snowmonkey_intro

Yudanaka. Fajnie jest, siedzimy.

Yudanaka po sezonie zimowym to miejsce kompletnie wymarłe. Nie widać tego na stacji, gdzie nowoprzybyłych pasażerów wita piosenka o Shiga Kogen, czyli o jednej z sąsiednich miejscowości (piosenka poniżej), a tuż za bramkami czekają taksówkarze oraz ubrani w yukaty pracownicy hoteli i ryokanów, trzymając w rękach kartki z nazwami hoteli lub nazwiskami gości, co sprawia, że przez chwilę na stacji panuje całkiem niemały harmider. Ale już po chwili taksówki i busy rozjeżdzają się w różne strony, stacja i maly plac tuż przed budynkiem pustoszeją. Trzy minuty po przyjeździe pociągu na stacji i w jej najbliższej okolicy nie widać ani jednej żywej duszy.

Sprawiało to bardzo przygnębiające wrażenie, a na nas w szczególności, bo postanowiliśmy nie zatrzymywać się w Nagano, tylko już po południu w niedzielę przyjechać do Yudanaki, pospacerować po okolicy, znaleźć jakieś urokliwe miejsca, zachwycić się czymś po prostu. Cóż tu dużo pisać, plan się nie powiódł. Od stacji do naszego hotelu przeszliśmy w dziesięć minut mijając po drodze wszystkie dostępne turystom atrakcje miasteczka. Czyli nic. Co prawda w pobliżu Yudanaki znajduje się jedna z najdłuższych na świecie kolejek linowych, z której teoretycznie można podziwiać górskie widoki, ale aktualnie kolejka jest nieczynna – a przynajmniej taką informację podała nam, niewyobrażalnie połamaną angielszczyzną, pani w biurze informacji turystycznej. Samo miasto jest smętne, szare i kompletnie pozbawione życia.

Zapewne w sezonie, gdy miasto i okoliczne góry są przykryte śniegiem, miasto może wydawać się bardzo urokliwe. Niestety śniegu nie było, pomijając jakieś smętne resztki zalegające tu i ówdzie, co żałośnie obnażyło szarzyznę i nijakość tego miejsca. Nie pomógł również brak turystów i pozamykane na wszystkie spusty sklepiki i restauracje.

W mieście otwarty był tyko jeden supermarket, o czym informowały rozświetlone neony widoczne z każdego punktu miasteczka oraz jeden sklep 24 godzinny, do którego wybraliśmy się, aby zobaczyć jakichś tubylców. Po zaopatrzeniu się w napoje rozweselające zasiedliśmy przy oknie, aby podziwiać widoki. Staraliśmy się patrzeć na góry i nie dostrzegać szarej, smętnej plamy miasta na wprost. Napoje nam trochę w tym pomogły.

yudanaka_for_web
Fajnie jest, siedzimy.

Wieczorem postanowiliśmy wybrać się na kolację, co wcale nie okazało się takie proste. W hotelu dostaliśmy kartkę z informacją o restauracjach w okolicy i po zażartych dyskusjach i negocjacjach gdzie by tu się wybrać, okazało się, że pięć z sześciu polecanych miejsc jest zamkniętych, więc ostatecznie wylądowaliśmy w malutkiej resturacji sushi, którą prowadził starszy pan z żoną. Wszyscy miejscowi goście, a było ich może z dziesięciu, zwracali się do pana oraz jego żony per „ojciec” i „matka”. Widać było, że wszyscy się świetnie znają i dobrze czują w swoim towarzystwie. Wystrój restauracji pamięta co prawda lepsze czasy, ale sushi było nawet całkiem niezłe. Inna rzecz to to, że jak jesteś cudzoziemcem i lądujesz w takim miejscu, szykuj się na bycie lokalną atrakcją. Japończycy na początku byli lekko skonsternowani naszą obecnością, ale po kilku kieliszkach sake wypitych dla kurażu, ośmielili się przysiąść i nawiązać rozmowę. Było wesoło, mimo że my znamy tylko kilka zdań po japońsku, a oni tylko kilka po angielsku i żadna ze stron nie miała pojęcia o czym mówi ta druga. Wieczorem na pocieszenie posiedzieliśmy w wodzie z gorących źródeł, co było dość ciekawe z tego względu, że kamienna wanna stała na zewnątrz. Prysznic też się brało na zewnątrz. Tak, było zimno, ale w końcu jeszcze jest zima :) I ostatnia atrakcja pamiętnego wieczoru to nocleg na futonie (nie, żeby to był nasz pierwszy raz) z poduszką, która nie była poduszką, a workiem wypachanym jakimiś twardym czymś (mąż twierdzi, że to były kamienie).

Rozpisałam się o Yudanace i zupełnie zapomniałam wspomnieć po co tam pojechaliśmy. Otóż pojechaliśmy zobaczyć śnieg i małpy – japońskie makaki, znane również jako małpy śnieżne. Małpy żyją w parku, do którego należy się powspinać jakieś 2 km, ale trasa nie jest specjalnie stroma ani wymagająca. Nie jest jednak przystosowana do turystyki obcasowo-torebkowej, idzie się po śniegu lub błocie, no chyba, że jest lato, ale nie wiem po co ktoś chciałby tam wchodzić latem – małpy nie siedzą wtedy w gorących źródłach, a wszyscy przecież chcą koniecznie zobaczyć je w kąpieli ze śniegiem na głowie (jak nie wierzycie, to przejrzyjcie zdjęcia w internecie 😀 ). Na wielki śnieg jest jednak odrobinę za późno, niemniej jednak marzec to nie jest zła pora na wizytę u małp. Od grudnia do marca przypada okres rozrodu i w tym okresie można zobaczyć sporo małpich niemowlaków. Małpy są bardzo ruchliwe, biegają między ludźmi zupełnie nieprzejęte ich obecnością, starsze leżą na kamieniach lub siedzą niemal bez ruchu w źródle, młodsze pływają, bawią się (np lepią kulki ze śniegu) lub skaczą dla zabawy do wody, co podobno uwielbiają.

Małpy żyją w stadzie, którym kieruje przywódca. Hierarchia w stadzie jest bardzo wyraźna – przywódca pierwszy dostaje jedzenie od opiekunów, starsze małpy odganiają od jedzenia te młodsze, a te młodsze przeganiają te jeszcze młodsze itd, aż do końca hierarchii ważności. Co ciekawe, w pobliskim sklepie z pamiątkami wisi zdjęcie aktualnego przywódcy stada, tuż obok zdjęć jego poprzedników. Tuż przy parku znajduje się 150 letni ryokan (tradycyjny japoński dom gościnny) z gorącymi źródłami, do których mogą przychodzić małpy. Widziałam w internecie zdjęcia ludzi, którzy kąpią się tam z małpami. Takie rozrywki zdecydowanie odradzam – te małpy, które żyją w parku tylko się moczą, jedzą i iskają (czyli mają na sobie inne żyjątka). Ciekawe czy po wspólnej kąpieli małpki iskają również hotelowych gości? 😀

0
Aktualny szef wszystkich szefów oraz jego poprzednicy.

Yudanaka to zdecydowanie nie jest jedno z tych miejsc, które koniecznie należy odwiedzić. Większość turystów przyjeżdża tu oglądać małpy, a Yudanaka znajduje się bardzo blisko parku i ma dość dobrze rozwiniętą bazę hotelową. Samo miasto znajduje się na terenach, na których występują naturalne gorące źródła i niewątpliwie zimą można tu całkiem przyjemnie spędzić czas. Niestety poza małpami innych atrakcji tu niewiele, co należy wziąć pod uwagę przy ewentualnym planowaniu wycieczki.

A tu już znajome sceny, czyli stacja Shinjuku w Tokio. Tu to się żyje! 😀

NSC_9391_1

Maika

Maika

Głównodowodząca na tym blogu. Na emigracji od 15 lat, z czego 11 spędziła w Holandii. Uwielbia porządek, podróże, poznawanie nowych kultur i ludzi. Fanka wordpressa. Z wykształcenia specjalistka zarządzania innowacjami, ale nigdy nie pracowała w zawodzie. Zawodowo zajmowała się m.in. tworzeniem oraz pozycjonowaniem stron internetowych. Aktualnie uczy się japońskiego, a w wolnym czasie robi zdjęcia, pisze, oraz snuje ambitne plany zostania milionerką. :)

4 myśli na temat “Yudanaka. Fajnie jest, siedzimy.

  1. Ojej małp strasznie nie lubię, nie ufam im i mówiąc wprost po prostu się ich boję. Widok z okna całkiem całkiem:)
    Lepiej żałować, że się pojechało niż żałować, że się zrezygnowało;) Pozdrawiam:)

    1. Ten widok z okna złośliwie o wiele lepiej wygląda na zdjęciu, niż w rzeczywistości :) Góry oczywiście nam się podobały, ale wiadomo, że w wydaniu zimowym byłyby piękniejsze. Szykowaliśmy się na śnieg, stąd chyba te nasze żale :) Również pozdrawiam!

Odpowiedz na „anoiaAnuluj pisanie odpowiedzi

Strona korzysta z plików cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Polityka prywatności.

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close