zima

Zima w Japonii

Uniwersytet w Hiroszimie, jak każda szanująca się szkoła wyższa z tradycjami, jest dumny ze współpracy międzynarodowej. Dlatego przeprowadza wywiady z zagranicznymi studentami, którzy zdecydowali się studiować w Japonii. Dzisiaj czytałem wywiad ze studentem z Rosji. Pytania były standardowe: jak się tutaj znalazł, co się podoba, a co jest dziwnego w Japonii. I dlaczego o tym piszę? Dlatego, że kolega z Rosji ujął pewną kwestię w sposób pełny i sugestywny. Poniżej wolne tłumaczenie

Dziennikarz: Co jest dla Ciebie najgorsze w Japonii?

Andrey: Hmm… japońskia zima.Dziennikarz: Naprawdę? Przecież przyjechałeś z Syberii!.

Andrey: Tak, pochodzę z Syberii, doświadczyłem na własnej skórze -53 stopni C. Ale my w Rosji grzejemy w mieszkaniach. Nie tak jak wy. (śmiech)..

Podpisuję się pod tym w pełnej rozciągłości. Dodam tylko, że Andrey pochodzi z Tomska, a tam zimą naprawdę piź…, tzn. bywa bardzo zimno. Ale w Japonii za to można zamarznąć bez wychodzenia z domu. I to nawet nie kwestia tego, że na dworze jest jakoś wyjątkowo zimno. Nieee, „izolacja jest?”. „niet, izolacji niet”. Dlatego po naszym przyjeździe do Japonii ogłoszono 10 stopień zasilania i odpalono rezerwowy blok najbliższej elektrowni atomowej – dwa klimatyzatory z trzech w naszym domu grzeją przez cały dzień i pół nocy. Trzeci wyłączyliśmy, zamknęliśmy gościnny pokój na cztery spusty, temperatura spadła tam do 12 stopni. Pokój czeka na przyjazd gości :) Dobra, idę porąbać stół na opał…
PS Wrocław – wiadomo, wybudowany na bagnach, rozlewiskach i mokradłach. Każdy, kto miał przyjemność spędzić lato w tym przeuroczym mieście, wie, że przy 35 stopniach i wrocławskiej wilgotności, egzystencja w komfortowych warunkach jest niemożliwa. Holandia dość podobnie – wilgotno, a nawet bardziej wilgotno. Ale to i tak nic przy Hiroshimie. Każdego ranka, w południe, wieczorem i w nocy, na każdym metalowym elemencie lub szkle – woda. Krople wielkie jak strąki. Można zlizywać z framugi (jeśli ktoś pragnie). Suszenie czegokolwiek nie ma większego sensu. Nawet przy włączonym klimatyzatorze. Prawie dżungla… Polarna.
Pong

Pong

Bardzo zapracowany naukowiec bez chwili dla siebie. Ma tak mało czasu, że raczej nie spotkasz go na blogu. Zapalony fotograf, autor zdecydowanej większości zamieszczonych tutaj zdjęć. Jego główne hobby to kolekcjonowanie kabli, hobby poboczne to prostowanie światopoglądów innych ludzi. Marzy o emeryturze w wieku 40 lat i spokojnym życiu gdzieś na włoskim wybrzeżu. Lubi podróże i gotowanie. Nie ma takiej potrawy, której by nie spróbował, dżdżownic po chińsku nie wyłączając.

Napisz komentarz

Strona korzysta z plików cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Polityka prywatności.

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close