Wizyta w Hitachi

Japonia ma to do siebie, że każdy znajdzie tu coś dla siebie. Jedni zwiedzają miasta, inni robią zakupy albo objadają się ryżem z surową rybą, jeszcze inni łażą po fabrykach. My należymy do grupy ‚jeszcze innych’. Dzisiaj cały dzień zwiedzamy fabryki Hitachi, gdzie oglądamy pralki, lodówki, windy, części do pociągów Shinkansen, roboty, mikroskopy elektronowe, laboratoria i linie produkcyjne. Mimo wielkich chęci podreperowania reputacji Europy i przekazania kilku sekretów, szpiegostwo przemysłowe się nie udało, ponieważ zostałam zmuszona do wyłączenia aparatu 😉 Pracownicy Hitachi pokazywali nam urządzęnia do wykrywania bakterii w jedzeniu i objaśniali skomplikowane działanie pralki (przy stałych komentarzach profesora z Uniwersytetu w Hiroshimie, który posiada w domu niektóre z prezentowanych urządzeń i twierdzi, że nie działają ;-)) i zorganizowali dla nas kilka prezentacji i wycieczek.

Najciekawsze chyba były mikroskopy elektronowe, które jak twierdził oprowadzający nas pracownik firmy, są ‚troszeczkę drogie’ (niedużo, kosztują zaledwie od 50 tys. do 15 mln euro), ‚nieco prymitywne’ i ‚każda podstawówka w Japonii ma przynajmniej jeden’ Zrobiło mi się trochę głupio, ponieważ w mojej podstawówce można było co najwyżej popatrzeć przez lupę (pozdrowienia dla SPnr2) 😉 Linie produkcyjne były również ciekawe, a zwłaszcza pracownicy, którzy zasuwali jak małe robociki, zupełnie nie rozproszeni naszą obecnością. Podczas dzisiejszego dnia poznaliśmy co najmniej czterdzieści osób i od samego mówienia ‚dzień dobry’ zrzuciłam ze dwa kilogramy. Mam nawet nową teorię dotyczącą szczupłości Japończyków – otóż to nie ryż i nie surowa ryba, tylko UKŁONY! Pod koniec wycieczki wdałam się w rozmowę z pewną miłą Japonką i dostałam od niej… PREZENT! Malutką drewnianą laleczkę na szczęście! Wybierając się do Japonii należy pamiętać, że tutaj ludzie uwielbiają dawać i dostawać małe prezenciki, warto zatem zabrać drobne suweniry np. ze swojego kraju czy miasta. My przywieźliśmy sporo drobiazgów z Wrocławia, większość już jednak rozdaliśmy.

Pod koniec dnia czekała nas obowiązkowa kolacja z grupą pracowników  Hitachi. Kolacja znowu w tradycyjnym, japońskim stylu składała się z misy surowych ryb i owoców morza, surowej meduzy, tofu, warzyw i mięsa. Z mięsem w Japonii należy uważać, gdyż często zamiast wieprzowiny czy kurczaka trafia się sam tłuszcz (albo bardzo dużo tłuszczu w porównaniu do ilości mięsa). To samo z ciepłą rybą – przeważnie ma ości, które Japończykom niespecjalnie przeszkadzają. Najlepiej zatem zamówić surową rybę, przynajmniej nie jest tłusta i raczej będzie bez ości.

PS Nie jest prawdą, że Azjaci nie trawią alkoholu. Może i nie trawią, ale „nasi”, od kolacji, trawili jakoś wyjątkowo  skutecznie. Czego nie można powiedzieć o nas.

Maika

Maika

Głównodowodząca na tym blogu. Na emigracji od 15 lat, z czego 11 spędziła w Holandii. Uwielbia porządek, podróże, poznawanie nowych kultur i ludzi. Fanka wordpressa. Z wykształcenia specjalistka zarządzania innowacjami, ale nigdy nie pracowała w zawodzie. Zawodowo zajmowała się m.in. tworzeniem oraz pozycjonowaniem stron internetowych. Aktualnie uczy się japońskiego, a w wolnym czasie robi zdjęcia, pisze, oraz snuje ambitne plany zostania milionerką. :)

Napisz komentarz

Strona korzysta z plików cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Polityka prywatności.

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close