Bezpieczeństwo w Japonii

Ostatnio najczęściej dyskutowanym tematem na stronach i blogach poświęconych Japonii, jest bezpieczeństwo kobiet, zwłaszcza cudzoziemek, na japońskich ulicach. Japończycy mają opinię narodu szanującego prawo i porządek, wskaźniki przestępczości są tu bardzo niskie, miniaturowe posterunki policji (tzw. kōban) znajdują się niemal na każdym rogu,  i wszystko to razem wpływa na to, że Japonia jest postrzegana jako najbezpieczniejszy kraj na świecie. Czy tak jest naprawdę?

Od razu zaznaczę, że o ile statystki dotyczące przestępczości robią na mnie wrażenie, to zupełnie nie ufam statystykom dotyczącym gwałtów i ogólnie pojętej przemocy seksualnej, ponieważ te przestępstwa są bardzo rzadko zgłaszane, zwłaszcza w krajach, które nie nakładają obowiązku zgłoszenia przestępstwa na szpitale czy osoby trzecie. Statystyki w takich krajach są zaniżone i tak naprawdę nie sposób ocenić jaka jest rzeczywista skala przemocy na tle seksualnym.

Ostatnio czytałam na blogu pewnej Polki zamieszkałej w Japonii (Blog: Na wsi w japonii), historię Japonki zgwałconej przez dwóch znajomych, która nie mogła zgłosić gwałtu na policji, bo policja po prostu odesłała ją do domu z poleceniem, żeby nie zwracała im głowy. Mogła przecież nie łazić po nocy z kolegami, wtedy na pewno nie spotkałaby jej żadna krzywda. Cała historia tak mną wstrząsnęła, że postanowiłam poszperać w temacie troszkę więcej. Trafiłam na kilka historii cudzoziemek, które były obmacywane w metrze, w pociągach, jedna dziewczyna została wręcz porwana na ulicy przez niewinnie wyglądającego Japończyka, który następnie próbował zaciągnąć ją do hotelu miłości. Cała to historia zdarzyła się w biały dzień, na zatłoczonej ulicy przy całkowitej bierności przechodniów. Policja odmówiła przyjęcia zgłoszenia i poinformowała przerażoną dziewczynę, że na pewno nie została napadnięta przez rodowitego Japończyka. Gdy opowiedziałam te historie moim japońskim znajomym, uznali zgodnie, że nic takiego nie mogło wydarzyć się w Japonii, że według nich jest to po prostu niemożliwe.

plakat
Plakat w metrze

O ile o gwałtach nie pisze się, ani nie mówi dużo, to już o obmacywaniu i obscenicznych zachowaniach Japończyków w miejscach publicznych mówi się i słyszy przez cały czas. Stacje metra oblepione są plakatami dobitnie przedstawiającymi co może spotkać dziewczyny w krótkich spódnicach, a wagony metra przeznaczone tylko dla kobiet wcale nie są rzadkością.  Dodatkowo każda nowo poznana przeze mnie kobieta, która mieszka tu trochę dłużej, miała przynajmniej jedną nieprzyjemną sytuację w metrze czy pociągu, gdzie była nagabywana, obmacywana, lub widziała obnażających się lub onanizujących Japończyków. Niektóre z tych kobiet tak bardzo boją się ataków, że nie ruszają się z domu bez noża czy gazu. Nie mam żadnego powodu nie wierzyć w przeczytane czy usłyszane historie, chociaż mnie tego typu historie się nie zdarzyły i właściwie do niedawna żyłam sobie w błogiej nieświadomości przekonana, że takie sytuacje w Japonii to zupełny margines.

Pamiętajmy jednak, że Tokio jest ogromną i zatłoczoną aglomeracją, a nie od dziś wiadomo, że tłok i ograniczenie przestrzeni życiowej wzmaga w ludziach agresję. Poza tym Japończycy to przecież ludzie tacy jak inni i założenie, że cały świat ma problem z przemocą, a tylko jedna jedyna Japonia nie, byłoby cokolwiek naiwne. Mimo wszystko jednak poziom agresji w japońskim społeczeństwie jest i tak bardzo niski w porównaniu z innymi krajami, dlatego uważam, że ostrożność  jest zawsze wskazana, ale histeria już niekoniecznie.  Pomimo tego, że liczba gwałtów w statystkach w Japonii jest bezdyskusyjnie znacznie zaniżona, należy wziąć pod uwagę, że ogólny poziom przestępczości jest tu również o wiele niższy niż w innych krajach i raczej nie ma powodu sądzić, że wskaźniki innych przestępstw są także zaniżone. Dlatego jest bardzo prawdopodobne, że ogólna liczba przestępstw seksualnych jest niższa niż w innych krajach. To już jednak gdybanie, nie poparte niestety żadnymi dowodami.

Moim zdaniem Japonia jest wciąż dość bezpiecznym krajem, ale ostrożności nigdy dość. Tak więc wskazanie jest unikanie nieoświetlonych, mało uczęszczanych miejsc, zachowanie ostrożności w dzielnicach rozrywki, a gdy w metrze czy pociągu trafimy na zboczeńca, należy wtedy złapać go za rękę i głośno krzyknąć chikan, co znaczy właśnie zboczeniec. Ponoć pomaga, bo to w końcu publiczne poniżenie, czyli coś czego obawia się każdy Japończyk.  Problem w zatłoczonym metrze polega jednak na tym, że gdy jedzie się ściśniętym jak sardynki, to nigdy tak naprawdę nie wiadomo, który z mężczyzn to chikan, a w takim tłumie wcale nietrudno o fałszywe oskarżenie.

Czytaj więcej

Strona korzysta z plików cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Polityka prywatności.

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close