Zamek Himeji, czyli dlaczego bilety wstępu są takie drogie

Ostatniego dnia naszej przedłużonej delegacji, udało się znaleźć odpowiedź na nurtujące pytanie – dlaczego wszystkie bilety wstępu są stosunkowo drogie? Rano odwiedziliśmy jeszcze jedną świątynię w Kioto. Niestety, w głównym budynku nie można robić zdjęć, gdyż jest to świętokradztwo karane tak strasznymi czynnościami, że na samą myśl o nich, robi mi się słabo. Poza tym, aparat należy schować do torby (czego ja nie uczyniłem, z braku takowej i tej drobnej iskierki niepokory, która gdzieś we mnie drzemie). Ponadto, wszechobecne napisy przypominają, że po wyjściu ze świątyni uprzejma obsługa przeglądnie sobie zawartość Twojego aparatu, aby się upewnić, czy nie wynosisz wirtualnego buddy i połowy panteonu na zewnątrz (pomijam już istnienie opcji „ukryj zdjęcie” w aparacie).

Musiałem jednak wyglądać jak „bez kija nie podchodzić”, gdyż nikt nie ośmielił się naruszyć mojego wewnętrznego spokoju. A może bardziej chodziło o to, że nikt nie przypuszczał, że osoba o tak niewinnym obliczu jak ja (hehehe), mogłaby dopuścić się świętokradczego czynu. A co znajduje się w świątyni Sanjusangen-do? Nazwa oznacza „hall z trzydziestoma trzema przerwami pomiędzy kolumnami” – poważnie. Patronką świątyni jest Sahasrabhuja-arya-avalokiteśvara, czyli Tysiącręka Kannon. W świątyni znajduje się 1001 (słownie tysiąc jeden) posągów mniej-więcej naturalnej wielkości postaci przedstawiających Kannon (2 grupy po 10 rzędów, każdy po 50 kolumn) – robi wrażenie. Do tego w awangardzie, w celu ochrony przed złymi mocami, Tysiącręka jest otoczona 28 postaciami różnych pomniejszych bóstw ochronnych, takich jak bóg-wąż, bóg-ptak, czy bóg-z-mordą-krokodyla. Każdy z tych 28 ochroniarzy ma kryształowe oczy, przypominające ludzkie. Stąd to nieodparte wrażenie, że gdy zaczniesz nielegalnie robić zdjęcia, to bóg-z-mordą-krokodyla pozbawi cię głowy, a bóg-z-ptasią-głową użyje Twojej szyi w wiadomym celu… Chociaż w naszym przewodniku i na stronie Wikipedii zdjęcia są, co oznacza, że albo bogowie nie mieli nic przeciwko, albo zdjęcie zostało wywołane i opublikowane już po pozbawieniu autora głowy i wykorzystaniu jego szyi w wiadomym celu :)

Świątynia Sanjusangen-do
Świątynia Sanjusangen-do

Szybkim krokiem, uciekając przed zemstą bóstw (a nuż się pomylą i nie zauważą, że to nie ja robiłem zdjęcia; a do swojej szyi jestem całkiem nomen-omen przywiązany) dobiegliśmy do shinkansena i pojechaliśmy do Himeji, które leży po drodze do Higashihiroshimy. Tutaj uwaga – Shin-kan-sen, wcale nie znaczy „pocisk” jak się błędnie anglojęzycznym wydaje. Historycznie oznacza „Nową Główną Linię”, gdyż pierwotnie odnosiła się do pierwszej linii szybkiego pociągu Tokaido, która połączyła Tokio z Osaką przed olimpiadą w 1964 roku. Warto wspomnieć również o budynku dworca głównego w Kioto, który jest dość kontrowersyjny i w trakcie budowy był mocno oprotestowywany jako zbyt nowoczesny i nieprzystający do architektury i atmosfery miasta. Obecnie jest (podobno) najczęściej fotografowanym obiektem w Kioto.

Dworzec Główny w Kioto
Dworzec Główny w Kioto

Podróż minęła szybko (dla mnie) – gdyż intensywność naszego zwiedzania, porównywalna jedynie z intensywnością hardcorowych wycieczek japońskich turystycznych ekstremistów po Europie, spowodowała, że nauczyłem się spać „po japońsku” – czyli wszędzie, gdzie można w 10 sekund zasnąć :) Na miejscu – w Himeji – niespodzianka – najbardziej znany japoński zamek, można by rzec MOAC (mother of all castles), zachorował na pewną przypadłość. Otóż coraz więcej ciekawych budynków jest osłaniania tymczasowym wieżowcem z blachy, w celu poddania konserwacji. Gdy ma się szczęście, na fasadzie namalowane jest to, co znajduje się pod nią. Ale nie zawsze. Tym razem mała przybudówka zamku widniała na szczycie wzniesienia – dumna, gdyż w końcu zauważona i podziwiana przez turystów, zamiast swojego większego brata. Lepsze to niż nic… Trochę photoshopa i będzie zdjęcie jak nowe :) Zwiedzamy, zwiedzamy i nagle olśnienie – wyjaśniło się dlaczego wszędzie trzeba płacić za zwiedzanie. Otóż – aby sterować ruchem turystów należy (w Japonii) mieć:

  • płoty, które odgradzają strumienie turystów w taki sposób, że ruch odbywa się tylko w jednym kierunku,
  • ludzi z megafonami, którzy sterują ruchem mniejszych grup turystów, tzw. „pociągów”,
  • ludzi z megafonami, którzy wydają polecenia ludziom z megafonami, którzy sterują ruchem „pociągów”,
  • ludzi bez megafonów, ale ulokowanych po dwóch w każdym pomieszczeniu zwiedzanego obiektu,
  • ludzi z czapeczkami, którzy stoją przy windach i ładują ludzi do wind (często również maszynistów w windach),
  • kasjerów,
  • kontrolerów biletów,
słowem każdy róg ma swojego opiekuna, i każdy dziękuje za odwiedziny i mówi, którędy należy iść. Aha, dodatkowo wszędzie są napisy regulujące ruch, aby nikomu nie przyszło do głowy iść pustymi schodami pod prąd. W zasadzie pomysł niegłupi – bezrobocie spada, ludzie mają pracę. I wszystko działa dobrze, do momentu, gdy trafią się dwa niepokorne „wagoniki”, które nie dość, że zwiedzają swoim tempem i grzecznie się kłaniają (to ten większy), albo sobie pod nosem marudzą, że muszą chodzić tam gdzie im każą (to ten mniejszy, ale piękniejszy i mądrzejszy :D), to jeszcze często i gęsto „urywają się” z pociągu. A tak przy okazji, kłaniam się już automatycznie, nie zdając sobie z tego sprawy…
Wieczorem, w sobotę trafiliśmy wreszcie do domu, po czym zasnęliśmy snem sprawiedliwych…
Pong

Pong

Bardzo zapracowany naukowiec bez chwili dla siebie. Ma tak mało czasu, że raczej nie spotkasz go na blogu. Zapalony fotograf, autor zdecydowanej większości zamieszczonych tutaj zdjęć. Jego główne hobby to kolekcjonowanie kabli, hobby poboczne to prostowanie światopoglądów innych ludzi. Marzy o emeryturze w wieku 40 lat i spokojnym życiu gdzieś na włoskim wybrzeżu. Lubi podróże i gotowanie. Nie ma takiej potrawy, której by nie spróbował, dżdżownic po chińsku nie wyłączając.

Napisz komentarz

Strona korzysta z plików cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Polityka prywatności.

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close