziwć).

 

Ogród Shukkei-en
Ogród Shukkei-en
Dzień zaczeliśmy jednak od zwiedzenia historycznych ogrodów Shukkei-en założonych w 1620 roku przez  daimyō Asano Nagaakira. Ogród, który został zrównany z ziemią w 1945,  został podniesiony z ruin po wojnie i jak cała Hiroshima, powrócił, a w zasadzie otrzymał nowy kształt. Dzisiaj kwitły śliwy i brzoskwinie – kolory i kształty były niesamowite… Pod koniec zwiedzania okazało się, że ogród jest również cmentarzem ofiar, które schroniły sie tutaj po wybuchu bomby atomowej, ale niestety nie otrzymały pomocy na czas.

 

Dali
Dali

Po ogrodzie przyszedł czas na drugi punkt programu – muzeum sztuki współczesnej w Hiroszimie. Tu już nie było tak kolorowo i niesamowicie… Muzeum, a właściwie galeria sztuki artystów związanych z Hiroshimą prezentuje dość ciekawe zbiory, włączają w to „Dream of Venus” Salvadora Dali oraz „Misantropes” Rene Magritte. Niestety zbiorów pilnują cerbery w przebraniu starszych pań. Najpierw taka pani podeszła do mnie i zmusiła do wyłączenia aparatu, następnie podeszła do mojej żony i nakazała jej czytać ulotki w języku angielskim, a na końcu podbiegła znów do mnie z tekstem: „In diz rum no fut, no it, no kandis”… „Eeee, I have no candy”…”Bat łat ju hew in maut?”…”Chewing gum”. Po czym wyciągnęła chusteczkę higieniczną, i zażądała wyplucia cukierka (którego nie było). Gumę ostentacyjnie połknąłem, jak La Pasionaria bezgłośnie krzycząc „¡No pasarán!”…

 

Do ostatniego, czwartego pomieszczenia wchodziliśmy z duszą na ramieniu, gdyż mogło się okazać, że tam nie można na przykład oddychać…

 

Pragniemy dodać, że nie rozumiemy sztuki pod tytułem „kupa żelastwa jako kobieta przed lustrem”, albo „czarna bryła jako nie-wiadomo-co”, chociaż ja akurat twierdzę, że sztuka nie jest do rozumienia.

 

Punktem wieczoru była „La Bohème”, czyli „Cyganeria” Giacomo Pucciniego. Siedzieliśmy w pierwszym rzędzie, dosłownie metr od dyrygenta. Trochę dziwne uczucie, gdy ma się wrażenie, że pół orkiestry się na nas ukradkiem patrzy.
Pong

Pong

Bardzo zapracowany naukowiec bez chwili dla siebie. Ma tak mało czasu, że raczej nie spotkasz go na blogu. Zapalony fotograf, autor zdecydowanej większości zamieszczonych tutaj zdjęć. Jego główne hobby to kolekcjonowanie kabli, hobby poboczne to prostowanie światopoglądów innych ludzi. Marzy o emeryturze w wieku 40 lat i spokojnym życiu gdzieś na włoskim wybrzeżu. Lubi podróże i gotowanie. Nie ma takiej potrawy, której by nie spróbował, dżdżownic po chińsku nie wyłączając.

Napisz komentarz

Strona korzysta z plików cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Polityka prywatności.

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close