życie w Japonii

ルール, czyli jak żyć w Japonii i nie zwariować od nadmiaru zasad

Część z was pewnie sobie pomyśli, że to będzie wpis jakiejś frustratki. Cóź, są duże szanse, że ta część z was będzie miała rację. Większość z was pewnie sobie wyobraża, że Japonia to kraj, który jedną nogą stoi już w XXII wieku, ale jednocześnie jest bardzo dumny ze swojego dorobku kulturowego, że postęp technologiczny w bardzo elegancki sposób łączy się tutaj z tradycją. Wszyscy mamy obrazki w głowach – pasażerowie w kimonach w shinkansenie, stary drewniany zamek któregoś z szogunów skąpany w wiśniach, a obok Japończycy z supernowoczesnym sprzętem fotograficznym, drewniane domy, przy wieżowcach ze stali i szkła, i tak dalej, i tak dalej, znamy to, prawda?

(więcej…)

Czytaj więcej

TokyoTrainMap-1024x701

Jak wam się żyje w tej Japonii? – część pierwsza

To najczęstsze pytanie jakie jest mi dane słyszeć od kiedy mieszkam w Japonii. Na facebooku pada niemal zawsze, gdy napiszę jakiś komentarz pod postem osoby, której nie widziałam co najmniej kilka lat. Oczywiście pytanie jest retoryczne, na odpowiedź nikt nigdy nie czeka, a wiem to stąd, że jak nawet zdarzy mi się napisać kilka zdań, że „strasznie nam się podoba, Japończycy są dziwni, a pogoda i jedzenie są super” to nikt nigdy o nic nie dopytuje. Dlaczego jednak o tym piszę? Bo w zeszłym tygodniu wybrałam się do fryzjera i różne przypadki z tej wyprawy sprawiły, że zaczęłam się zastanawiać jak to dokładnie jest mieszkać w Tokio.

(więcej…)

Czytaj więcej

Szaleństwa japońskiej biurokracji

Dziś załatwialiśmy ostatnie formalności związane z moim pobytem w Japonii. Minęły ponad 4 miesiące od mojego przyjazdu, a dopiero od dziś mogę uczciwie powiedzieć, że nie jestem już turystką. Teraz jestem żoną Mojego Pana Męża, którego nazwisko i pozycja jest wypisane na każdym moim dokumencie, żeby nikt nie miał najmniejszych wątpliwości, że nie jestem wolnym człowiekiem, który chodzi sobie po ulicy luzem. Mam „właściciela-opiekuna”, który odpowiada za mnie. Teraz jak mnie ślubny zdenerwuje, to zrobię mu na złość i narozrabiam w metrze albo supermarkecie 😛 Japonia właśnie otworzyła przede mną morze nowych, nieznanych mi do tej pory sposobów wywierania nacisku na współmałżonka :)

(więcej…)

Czytaj więcej

Japońska biurokracja

hanko
Hanko, czyli pięczątka z nazwiskiem

Czyli nasza słynna już wojna na pieczątki. W poprzednim wpisie wspomniałam, że japońska biurokracja daje nam się mocno we znaki. Z całkiem niemałym rozrzewnieniem i łezką w oku wspominam dziś holenderskich urzędników, których co prawda nigdy nie miałam okazji poznać osobiście, bo wszystko zawsze załatwiałam przez internet. W ciągu ostatnich pięciu lat nie byłam osobiście w żadnym holenderskim urzędzie, ani banku, ani oddziale ubezpieczeń zdrowotnych, ani Izbie Handlowej, ani nigdzie. Owszem, wcześniej osobiście musiałam się stawić, aby zameldować się w gminie (następny meldunek już przez internet) i po odbiór prawa jazdy (przy czym dokumenty potrzebne do wyrobienia prawa jazda wypełniałam w szkole jazdy, która to następnie przekazała je do odpowiedniego urzędu). Prowadziłam w Holandii firmę, którą rozliczałam przez internet, a działalność tuż przed moim wyjazdem zawiesiłam wysyłając list. Zwykły, żaden tam polecony. Można? No można.

(więcej…)

Czytaj więcej

odaibafire-1543ow

Lanie wody

Ok, dawno mnie tu nie było, za co wiernych czytelników przepraszam. Niestety nie mogę powiedzieć, że byłam jakoś strasznie zajęta, chociaż co prawda uczę się japońskiego, a i życie towarzyskie trochę mnie ostatnio pochłonęło :)  Jak do tego dodamy spadek motywacji, na który znacząco wpłynęły wyniki mojej strony w Google, to co nieco się pewnie wyjaśni. Ale od początku.

Nieskromnie powiem, że na tworzeniu stron internetowych trochę się znam, bo zajmuję się tym od bardzo dawna.  Na pozycjonowaniu stron znam się trochę mniej, ale jednak i tu mogę być niebezpieczna jeśli zechcę :) (TO NAPRAWDĘ NIE JEST kryptoreklama :D) W każdym razie po długotrwałej i żmudnej pracy przenoszenia naszego starego bloga „Lost In Translation”, którego już niestety nie znajdziecie w sieci, postanowiłam zająć się pozycjonowaniem strony. Efekty mojej pracy powaliły nawet mnie, bo mój blog spadł z szóstej strony Google na jakąś 50 stronę, lub niżej, gdyż najprawdopodobniej w ogóle nie był ewidencjonowany w wyszukiwarce. Pozbawiło mnie to motywacji na dłuuugi dłuuugi czas, bo stwierdziłam, że za co się nie wezmę, to i tak mi nie wyjdzie. Do tego mąż żartował, że powinnam zająć się profesjonalną dywersją, czyli innymi słowy zajmować się pozycjonowaniem stron u konkurecji. Żartowniś 😛

(więcej…)

Czytaj więcej

kotatsu

Przygotowania do japońskiej zimy

Wczoraj obudziły nas alarmy w telefonach i mocne kołysanie podłogi połączone z mocnym kołysaniem sufitu. Trzęsienie o skali 4 o 7:30 rano to jakieś żarty, bo ludzie zaspani i nie wiedzą co się dzieje. Wstawać też się nie chce, to też właśnie nie wstaliśmy. Potem tylko głośne rozważania czy nam się przyśniło czy jednak trzęsło? Jednak trzęsło, ale zabawne jest jak na początku człowiek chowa się pod stół, przy bądź co bądź spokojnej 2, a po paru tygodniach nawet 4 nie wygania z łóżka.

 

W Japoni jesień w pełni, ludzie się cieszą, bo jest ładnie i można pstrykać fotki z drzewami. Swoją drogą, wiedzieliście, że Japończycy są święcie przekonani, że tylko u nich występuje coś takiego jak cztery pory roku? Tak więc jeśli macie na facebooku lub twiterze japońskich znajomych, wrzucajcie zdjęcia polskiej jesieni, pokażemy im! :)

 

Niestety zrobiło się już dość zimno i każdy Japończyk jest głęboko w duchu przerażony i myśli – jak przetrwać nadchodzącą zimę? Bo w Japonii gdy na zewnątrz jest zimno, to w domu również jest zimno, bo takie osiągnięcia cywilizacyjne jak ogrzewanie centralne, izolacja, czy choćby podwójne szyby w oknach, nie miały jeszcze okazji dotrzeć do Japonii. Nie wiadomo właściwie dlaczego. Pododno chodzi o to, żeby domy były lekkie i ładnie się składały podczas trzęsienia ziemi, ale ostatnio była na ten temat ostra dyskusja gdzieś w sieci i ktoś mądry, przekonywał, że to bzdura i powód jest zupełnie inny. Niestety nie wyjaśnił, o co tak naprawdę chodzi, a szkoda, bo skoro mam tu zamarznąć, to nie ukrywam, że chciałabym wiedzieć w imię czego.

 

Japończycy mają cieniutkie ściany w domach (stąd też właśnie ogromna popularność „hoteli miłości”), duże okna, zero izolacji i zero ogrzewania centralnego. Jak dają radę? Jest kilka sposobów na przetrwanie, ale wszystkie, nam Polakom, wydają się żywcem wyjęte ze średniowiecza. Można na przykład zapalić piecyk naftowy lub gazowy (nie polecam przy trzęsieniu), lub elektryczny (nie polecam z powodu cen prądu).  Dość popularne są stoliki nakryte kołdrą i przywalone jakąś dechą (tzw. kotatsu), pod tym stolikiem stawiamy piecyk elektryczny, siedzimy w kurtkach, ale w nogi ciepło. Ekstremalne i mało praktyczne, ale zdzwilibyście się jak bardzo popularne w Japonii. Są jeszcze klimatyzatory z opcją grzania, baaardzo drogie i jest ciepło tylko jak dmuchawa działa. Wystarczy wyłączyć, nawet na chwilę i ciepło gdzieś się ulatnia.

kotatsu
Kotatsu, kaloryfer widoczny na zdjęciu to klasyczna zmyłka
puch_spodnica
Puchowa spódnica, hit sezonu :)

My możemy uważać się za szczęściarzy, bo mamy ogrzewanie podłogowe, ale niestety tylko w jednym pomieszczeniu i to akurat w tym, w którym mamy największe okna. Okna jednak potraktujemy po japońsku, czyli okleimy je folią bąbelkową. Nawet podwójnie jeśli będzie trzeba. Można też kupić takie spejalne kołdry uszczelniające pod okna i drzwi balkonowe. Do tego nie zaszkodzą polary i grube, narciarskie skarpety. W sklepach już ruszyła zimowa kolekcja, czyli kołdry, koce, elektryczne dywaniki, puchowe ochraniacze na nogi (bardzo seksowne :)), ciepłe kapcie, śpiwory dla dorosłych lub specjalne kombinezony do spania. Ech, już nie mogę się tej zimy doczekać! :)

Czytaj więcej

Bezpieczeństwo w Japonii

Ostatnio najczęściej dyskutowanym tematem na stronach i blogach poświęconych Japonii, jest bezpieczeństwo kobiet, zwłaszcza cudzoziemek, na japońskich ulicach. Japończycy mają opinię narodu szanującego prawo i porządek, wskaźniki przestępczości są tu bardzo niskie, miniaturowe posterunki policji (tzw. kōban) znajdują się niemal na każdym rogu,  i wszystko to razem wpływa na to, że Japonia jest postrzegana jako najbezpieczniejszy kraj na świecie. Czy tak jest naprawdę?

Od razu zaznaczę, że o ile statystki dotyczące przestępczości robią na mnie wrażenie, to zupełnie nie ufam statystykom dotyczącym gwałtów i ogólnie pojętej przemocy seksualnej, ponieważ te przestępstwa są bardzo rzadko zgłaszane, zwłaszcza w krajach, które nie nakładają obowiązku zgłoszenia przestępstwa na szpitale czy osoby trzecie. Statystyki w takich krajach są zaniżone i tak naprawdę nie sposób ocenić jaka jest rzeczywista skala przemocy na tle seksualnym.

Ostatnio czytałam na blogu pewnej Polki zamieszkałej w Japonii (Blog: Na wsi w japonii), historię Japonki zgwałconej przez dwóch znajomych, która nie mogła zgłosić gwałtu na policji, bo policja po prostu odesłała ją do domu z poleceniem, żeby nie zwracała im głowy. Mogła przecież nie łazić po nocy z kolegami, wtedy na pewno nie spotkałaby jej żadna krzywda. Cała historia tak mną wstrząsnęła, że postanowiłam poszperać w temacie troszkę więcej. Trafiłam na kilka historii cudzoziemek, które były obmacywane w metrze, w pociągach, jedna dziewczyna została wręcz porwana na ulicy przez niewinnie wyglądającego Japończyka, który następnie próbował zaciągnąć ją do hotelu miłości. Cała to historia zdarzyła się w biały dzień, na zatłoczonej ulicy przy całkowitej bierności przechodniów. Policja odmówiła przyjęcia zgłoszenia i poinformowała przerażoną dziewczynę, że na pewno nie została napadnięta przez rodowitego Japończyka. Gdy opowiedziałam te historie moim japońskim znajomym, uznali zgodnie, że nic takiego nie mogło wydarzyć się w Japonii, że według nich jest to po prostu niemożliwe.

plakat
Plakat w metrze

O ile o gwałtach nie pisze się, ani nie mówi dużo, to już o obmacywaniu i obscenicznych zachowaniach Japończyków w miejscach publicznych mówi się i słyszy przez cały czas. Stacje metra oblepione są plakatami dobitnie przedstawiającymi co może spotkać dziewczyny w krótkich spódnicach, a wagony metra przeznaczone tylko dla kobiet wcale nie są rzadkością.  Dodatkowo każda nowo poznana przeze mnie kobieta, która mieszka tu trochę dłużej, miała przynajmniej jedną nieprzyjemną sytuację w metrze czy pociągu, gdzie była nagabywana, obmacywana, lub widziała obnażających się lub onanizujących Japończyków. Niektóre z tych kobiet tak bardzo boją się ataków, że nie ruszają się z domu bez noża czy gazu. Nie mam żadnego powodu nie wierzyć w przeczytane czy usłyszane historie, chociaż mnie tego typu historie się nie zdarzyły i właściwie do niedawna żyłam sobie w błogiej nieświadomości przekonana, że takie sytuacje w Japonii to zupełny margines.

Pamiętajmy jednak, że Tokio jest ogromną i zatłoczoną aglomeracją, a nie od dziś wiadomo, że tłok i ograniczenie przestrzeni życiowej wzmaga w ludziach agresję. Poza tym Japończycy to przecież ludzie tacy jak inni i założenie, że cały świat ma problem z przemocą, a tylko jedna jedyna Japonia nie, byłoby cokolwiek naiwne. Mimo wszystko jednak poziom agresji w japońskim społeczeństwie jest i tak bardzo niski w porównaniu z innymi krajami, dlatego uważam, że ostrożność  jest zawsze wskazana, ale histeria już niekoniecznie.  Pomimo tego, że liczba gwałtów w statystkach w Japonii jest bezdyskusyjnie znacznie zaniżona, należy wziąć pod uwagę, że ogólny poziom przestępczości jest tu również o wiele niższy niż w innych krajach i raczej nie ma powodu sądzić, że wskaźniki innych przestępstw są także zaniżone. Dlatego jest bardzo prawdopodobne, że ogólna liczba przestępstw seksualnych jest niższa niż w innych krajach. To już jednak gdybanie, nie poparte niestety żadnymi dowodami.

Moim zdaniem Japonia jest wciąż dość bezpiecznym krajem, ale ostrożności nigdy dość. Tak więc wskazanie jest unikanie nieoświetlonych, mało uczęszczanych miejsc, zachowanie ostrożności w dzielnicach rozrywki, a gdy w metrze czy pociągu trafimy na zboczeńca, należy wtedy złapać go za rękę i głośno krzyknąć chikan, co znaczy właśnie zboczeniec. Ponoć pomaga, bo to w końcu publiczne poniżenie, czyli coś czego obawia się każdy Japończyk.  Problem w zatłoczonym metrze polega jednak na tym, że gdy jedzie się ściśniętym jak sardynki, to nigdy tak naprawdę nie wiadomo, który z mężczyzn to chikan, a w takim tłumie wcale nietrudno o fałszywe oskarżenie.

Czytaj więcej

Farbowanie włosów

Jako że jestem posiadaczką farbowanych włosów, od czasu do czasu muszę nakładać kolejną porcję farby na moje włosy, żeby nie wyglądać jak wypłowiały zwierz. Nie miałam z tym nigdy większych problemów i dopóki nie przyjechałam do Japonii, nawet mi do głowy nie przyszło, że farbowanie, lub w ogóle usługi fryzjerskie to jakiś wielki luksus zarezerwowany tylko dla burżujów. Kiedy już się zorientowałam, że koszt nałożenia na włosy mojej własnej farby, którą przywiozłam ze sobą z Holandii, w tokijskim salonie fryzjerskim niebezpiecznie zbliża się do 10 tys jenów (100 eur!, więcej o cenach w Japonii pisałam TUTAJ), postanowiłam do farbowania zaangażować mojego męża. Nie będę ukrywać, że nie był tym pomysłem specjalnie zachwycony, ale gdy już udało mi się go przekonać, że nie ma wyjścia, cokolwiek przerażony zabrał się za farbowanie.

 
Przygotowany jak do operacji chirurgicznej zaczął nakładanie farby, co chwilę głośno komentując, że farby jest zdecydowanie za mało, że właściwie to już się skończyła, a on nie jest jeszcze nawet w jednej trzeciej. Oczywiście wywody te przerywane były głośnymi okrzykami przerażenia, które omal nie przyprawiły mnie o zawał serca. Na szczęście wszystko nie wyszło aż tak źle. Proefsjonalne farbowanie to to nie było, ale kolor wyszedł prawie tak jak powinien i powiedzmy, że jest mniej więcej położony równo :). Mąż już grozi, że następnym razem zrobi lepiej i wiem, że moje włosy pewnie przeżyją ten „następny raz”, ale nie wiem czy moje nerwy będą równie wytrzymałe…

Czytaj więcej

Gotowanie w Japonii

batat
Gotowanie w Japonii

…i dlaczego gotowanie tu mi nie wychodzi, cokolwiek bym nie zrobiła. W pierwszych tygodniach naszego mieszkania w Tokio niezbyt chętnie garnęłam się do gotowania i to wcale nie dlatego, że mi się nie chciało, czy nie lubię. Owszem, za gotowaniem nie przepadałam nigdy, ale w Europie zdarzało się, że sprawiało mi to jakąś przyjemność, choćby dlatego, że potrawy z reguły wychodziły tak jak powinny. Tu niestety z jakiegoś bliżej niewyjaśnionego powodu to się nie udaje.

  (więcej…)

Czytaj więcej

1000_yen

Ceny w Japonii – czy naprawdę jest tu tak drogo?

Czy ceny w Japonii są naprawdę takie wysokie? Nie tak łatwo jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie, bo wszystko zależy od kursu jena, oraz tego w jakim celu przyjechało się do Japonii i jakim budżetem się dysponuje. Japonia z całą pewnością jest jednym z droższych krajów i wakacje w Japonii na pewno nie będą należały do najtańszych. Turysta odwiedzający Japonię musi liczyć się z wydatkami w granicach minimum 5-6 tys złotych za osobę za 10-dniowy pobyt, wliczając lot, noclegi, wyżywienie, podróż po kraju i bilety wstępu.

(więcej…)

Czytaj więcej

Japonia – reaktywacja

Po miesiącu intensywnych rozmów z dziekanem, rektorem i połową uniwersytetu (co samo w sobie spowodowało, że nagle dużo osób zaczęło mnie rozpoznawać), połączonych z intensywną papierową batalią o szybkie wydanie wizy, dostalismy zielone światło i przyjechaliśmy do Japonii ponownie. Tym razem podróż była koszmarna, gdyż lecieliśmy znowu przez Seul. Problem polega na tym, że przesiadka zajęła nam 8 godzin. Tutaj wielkie podziękowania dla Jacqueline, która zarezerwowała nam bilety w klasie busisnes. W miarę wygodny fotel w cichej poczekalni, na którym udało nam się kilka godzin przekimać, uratował nam życie, a całkiem przyjemna kolacja w samolocie z przyzwoitym winem poprawiła nam nastrój. Innymi słowy – jesteśmy z powrotem.
Od razu zaczęło się intensywnie – z walizkami wciąż w bagażniku samochodu, pojechaliśmy oglądać ostatni wieczór kwitnących wiśni – w sobotę (jutro) zaczną opadać. Po ciemku udało się zrobić kilka zdjęć. kwitnące wiśnie to dla Japończyka świętość – ludzie zbierają się w parkach, siadają pod kwitnącymi drzewami i urządzają sobie pikniki.

Czytaj więcej

Kulki

Tajemnicze kulki
Tajemnicze kulki

Kupiliśmy dzisiaj kulki. Dobra, było tak, że z jakiegoś nieuświadomionego powodu, moja lepsza połówka – od kilku wizyt w sklepie – dryfowała w stronę kulek. Takich mniej więcej dwucentymetrowych, przezroczystych. Skromnie powinienem powiedzieć, że nie wiem co się z nimi robi, po czym należałoby spłonić liczko…Ale tak nie zrobię, gdyż doskonale wiem, co się z nimi robi. Kulki dostarczone zostały w eleganckim i dyskretnym opakowaniu. Takim, żeby sąsiedzi nie wiedzieli, co się w pudełku znajduje. Instrukcja obsługi jest taka, że otwiera się pudełko, posypuje tajemniczym brązowym proszkiem i wsadza tam, gdzie powinno się je umieścić… Chociaż chyba bez ume-shu, czyli likieru śliwkowego, nie da rady. Dobra, kampai i jedziemy, jak mawia Ojciec Dyrektor, czy jakoś tak… Opis doznań po skończonym dziele…

Czytaj więcej

zima

Zima w Japonii

Uniwersytet w Hiroszimie, jak każda szanująca się szkoła wyższa z tradycjami, jest dumny ze współpracy międzynarodowej. Dlatego przeprowadza wywiady z zagranicznymi studentami, którzy zdecydowali się studiować w Japonii. Dzisiaj czytałem wywiad ze studentem z Rosji. Pytania były standardowe: jak się tutaj znalazł, co się podoba, a co jest dziwnego w Japonii. I dlaczego o tym piszę? Dlatego, że kolega z Rosji ujął pewną kwestię w sposób pełny i sugestywny. Poniżej wolne tłumaczenie

(więcej…)

Czytaj więcej

Technologia oraz jedzenie pokemonów…

Podobno surowość i powściągliwość japońskiej formy i sztuki jest pochodną stosunku Japończyków do natury. Obserwując naturę, wypracowali kategorię estetyczną „mono-no aware”, co można by przetłumaczyć jako „empatia rzeczy”, wrażliwość na ulotne piękno. Japończycy uważają siebie za część natury, dlatego starają się koegzystować w harmonii z otoczeniem. Właśnie dlatego ogrody japońskie zaprojektowane są w taki sposób, że dość trudno oddzielić naturalne piękno od tego stworzonego ręką człowieka. Bo niby wiadomo, że wszystko jest zorganizowane przez ludzi, ale z drugiej strony stwarza wrażenie „niezobowiązującego chaosu”. Sądzę, że właśnie tęsknota za kontaktem z naturą i chęć zagospodarowania każdego fragmentu przestrzeni, były motorem działania designera, który zaprojektował urządzenie przedstawione na zdjęciu:
 
Japońskie technologie
Japońskie technologie

(więcej…)

Czytaj więcej

Znajomość angielskiego, czyli o sztuce przetrwania

O samej znajomości angielskiego wśród Japończyków warto chyba napisać nieco więcej. Z tego co zauważyliśmy, osoby, które same zaczepiają turystów na ulicy i pytają czy w czymś nie pomóc, to w 99% nauczyciele angielskiego, którzy chcą sobie za darmo potrenować. Pozostały 1% to pijani Japończycy… W różnych miejscach w Tokio (w Hiroshimie jeszcze nie zauważyliśmy) znajdują się tabliczki w języku japońskim i angielskim. Problem jedynie polega na tym, że to co jest napisane na tabliczkach po angielsku, jest często bez sensu. Przykłady? Proszę bardzo:

(więcej…)

Czytaj więcej

Strona korzysta z plików cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Polityka prywatności.

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close