Relacja z frontu, czyli o tym jak szukam pracy w Japonii

Ponieważ pierwsza rocznica zamieszkania w Tokio zbliża się wielkimi krokami, czas na podsumowania i plany. Od razu wyjaśnię, że podsumowywać nie ma za bardzo czego – mój mąż pracuje, ja szukam pracy. Tak to z grubsza wygląda od roku. Jako cudzoziemska kobieta, a już zwłaszcza, że po trzydziestce, mam mocno ograniczone pole manewru, mimo że w szufladzie leżą dowody moich …ekhm… wielkich dokonań naukowych i zawodowych 😀 Kiedyś, dawno temu, widziałam w sieci filmik nakręcony dla żartu przez dziewczynę, absolwentkę Uniwersytetu Bostońskiego, która miała pracę, którą sama nazwała „super umniejszającą” i codziennie przed wyjściem do tej pracy żegnała się, płacząc rzewnie, ze swoim dyplomem magisterskim. No więc, jakby to powiedzieć… mam podobnie. Z tym, że jakby gorzej. Bo oprócz tego, że nie mam dyplomu z uniwersytetu w Bostonie, to nie mam również pracy. Nie tyko tej umniejszającej – nie mam w ogóle żadnej.

Z lepszych czasów, gdy jeszcze dane mi było spełniać się zawodowo, została mi garstka ambicji, trochę kontaktów (niesięgających jednak do Japonii) i parę lat doświadczenia. Myli się jednak ten, kto myśli, że to się na cokolwiek przyda w Tokio. Tu najlepiej być młodym świeżakiem po studiach bez krzty doświadczenia, wtedy pracuje się w korporacjach. Takich dużych, międzynarodowych, jak Hitachi, Toshiba, Sony itd. Zaczyna się co prawda od podstaw, od tego przysłowiowego parzenia kawy, ale firma szkoli, przyucza i trzyma takiego pracownika po wieki wieków. Albo można być np. Amerykaninem, Australijczykiem, Brytyjczykiem lub Irlandczykiem, wtedy pracuje się w dużych szkołach językowych i naucza angielskiego. Albo jak jest się wysoką blondynką z twarzą amerykańskiej aktorki, to można próbować w modelingu. Ostatnia i najwygodniejsza opcja jest taka, że cudzoziemiec przyjeżdża do Japonii ze swoim własnym kontraktem i japońskie realia rynku pracy go nie obchodzą. W żadnej z powyższych opcji nie jest wymagana znajomość języka japońskiego, ale oczywiście ogólna zasada jest taka, że znajomość języka raczej pomaga niż szkodzi, więc wiadomo, lepiej znać.

A teraz chwila sprowadzania samej siebie na ziemię. No więc ja nie jestem świeżakiem po studiach, nie mam amerykańskiego/brytyjskiego/autsralijskiego paszportu, nie jestem ani wysoka, ani blondynką, no i nie mam twarzy aktorki. Żadna wielka firma nie wysłała mnie też do Japonii w przedłużoną delegację. Sami widzicie, że przy tym co na mnie spadło, plagi egipskie jawią się niczym niewinny spacer po plaży .

Ponieważ mój mąż tu pracuje, jest względnie zadowolony i stanowczo odmawia wyjazdu z Japonii, nie pozostaje mi nic innego jak poszukiwać jakiegoś zajęcia. Ofert jest jak na lekarstwo (tzn. ofert bez wymaganej znajomości japońskiego), ale udaje mi się wysyłać średnio 1 czy 2 CV tygodniowo (czasem wysyłam po prostu do firm, w których chciałabym pracować, mimo że się nie ogłaszają). Od razu też wyjaśnię, że ja nie obraziłam się na język japoński, uczę się go, ponieważ mam świadomość, że z japońskim byłoby mi łatwiej. Ale ten kto choć odrobinę zna realia tutejszego rynku pracy, wie, że jeśli chodzi o japoński, to panuje tu zasada „wszystko albo nic”. Czyli albo mówisz jak Japończyk, co i tak wcale nie gwarantuje dobrej pracy, albo nie musisz znać języka w ogóle, bo firma działa np. tylko w Stanach, a tu ma oddział „nie-wiadomo-po-co”. Umiejętności pośrednie są traktowane jak zerowe. A moja umiejętność zamówienia 4 piw w knajpie, z czego jestem w ogóle niezwykle dumna, nie daje mi najmniejszych szans na znalezienie pracy, która odpowiadałaby moim ambicjom i choćby w minimalnym stopniu dałaby się porównać do tego, czym zajmowałam się przed przyjazdem tutaj. I nie, wcale nie uważam, że księżniczkuję. To wcale nie jest tak, że przed przyjazdem tutaj zajmowałam się zawodowo parzeniem kawy i obsługą kserokopiarki na bezpłatnym stażu, a tu wymyśliłam sobie zostać prezesem banku. Zresztą to i tak nieważne, bo nie szukają tu ani parzarek do kawy, ani prezesów do banku. Wiem to dobrze, bo sprawdziłam wszystkie opcje .

Przez ostatni rok miałam dwa zaproszenia na rozmowę o pracę. Pierwsza rozmowa była dla mnie doświadczeniem dość przykrym. Starałam się o pozycję eksperta d/s marketingu i promocji w telewizji satelitatnej związanej z modą. Człowiek, który ze mną rozmawiał patrzył na mnie z wysokości co najmniej dziesiątego piętra, nie podał mi ręki przy powitaniu, nie interesował się tym co mówię, nie zadał mi ani jednego pytania, poza zestawem podstawowym („powiedz coś o sobie” i „dlaczego do nas napisałaś”). Mój kontakt z tą firmą urwał się od razu po wyjściu z budynku, telefon oczywiście nie zadzwonił, ale trudno, żeby było inaczej – oni nawet kurtuazyjnie nie udawali, że są zainteresowani. A ja się jeszcze stresowałam, że oni się tam zorientują, że ja się kompletnie nie znam na modzie! Ha! Mogłam przyjść ze zgolonym brwiami lub w masce przeciwgazowej i jestem przekonana, że  ten facet  i tak by tego nie zauważył.

Moje drugie zaproszenie przyszło od dużej i dość znanej szkoły językowej. Jeszcze zanim w ogóle zostałam zaproszona na rozmowę, dostałam parę formularzy do wypełnienia z bardzo szczegółowymi pytaniami, dostałam listę rzeczy, które muszę dosłać (dyplomy, certyfikaty, referencje od pracodawców plus ich dane kontaktowe), do tego link do strony ze zdjęciami jak muszę wyglądać na rozmowie. Ponieważ jest lato, właśnie obowiązuje u nich letni dress code, co oznacza, że mężczyźni mogą łaskawie nie założyć krawata. Wspaniale tam u nich, prawda? Pierwsza rozmowa odbyła się w  grupie dziesięciu osób, przy czym tylko ja i jeszcze jedna kobieta nie pochodziłyśmy ze Stanów czy Wlk. Brytanii. Następnie była rozmowa indywidualna, podczas której pan rekruter ze zdumieniem odkrył, że nie studiowałam języka angielskiego, a w języku angielskim, czego nie zauważył przed zaproszeniem mnie na rozmowę, mimo tego, że wypełniłam stos formularzy i przysłałam mu kopie dyplomów. Wystawionych po angielsku, żeby nie było wątpliwości. Jak się okazało brak dyplomu z anglistyki lub japonistyki pogrzebał moje szanse, bo ploityka firmy jest taka, że biorą tylko ludzi z krajów anglojęzycznych lub filologów. Przy czym zdecydowanie preferują tych pierwszych. Szczerze mówiąc nie mam większego problemu z tym, że nie dostałam tej pracy, bo na miejscu tego rektutera, mogącego przebierać w Amerykanach czy Brytyjczykach,  zrobiłabym dokładnie to samo.

Później było jeszcze ogłoszenie o pracę ze znajomością języków europejskich, z naciskiem na niemiecki, niderlandzki i języki skandynawskie, plus oczywiście tajemnicze, acz pojemne „inne”. Nawet nie wiecie jak się ucieszyłam na ten holenderski! (Ja głupia!) Odpowiedziałam na tę ofertę tylko po to, żeby się dowiedzieć, że nie szukają nikogo z holenderskim, polskim ani angielskim. Szukają z językiem … uwaga! uwaga! … japońskim. Szczęka mi opadła i wala się gdzieś po podłodze do dziś. Bo ręce mi również opadły, więc nie mam jak tej nieszczęsnej szczęki pozbierać…

Odradzam również korzystanie z biur pośrednictwa pracy, nie znam nikogo kto by dzięki nim znalazł pracę. Nie licząc oczywiście tych osób, które pracowały w tych biurach. Dlaczego należy omijać agencje pośrednictwa pracy? Bo nie znajdziecie z nimi pracy. Serio. Na potwierdzenie tezy dwa przykłady z życia, jeden mój, drugi zasłyszany od przyjaciół.

Przykład pierwszy: oferta pracy z europejskiego banku. Szukają kogoś z wyższym wykształceniem do pomocy w przygotowywaniu statystyk, analiz i ogólnej administracji. Nie było to stanowisko niezależne, raczej coś w rodzaju asystenta. Wymagane doświadczenie: brak. W sensie, że firma przyucza. Tak przynajmniej było napisane w ogłoszeniu. No więc wysyłam, bez większych nadziei oczywiście, bo szukanie pracy w Japonii pozbawia nadziei w pierwszej kolejności. Dostaję odpowiedź z biura pośrednictwa pracy, że moje doświadczenie nie pasuje do profilu kandydata określonego przez zleceniodawcę. I nie mam szansy się nawet pokazać, bo jakiś sztywno myślący Japończyk uznał, że skoro bank nie wymaga doświadczenia, to nie można go mieć i już. Gdyby nie to, że szczękę zgubiłam już dawno temu, to z pewnością by mi opadła.

Inny przykład, lokalne radio przy pomocy biura pośrednictwa pracy poszukiwało spikera z językiem portugalskim (ale szukali Brazylijczyka, więc chodziło o brazylijską odmianę portugalskiego). Zaprosili na przesłuchania mnóstwo ludzi, przeprowadzili egzaminy z języka, odsłuchali kandydatów, posłuchali wymowy, dykcji, itd. Po czym nie wybrali kandydata, bo żaden nie spełnił wymagań. Cały absurd sytuacji polegał na tym, że Brazylijczyków przesłuchiwali Japończycy.

To tyle. Ja się nie poddaję i szukam dalej, a w międzyczasie chyba zacznę wyplatać wiklinowe koszyki, albo dziergać stringi z koronki, albo nie wiem,  dopiszę sobie po prostu w papierach, że jestem doktorową. W PRL-u mnóstwo kobiet było dyrektorowymi, doktorowymi, generałowymi itd. Czy one były nieszczęśliwe?!

Maika

Maika

Głównodowodząca na tym blogu. Na emigracji od 15 lat, z czego 11 spędziła w Holandii. Uwielbia porządek, podróże, poznawanie nowych kultur i ludzi. Fanka wordpressa. Z wykształcenia specjalistka zarządzania innowacjami, ale nigdy nie pracowała w zawodzie. Zawodowo zajmowała się m.in. tworzeniem oraz pozycjonowaniem stron internetowych. Aktualnie uczy się japońskiego, a w wolnym czasie robi zdjęcia, pisze, oraz snuje ambitne plany zostania milionerką. :)

32 myśli na temat “Relacja z frontu, czyli o tym jak szukam pracy w Japonii

  1. Ooo rety… czytając ten post miałam wrażenie, że słucham własnych myśli. Naprawdę Ci współczuję, szukanie pracy jest bardzo frustrujące. Ja sama, mimo, że posiadam wykształcenie wyższe, mam stos papierów z różnych staży i praktyk (jestem ponad rok po obronie), to i tak cały czas pracuję jako sprzedawca (w Polsce). Niby jest ok – bo mam jakąkolwiek pracę, nie powinnam narzekać. Ale często stoję za tą ladą, sprzedaję jakimś damulkom ciuszki i myślę sobie: „Co ja tutaj robię? Co się stało z moim życiem?” I tak minął mi już rok. Przez ten cały czas oczywiście też wysyłałam tony CV, począwszy od banków i korporacje, a na instytucjach kulturalnych skończywszy. Byłam nawet na paru rozmowach. Póki co – czekam jeszcze na odpowiedź od jednej, więc trzymaj kciuki! Ale podsumowując: trzymam za Ciebie kciuki! Wiem, że jest ciężko, ale trzeba być wytrwałym i się nie poddawać! Może domowe korepetycje z języka polskiego? Nie wiem czy to by miało wzięcie, ale może warto spróbować? :) Pozdrawiam!

    1. Jak miło, że ktoś czyta i pociesza :-) Naprawdę dziękuję za słowa wsparcia. Obecnie faktycznie czuję jakby wszystko było pod górkę i że to zupełnie nie tak miało wyglądać… Doskonale również rozumiem jak Ty się czujesz i obiecuję, że będę trzymać mocno kciuki za Ciebie! :-) Nie wiem czy byłby potencjał na korepetycje z języka polskiego, jest tu co prawda mały wydział polonistyki, więc warto o tym może pomyśleć. Póki co szukam, pytam i staram się nie tracić nadziei, że może jednak się uda. Pozdrawiam i czekam na dobre wieści :-)

      1. Uwagaaa!!! Trzymanie kciuków pomogło, bo dostałam super pracę, taką naprawdę wymarzoną, zgodną z moim wykształceniem i zainteresowaniami, blisko i dobrze płatną! 😀 Jestem w szoku cały czas! Jest nadzieja, a cuda się zdarzają! Po ponad roku poszukiwania w końcu coś się udało :) Dziękuję również za słowa wsparcia, i ja nie przestaję trzymać kciuków za Ciebie :) Mam nadzieję, że niedługo też los się uśmiechnie i może faktycznie coś z językiem polskim się uda? Albo korepetycje domowe z angielskiego? Jak coś się uda też daj znać. Ganbatte!

        1. GRATULUJĘ!!!!! I bardzo bardzo się cieszę, że się udało! I przyznam się od razu, że przeczuwałam, że tak będzie :) U mnie też małe światełko w tunelu, dostałam małe zlecenie na tłumaczenie z angielskiego na ..,uwaga! uwaga!… POLSKI! :) Naprawdę nic wielkiego, ale i tak się cieszę, gdzieś trzeba zacząć. Ja w każdym razie rozglądam się dalej, a Tobie życzę samych sukcesów w nowej pracy. I mam nadzieję, że u Ciebie jakaś impreza była lub będzie, bo jest co świętować! 😉 Jeszcze raz gratuluję i pozdrawiam!

  2. Dadzia na pewno w końcu coś Ci się trafi, nie może być inaczej!…a póki co, skoro tak dobrze i z taką łatwością przychodzi Ci pisanie, to może pomyśl o tym, jak mogłabyś tą pasję przekłuć w źródło zarobku:) Powodzenia!

  3. Moim marzeniem jest studiować medycynę, a później wyjechać do Japonii i tam pracować – właśnie jako lekarz. Japońskiego się uczę, poza tym mam jeszcze parę lat, więc myślę, że język nie byłby jakimś wielkim problemem. Tylko właśnie… czy oni, tam daleko, w tej egzotycznej Japonii, chcieliby kogoś takiego jak ja na tak ważnym stanowisku? 😉 Niepokoję się, że polskie studia nic mi nie dadzą, bo i tak nie będą chcieli przyjąć cudzoziemki.
    Z góry bardzo dziękuję za odpowiedź, jest do dla mnie bardzo ważne. :)
    Pozdrawiam i życzę powodzenia w szukaniu pracy!

    1. Myślę, że lekarze są cenieni pod każdą szerokością geograficzną, a w Japonii szczególnie – brak rąk do pracy w służbie zdrowia już teraz jest problemem. Myślę, że ze znajomością języka i wykształceniem medycznym nie miałabyś zupełnie powodu, aby martwić się o pracę :) . Pewnie nostryfikacja dyplomu czy jakiś egzamin będą konieczne, ale to samo dzieje się w wielu krajach, również unijnych, bo każdy kraj reguluje dostęp do zawodów medycznych. Ale myślę, że nie ma co się martwić na zapas – plan jest dobry :) . Powodzenia!

      1. Bardzo dziękuję za odpowiedź i przepraszam, że dopiero teraz piszę. 😉
        Teraz jestem spokojna, wierzę, że uda mi się spełnić moje marzenia, czego i Tobie życzę. :)
        Pozdrawiam!

        1. w kwestii medycyny ogladalem filmik o cudzoziemcu bodaj z Malezji
          pracowal jako sanitariusz – pielegniarz przy osobach starszych
          ale nie byl to optymistyczny film jak pamietam

    2. W Japonii cięzko dostać pracę pielęgniarki i lekarza obcokrajowcowi, ale zdarza sie. Można pomyślec o specjalizacji z geriatrii, bo wiadmo, jak wiekim problemem w Japonii jest starzejące się społeczeństwo i trudnosci juz teraz zapewnienia lależytej opieki seniorom.

  4. hmmm..widze jedno rozwiazanie.. otworzyc sklep zzzz….zzz trzeba zobaczyc na co kurduple leca i zrobic analize swot…. hmm sklep zoologiczny+ogarnieta hurtownia,sklep z ciuchami „european clothes” z ciuchami takimi ktorych nie maja..no na sex shopy jest wszedzie branie czyli jest popyt jest podaz..moze kantor,nie wiem jak tam z muza ale bity mozna sprzedawac ogolnie..robisz w chacie bit,podklad muzyczny,firma transportowa no ale auta trzeba miec,hurtownie kosmetykow(tutaj tez moga byc perfumy najlepiej znane europejskie,kurduple ogolnie sa na pkt wygladu i zadbania aktywni),sprowadzanie mebli(watpliwe),dom aukcyjny albo cos z antykami,Copywriting dla małych firm +zrobienie str internetowej,stylizowanie i fotografowanie mieszkań pod sprzedaż,wycieczki miejskie dla turystow,w PL jest shał na night cluby,otworz portal randkowy i baw sie w swatke,wygłuszone studio, w którym można bić talerze i wrzeszczeć jak głośno się chce a kurduple spieci chodza wiec beda mieli gdzie sie wyzyc,silownia,taxi,tylko trzeba się znać troche na reklamie lub na stronach internetowych, żeby przyciągać klienta i są pieniążki. nie wiem jak tam w JP ale w EU jest fundusz dla przedsiebiorczych i sypia kasa na otwarcie czegos swojego..pomyslow jest kupa,na serio. ale poczytaj te ich ustawy bo na otwarcie czegos ustawowo moze byc obowiazek kursu lub szkoly….

  5. Hej, Maika, Jesteś jeszcze w Japonii?Z nalazłaś pracę, jakąkolwiek..? Mam nadzieję, że tak. Moja córka (22 lata, blondynka, ale drobna niestety) stara się o wizę do Japonii, skończyła studia w Kopenhadze, teraz robi licencjat w Anglii. ale czy to starczy na znalezienie ciekawej pracy w branży hotelarskiej? Teraz pracuje w hotelu w Paryżu, ale chce z niego uciec, bo trwają teraz właśnie ataki terrorystyczne w jej dzielnicy!!! A może poradzić jej męża Japończyka…? Ona jest daleka od tego, ale jako blondynka zapewne miałaby duży wybór. Ha ha ha Pozdrawiam i życzę powodzenia.

    1. Mam nadzieję, że córka jest bezpieczna i nic jej się nie stało. Ja jestem w Japonii i wyglada na to, że jeszcze trochę tu pobędę. Pracy stałej jako takej nie udało mi się znaleźć niestety, pracuję przy jakichś niewielkich projektach od czasu do czasu (tłumaczenia, tworzenie stron internetowych, badania rynku itd). Również skończyłam studia za granicą, ale niewiele to tutaj zmienia – w Japonii najważniejsze są znajomość języka japońskiego i kontakty. Niektórym jednak się udaje, więc próbować zawsze warto 😉 Córka jako blondynka na pewno będzie tu zwracać na siebie uwagę 😉 Pozdrawiam również!

  6. Cześć, mam nadziej, że niebawem uda ci się znaleźć wymarzoną pracę. Napisałaś, że jesteś na emigracji w Japonii od ponad roku, powiedz mi proszę jak poradziłaś sobie z kwestiami wizowymi bo właśnie czeka mnie zmaganie z jej uzyskaniem.

    1. Jestem w Japonii już ponad 2 lata, ten wpis jest sprzed roku 😉 Wciąż nie mam wymarzonej pracy, ale dostaję czasem różne zlecenia, więc nie jest tak zupełnie źle. Mam wizę małżeńską z prawem do ograniczonej pracy. O wizę starałam się na miejscu w Japonii, czyli już po przyjeździe tutaj. Trzymam kciuki za Twoją wizę!

    2. Jestem w Japonii już ponad 2 lata, ten wpis jest sprzed roku 😉 Wciąż nie mam wymarzonej pracy, ale dostaję czasem różne zlecenia, więc nie jest tak zupełnie źle. Mam wizę małżeńską z prawem do ograniczonej pracy. O wizę starałam się na miejscu w Japonii, czyli już po przyjeździe tutaj. Trzymam kciuki za Twoją wizę!

  7. Hej :) Odnalazłam ten wpis dzięki odsyłaczowi z najnowszego posta i po przeczytaniu o twoich staraniach w poszukiwaniu pracy odniosłam to wszystko do siebie.
    Ja wprawdzie wyemigrowałam niedawno (4 miesiące temu) i nie do Japonii, a do Niemiec, więc to żaden skok w nieznane, ale czuję się tu jak co najmniej w Japonii… Mąż pracuje, języka nie znam, ale liczyłam na to, że jak już tu przyjadę to się szybko nauczę. Guzik! Idzie mi bardzo opornie, ale już jakieś podstawy podstaw załapałam.
    W grudniu dojrzałam do wyjścia do ludzi, więc poszłam załatwiać pracę. Myślałam, że to będzie w sumie formalność – na sprzątanie, zmywak czy produkcję to i bez tego języka mnie wezmą. Guzik! Agencja Pracy i Jobcenter odmówiły nawet zarejestrowania mnie, dopóki nie opanuję języka w stopniu komunikatywnym. Dodatkowo dowiedziałam się, że jednostka która ma w nazwie Job nie zajmuje się pracą, a zasiłkami. Potraktowano mnie gorzej niż nielegalnego imigranta, choć wyraźnie podkreśliłam, że chcę pracować. Fajnie.
    Załamałam się strasznie, bo ani znajomych nie mam, ani super kwalifikacji i nikt mi nie pomoże.Wygrzebałam się trochę i poszłam do szkoły językowej, ale póki kurs mi przyznają to minie jeszcze kilka miesięcy.
    I tak tkwię w tej niemieckiej Japonii, języka nie nauczę się, jeśli nie pójdę do pracy i nie zacznę go używać, a i głupio mi nie wspierać domowego budżetu.
    Miewam przez to stany przeddepresyjne i różne dziwne myśli, bo widzę wszędzie znajomych, którzy pracują za byle jaką pensję w Polsce, ale pracują. Mają dzieci, coś tam kombinują, a ja stoję w miejscu.
    Eh, wyżaliłam się, przepraszam :)

    1. Nie ma za co, całkowiecie Cię rozumiem :) Zaskoczyłaś mnie tą niemiecką historią, myślałam, że tam jest dość łatwo o pracę. W Holandii, zwłaszcza w dużych miastach na zachodzie kraju nie było większych problemów ze znalezieniem pracy, wydawało mi się, że w Niemczech jest podobnie, szczególnie, że sporo naszych znajomych zamieniło Holandię na Niemcy. Życzę powodzenia i mam nadzieję, że w końcu znajdziesz wymarzoną pracę. Najważniejsze to mieć czym zająć głowę, blog się sprawdza w takiej sytuacji idealnie :) Pozdrawiam i powodzenia!

      1. Też tak myślałam, zwłaszcza, że mój mąż znalazł szybko pracę. W urzędach nawet nie pytali mnie czy mam jakiś dochód i czy mam gdzie mieszkać 😉 Nie mówisz po niemiecku? To wypad i wróć jak się nauczysz 😉
        Może to ta sytuacja z imigrantami, może to zły dzień lub czas, ale ewidentnie w kwestii pracy mam pod górkę. A wymagam na prawdę niewiele :)
        Dziękuję! :)

  8. Witam. Naprawdę pani jest w Japonii? Jeśli tak to chyba mam szczęście że tu trafiłem.
    Przede wszystkim podziwiam iż pani udało się do tego kraju dostać i mam nadzieję że uda się pani dostać wymarzoną pracę tam 😉

    Nie wiem od czego zacząć bo mam mały mętlik w głowie po tej notce :)
    Przepraszam za dodawanie takiego komentarza ale gdzieś trzeba spróbować zapytać o to.
    Ale może zacznę może od tego.
    Co powinna przygotować osoba do podjęcia pracy w Japonii? Czy ktoś dwudziestoparoletni ze średnim wykształceniem, fachem w ręku, paroma certyfikatami, posiadająca umiejętność posługiwania się językiem Japońskim i nieco słabszym angielskim poradziłby sobie tam? Czy praca np. Zmywania naczyń, asystent, albo sprzedawca w sklepie odzieżowym istnieje tam? Szczerze to dużo myślałem nad takim wyjazdem ale czy sobie bym tam poradził? Co musiałbym za dokumentację przygotować? Bo na innych forach nic wartego uwagi nie znalazłem.

    Nie wiem czy będzie pani na tyle uprzejma i odpowie mi na te nurtujące mnie pytania ale proszę potraktować tą notkę poważnie. I jeszcze raz bardzo przepraszam że ją tu umieściłem gdyż może nie powinienem był.

    1. Tak, naprawdę mieszkam w Japonii :) Jeśli zna Pan japoński, to myślę, że miałby Pan realne szanse na znalezienie pracy w Japonii. Oczywiście wszystko zależy od tego fachu, odrobiny szczęścia, ale gdy jest spełniony najważniejszy warunek (znajomość języka), to wiele spraw naprawdę się ułatwia. Pisałam o tym więcej w jednym z ostatnich wpisów: LINK

      Najtrudniejsze są kwestie wizowe. Trudno jest dostać legalną pracę, gdy się nie ma wizy pracowniczej, a taką wizę trudno dostać, gdy się nie ma wcześniej załatwionej pracy. Dlatego można przyjechać tu na studia czy kurs językowy i szukać pracy na miejscu z nadzieją, że pracodawca zajmie się zmianą typu wizy, albo znaleźć pracę wcześniej i wszystkie formalności załatwić jeszcze przed przyjazdem. Natomiast idealną opcją dla osób, które mają mniej niż 30 lat, jest program „zwiedzaj i pracuj”, w ramach którego można w Japonii przebywać rok i w tym czasie legalnie podejmować pracę.

      1. Ciekawe czy podczas tego programu „zwiedzaj i pracuj” po zdobyciu pracodawcy można by się ubiegać o wizę pracowniczą :) Czy może te opcje wzajemnie się wykluczają… No cóż, na chwilę obecną dziękuję z odpowiedź, jest bardzo pomocna i z pewnością będę tutaj regularnie zaglądał.

  9. Byłbym wdzięczny :)
    A tak jeszcze może wie pani (Bo ja nie mogę nic sensownego znaleźć) Jakie są wynagrodzenia… W sensie ile zarabia tam przeciętna osoba :) Minimalna stawka? Tak jak w Polsce istnieje coś takiego jak stawka minimalna?
    Ciekawi mnie to bo z czegoś trzeba opłacać mieszkanie a wątpię aby od razu znalazła mi się jakaś praca o optymalnych zarobkach.

    1. Hej Zajxi!
      Widzę, że trafiliśmy oboje na artykuł Maiki, bo oboje zastanawiamy się nad pracą w Japonii, zgadza się? :) Jeśli chcesz – napisz do mnie maila, może razem coś pomyślimy – [email protected]

    2. Ok, dowiedziałam się już :) Wizę można zmienić. A w Japonii minimalna stawka jest różna w różnych prefekturach, w wikipedii podają, że najniższa godzinowa stawka wynosi 780 jenów i to jest bardzo, bardzo mało. Pensje zależą od branży, stażu pracy oraz wieku pracownika i oczywiście rosną wraz ze stażem i wiekiem pracownika 😉 Tu jest link do anglojęzycznego bloga, w którym można poczytać o kosztach życia w Tokio: Tokyo Salaries: All You Need to Know Ze swojej strony mogę jedynie potwierdzić, że to sama prawda :)

  10. Jestem dosc dlugo w Japonii i mysle, ze mam dosc dobre pojecie o tym jak znalezc prace tutaj, ale aby to osiagnac trzeba byc – niestety- realista. Japonia jest krajem technologicznie rozwinietym. Mam oczywiscie na mysli wieksze miasta, a zwlaszcza Tokio, poniewaz poza tymi miastami Japonia jest w oplakanym stanie. Japonia to kraj ogolnie zamkniety dla obcokrajowcow. Dopiero od – powiedzmy – 20 lat Japonczycy sa „otwarci” na „obcych”. Ludzie Zachodu, a glownie Europy Wschodniej sa tutaj egzotyka. Nieznane zawsze przeklada sie na ryzyko, a firmy nie lubia ryzyka – to jest bardzo wazny fakt. Praca jest oferowana przez firmy japonskie (kaisha) oraz przez firmy zagraniczne (gaishikei). Praca w japonskiej firmie to nie praca tylko sluzba w firmie, to oddanie swego calego czasu firmie – tak mysli Japonczyk. Dlatego na rozmowie o prace w japonskiej firmie zawsze trzeba podkreslic, ze mamy dlugoletnie plany zwiazane wlasnie z ta firma, chemy zostac liderami, chcemy wprowadzic miedzynarodowego ducha do firmy i – najwazniejsze – trzeba prosic o szanse. Tutaj licza sie marzenia i motywacja. Glosne oswiadczene, ze mamy wielka motywacje moze dac wam natychmiast prace – bo jest to rodzaj zobowiazania sie, a Japonczycy to cenia. W firmach miedzynarodowych jest nie co inaczej. Zazwyczaj sa to firmy finansowe lub software’owe, w takich firmach najczesciej wymagany jest angielski, z ktorym Japonczycy maja problem, a to daje nam juz pewna przewage.Ogolnie japonski jest podstawa i tego jezyka oczywiscie trzeba sie uczyc – ale plynnosc przyjdzie z czasem. Bez znajomosic jezyka odpada nam 90% ofert. W pozostalych 10% kladzie sie nacisk na jakas zdolnosc – i tutaj mamy pewna szanse. Trzeba sprawdzac jaka zdolnosc jest w cenie. Na przyklad – byl taki czas niedawno, ze zapotrzebowanie na programistow iPhone bylo tak duze, ze japonski nie byl warunkiem przyjecia do pracy, ale trzeba bylo sie szybko przekwalifikowac. Japonia w glownej mierze opiera sie na szeroko rozumianej informatyce – i tutaj mozna znalezc najwiecej „okazji”. Obecnie robotyka staje sie ta galezia, gdzie zapotrzebowanie bedzie stopniowo wzrastac, takze sieci oparte o tzw. cloud, a co za tym idzie moza szukac pracy np. w internetowej sprzedazy (ecommerce). Glownie chodzi o powiazanie 2-3 zdolnosci, Japonczycy maja z tym problem. Prosze pamietac, ze wszystkiego mozna sie nauczyc w rok. Przemysl IT jest tak dynamiczny, ze praktycznie po pol roku nasza wiedza sie przedawnia. Ja sam zmienialem zawod 4 razy i zapewne zmienie nie raz. Prosze takze pamietac, ze napewno jest 1000 firm, ktore by nas zatrudnily – tylko trzeba je znalezc, do tego potrzebny jest plan, wytrwalosc i niestety pieniadze. Jesli mamy jakas zdolnosc, zawsze nalezy ja podkreslic np. zamiast ” umiem sprzedawac paczki” powiino byc „posiadam zdolnosc przyciagania kliena, szybkiej i milej obslugi oraz bes stresowego rozwiazywania konfliktow” – to jest to co ceni pracodawca. W IT bardzo dobrze jest przygotowac prezentacje, lub wydrukowac kilka stron z przeszlymi projektami – a jesli ich brak to przyklady projektow, ktore was interesuja, tak aby pokazac proacodwacy, ze myslicie powaznie ( nie chodzi mi tutaj o cv, ale o prawdziwe przyklady). Najlepsza droga jest obranie wlasciwego planu. Jesli nie masz wyksztalcenia to sprobuj zrobic jakas internetowa szkole (zazwyczaj dyplom mozna uzyskac szybko) – z czasem kosz sie zwroci. Nie trzeba w cv wspominac, ze to dyplom internetowej szkoly. Jesli masz dyplom to przegladaj codziennie oferty i zdecyduj sie na opanowanie jakiejs zdolnosci. W ofertach czesto jest napisanie co jest wymagane.Z czasem oferta sie powtorzy i wtedy nasze szanse rosna. Osobiscie, proponuje abyscie szukali pracy w firmach miedzynarodowych. Firmy japonskie maja tendencje do nie placenia za nadgodziny, do nie zgadzania sie na urlopy, do utrudniania kariery, do zmuszana do pracy poza wyznaczonym czasem – nie wspomne o samej naturze i atmosferze pracy. Nie warto.

    1. ZAJXI jaki masz zawod i ile stazu pracy. Ja skonczylem technikum i siedze w Japoni juz drugi rok.

      Nadal szukasz roboty? moge pomoc chociaz kokosy to to nie beda, daj znac.

      1. LOLO Również jestem po technikum, obecnie pracuję w firmie z akcesoriami do gry w koszykówkę (głównie buty). Ogółem to mam plan, aby zarobić tyle, by móc wyjechać do UK, a potem wrócić na moment do Polski, aby ze zdobytymi pieniędzmi lecieć do Japonii. Jedyny problem, który na pewno pojawi się na mojej drodzy to ten, że nie wiem jak tam sobie poradzę. Musiałbym mieć kogoś, kto pomógłby mi odnaleźć się w nowym otoczeniu. Na pewno przyuczę się języka japońskiego bo to podstawa (znam głównie angielski, z resztą z nim związana jest moja obecna praca – doradca klienta zagranicznego).
        Tu pada pytanie do ciebie, LOLO. Jak ty poradziłeś sobie w Japonii? Jak znalazłeś pracę i jak wygląda przyjazd tam (głównie ile pieniędzy jest potrzebne). Z góry dziękuję za odpowiedź :)

      2. Ja jedynie po liceum a zawód… Elektryka, pneumatyka, mechanika, programowanie, pneumatyka. Wszystko na jednym stanowisku a stażu co najmniej już ze 3 lata. .Lecz na obecną chwilę wciąż zbieram fundusze… Ale nie zamierzam tego nie zrobić. Pomału już szykuję wszystko. Może na początku nowego roku? Hah… Fajnie by było ale nie zamierzam się porywać z siekierą na słońce, od tak sobie :) Wiem już chociaż w którą część kraju będę się starał dążyć ( Mniej, więcej )

Odpowiedz na „zajxiAnuluj pisanie odpowiedzi

Strona korzysta z plików cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Polityka prywatności.

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close