Tajfun Wipha oraz inne nocne atrakcje

O tym, że nad Tokio nadciąga silny tajfun, wiedzieliśmy od kilku dni. Dostaliśmy informację od administratora budynku, w którym mieszkamy, że mamy posprzątać balkony, usunąć z nich wszystkie rzeczy, które nie są przymocowane na stałe, przygotować zapas wody (na wszelki wypadek) i być gotowi w każdej chwili opuścić dom, gdyby zaszła taka konieczność. Balkony oczywiście posprzątaliśmy,  ale ewentualnym opuszczeniem domu nie zaprzątaliśmy sobie głowy, bo przecież mieszkamy w betonowym budynku, na 6 piętrze, więc co takiego musiałoby się stać, żebyśmy musieli uciekać w środku nocy? O tym co musi się stać, żeby wygonić wszystkich mieszkańców dwóch 13 piętrowych budynków dowiedzieliśmy się o 4:50 nad ranem, w samym środku uroczego tajfunu o uroczym, żeńskim imieniu Wipha.

Tajfun Wipha
Tajfun Wipha

Około 4:35  głośnik zamontowany w suficie naszego salonu zaczął nieziemsko wyć, a następnie automat o żeńskim głosie zaczął informować na zmianę po japońsku i angielsku, że w budynku D  (jest to sąsiedni budynek, połączony z naszym podziemnym garażem) wybuchł pożar i służby właśnie sprawdzają, jak poważna jest sytuacja. Komunikaty przeplatane wyciem alarmu trwały około 15 minut, po czym automat z głośnika oznajmił po raz kolejny, że wybuchł pożar i zarządził natychmiastową ewakuację obu budynków (naszego, czyli budynku C, oraz D, gdzie miał być pożar).

Dla informacji powiem, że 4:50 nad ranem to była tajfunowa kulminacja, wiatr na zewnątrz wiał z prędkością około 180 km/h (to jest naprawdę dużo!), a zamiast deszczu, woda z nieba po prostu spadała wodospadem. Co by dużo nie mówić, okoliczności przyrody na pewno nie zachęcały do wyjścia z domu. Ponieważ mieliśmy już wcześniej przyjemność ewakuować się z budynku w Japonii (dla niewtajemniczonych:  Tokio 2011, ewakuowaliśmy się z hotelu i kompletnie zaskoczeni wzięliśmy ze sobą to, co akurat było pod ręką, czyli przewodnik turystyczny i rozładowany telefon 😀 ), tym razem wiedzieliśmy już co i jak należy zrobić. A więc ubraliśmy się ciepło, wzięliśmy paszporty, pięniądze, telefony i  parasole i ruszyliśmy, w towarzystwie licznych sąsiadów,  schodami przeciwpożarowymi na dół..

Na dole niemiła niespodzianka – drzwi przeciwpożarowe są osłonięte metalową kratą i nie sposób ich otworzyć. Czyli cała ewakuacja była bez sensu, bo i tak nie sposób było opuścić budynku. Staliśmy na zewnętrznym korytarzu pierwszego piętra, stłoczeni, wystawieni na wiatr i deszcz, czekając co też się wydarzy. Alaram oczywiście wył przez cały czas..

Po około 30 minutach przyszedł Pan z ochrony z informacją, że jednak nigdzie się nie pali, fałszywy alarm, możemy wracać do siebie i spać sokojnie. To „spać spokojnie” to chyba miał byż żart, bo alarm w budynku się popsuł i wył jeszcze przez 2 godziny.

P.S: Tajfun Wipha przeszedł przez Japonię 15 października, przyniósł silny wiatr i rekordowe opady deszczu, spowodował lawinę błotną na wyspach Izu Oshima (na południe od Tokio) zabijając 13 osób. 50 innych osób uznanych jest za zaginione. W samym Tokio spowodował paraliż komunikacyjny, podtopienia ulic, uszkodził kilka linii energetycznych. Był to już czwarty tajfun w tym miesiącu.

Maika

Maika

Głównodowodząca na tym blogu. Na emigracji od 15 lat, z czego 11 spędziła w Holandii. Uwielbia porządek, podróże, poznawanie nowych kultur i ludzi. Fanka wordpressa. Z wykształcenia specjalistka zarządzania innowacjami, ale nigdy nie pracowała w zawodzie. Zawodowo zajmowała się m.in. tworzeniem oraz pozycjonowaniem stron internetowych. Aktualnie uczy się japońskiego, a w wolnym czasie robi zdjęcia, pisze, oraz snuje ambitne plany zostania milionerką. :)

Napisz komentarz

Strona korzysta z plików cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Polityka prywatności.

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close