‚Yopparai’ czyli impreza powitalna po japońsku

Słowo ‚yopparai’ po japońsku znaczy ‚być pijanym’ i idealnie oddaje atmosferę wczorajszej imprezy powitalnej wydanej na naszą cześć. Ogólnie rzecz biorąc zaproszenia na imprezy powitalne w Japonii przyprawiają nas o zimy pot i dreszcze, a to dlatego, że pierwszą imprezę powitalną Japończycy zorganizowali nam 10 marca 2011, a dzień po niej miało miejsce najsilniejsze trzęsienie ziemi w historii tego kraju. Niedługo po tym zostaliśmy wbrew naszej woli ewakuowani z kraju. Udało nam się co prawda wrócić do Japonii w połowie kwietnia 2011, ale nie był to już ten sam kraj.

Wczorajsza impreza odbyła się w typowo japońskiej restauracji, gdzie goście siedzą w specjalnych boksach, które to zawsze kojarzą mi się z boksami dla koni :) Nasi znajomi mają dziwny zywczaj zamawiania jedzenia bez pytania nas na co mamy ochotę, tak jakby byli przekonani, że nie jesteśmy w stanie podjąć dobrej decyzji i muszą wybierać za nas. Stół w błyskawicznym tempie zapełnił się różnymi specjałami, a jeden z Japończyków zabrał się za wyjaśnianie biednym cudzoziemcom co też leży na talerzu. Jeden rzut okiem wystarczył, abyśmy wiedzieli, że na talerzu leżą szaszłyki z różnych części kurczaka, takich jak żołądki, wątróbki, czy też z samej kurczakowej skóry. Znajomy oczywiście zachwala, pokazuje palcem i informuje: to jest normalne mięso, to jest normalne mięso, to też jest normalne mięso… (normalne, znaczy zjadliwe dla cudzoziemca). Oczywiście nie muszę tłumaczyć, że według niego wszystko tam było normalnym mięsem 😉 Jako, że dyskusje z Japończykami o ich jedzeniu niespecjalnie mają jakikolwiek sens, zamówiliśmy sobie ziemniaki i zimne piwo :)

Podczas gdy my sączyliśmy Asahi, prawdopodobnie najlepsze piwo w tym kraju za szaloną cenę 550 ¥, Japończycy zamówili sake. Przy czym sake podano w ogromnych szklanicach, w których za PRL-u w Polsce piło się herbatę. Oczywiście zamiast w stylowych PRL-owych koszyczkach, szklanice siedziały w drewnianych pojemnikach po brzegi wypełnionych.. sake, a jakże! Pod koniec tego przemiłego wieczoru wszyscy byli yopparai, a najbardziej nasza młoda koleżanka, która przez połowę imprezy biła się sama po głowie. Nie bardzo potrafię wytłumaczyć czemu to miało służyć, ale najwyraźniej zostało nam do odkrycia jeszcze sporo elementów tutejszej kultury :)

A wieczorem, już po imprezie, ziemia w Tokio oczywiście zatrzęsła, a więc naszej nowej świeckiej tradycji stało się zadość.

Zdjęcie pochodzi ze strony www.sushiandsake.net

Maika

Maika

Głównodowodząca na tym blogu. Na emigracji od 15 lat, z czego 11 spędziła w Holandii. Uwielbia porządek, podróże, poznawanie nowych kultur i ludzi. Fanka wordpressa. Z wykształcenia specjalistka zarządzania innowacjami, ale nigdy nie pracowała w zawodzie. Zawodowo zajmowała się m.in. tworzeniem oraz pozycjonowaniem stron internetowych. Aktualnie uczy się japońskiego, a w wolnym czasie robi zdjęcia, pisze, oraz snuje ambitne plany zostania milionerką. :)

Napisz komentarz

Strona korzysta z plików cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Polityka prywatności.

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close