Tokijskie metro

Przejażdżka tokijskim metrem to niewątpliwie sport ekstremalny i polecamy go wyłącznie ludziom o mocnych nerwach. A już zwłaszcza gdy podróżuje się z bagażem. W Tokio jest trzynaście linii metra, a linie te jeżdżą na trzech różnych poziomach. Często gdy zmienia się linię trzeba zejść jeden lub dwa poziomy niżej i zdarza się, że na danej stacji nie ma ruchomych schodów (co jest pewnym utrudnieniem, gdy podrózuje się z ciężką walizką). Bilety na metro kupuje się w automatach, w których można wybrać język angielski. Nic to jednak nie daje, bo automaty wyświetlają ceny biletów, a te znów zależą od liczby przystanków, które się przejeżdża. Informacje o przystankach dostępne są oczywiście tylko w języku japońskim. No i w tej sytuacji pozostają dwie opcje – albo zaczepiamy Japończyków i pytamy, który bilet kupić (prawdopodobieństwo, że się dowiemy wynosi 0,001 %), albo kupujemy bilet w ciemno i na docelowej stacji wrzucamy go do maszyny, która informuje ile musmy dopłacić. Uwaga! Jeśli przepłaciliśmy już na samym początku, maszyna nie zwraca nadpłaty! Załóżmy jednak, że mamy właściwy bilet, przeszliśmy przez automatyczne bramki, stoimy na peronie i czekamy na metro. Pierwsze co rzuca się w oczy to zielone linie narysowanie na podłodze. Ludzie ustawiają się przy tych liniach w kolejce, ponieważ to właśnie tu otworzą się drzwi metra, po czym ludzie wsiadają w takiej kolejności w jakiej pojawili się na stacji. Wszędzie są oczywiście ogromne tłumy. Na peronie znajdują się też ‚upychacze’. To niestety nie jest jedna z miejskich legend, ci panowie faktycznie istnieją, noszą granatowe mundurki i białe rękawiczki, a gdy nadjeżdża metro salutują, po czym zabierają się do pracy. Należy zatem bezwzględnie unikać tokijskiego metra w godzinach szczytu. W metrze informacje o następnych stacjach podaje się w dwóch lub trzech językach, w zależności od linii, co jest pewnym ułatwieniem. Gdy stoimy w zatloczonym wagonie i chcemy wysiąść, należy powtarzać ‚sumimasen’ albo ewentualnie liczyć na to, że tłum nas wyniesie 😉

Maika

Maika

Głównodowodząca na tym blogu. Na emigracji od 15 lat, z czego 11 spędziła w Holandii. Uwielbia porządek, podróże, poznawanie nowych kultur i ludzi. Fanka wordpressa. Z wykształcenia specjalistka zarządzania innowacjami, ale nigdy nie pracowała w zawodzie. Zawodowo zajmowała się m.in. tworzeniem oraz pozycjonowaniem stron internetowych. Aktualnie uczy się japońskiego, a w wolnym czasie robi zdjęcia, pisze, oraz snuje ambitne plany zostania milionerką. :)

Napisz komentarz

Strona korzysta z plików cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Polityka prywatności.

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close