harajuku_tokyopongi

Szalone Tokio?

Pamiętacie jak przed Euro 2012 do Polski przyjechali dziennikarze BBC, aby zrobić materiał o rasistowskich Polakach? Znaleźli kilku osiłków bez szyi, ale za to w ślicznych dresach, którzy bardzo chętnie podzielili się swoimi mądrościami życiowymi. Te mądrości zostały następnie przypisane ogółowi społeczeństwa i voila! Zadanie wykonane. Dowiedziono, że wszyscy Polacy to rasiści. Podobną metodę przyjęła Agnieszka Szulim kręcąc swój program Szalone Tokio. Ona również dowiodła, że wszyscy Japończycy to dziwni zboczeńcy. A ponieważ tzw. ”szczucie cycem” zawsze się opłaca, jej program pobił rekordy oglądalności. Są kliki, lajki, reklamy, kasa się zagadza, wszyscy się cieszą, fajerwerki, szampan i owacje na stojąco. Tylko dlaczego ci wszyscy, którzy co nieco o Japonii już wiedzą, mają takie niezadowolone miny?

Cóż, Japonia w 2015 roku to nie jest Japonia lat osiemdziesiątych, kiedy w Tokio była garstka Polaków. Dziś w Japonii mieszka nas dużo więcej, a jeszcze więcej przyjeżdża turystycznie, w sieci są dziesiątki blogów o Japonii, podobna liczba kanałów na YouTube. Jak dodamy do tego polskie serwisy informacyjne poświęcone tylko Japonii (a są takie) i portale polonijne dla Polaków mieszkających w Japonii, to zaczyna się robić gęsto. Japonia to zdecydowanie nie jest tematyka niszowa, wprost przeciwnie – to chyba jeden z najbardziej wyeksploatowanych tematów, tuż po modzie i kosmetykach. Jak więc dziennikarz z Polski ma zrobić materiał o Japonii, gdy setki przed nim opowiedziały już Japonię, poruszając każdy z możliwych tematów? Cóż, recepta jest bardzo prosta – bierzemy ładną buzię, mówimy jej, że „w Tokio seks wylewa się oknami” i wysyłamy ją tam pod te okna, żeby zrobiła „materiał”.

Co Agnieszka Szulim znalazła w największym sexshopie w Tokio?

Posted by TVN on Wednesday, April 8, 2015

Ten „materiał” osoba mieszkająca w Japonii obejrzy z pewnym zażenowaniem, bo program z takim nagromadzeniem stereotypów i rzadkich dziwactw, z których na siłę robi się „japoński trend” jest po prostu poniżej oczekiwań. Oczywiście, że telewizja rozrywkowa rządzi się swoimi prawami, że tam trzeba czymś zaszokować czy coś podkoloryzować, żeby podbić oglądalność, ale jednak z telewizyjnym budżetem i sztabem ludzi stojących za produkcją uważam, że mamy prawo oczekiwać czegoś bardziej rzetelnego.

Pani Szulim twierdzi, że:

Seks w Japonii nie jest tematem tabu.

Jest to jeden z najbardziej rozpowszechnionych mitów dotyczących Japonii. Jeśli seks nie jest tabu, to po co w Japonii są przepisy o obyczajności i cenzura? W magazynach dla Panów nie zobaczycie gołych tyłków, bo w miejscu części intymnych będą piksele. Może i w Japonii jest więcej rodzajów porno niż gdzie indziej, ale one wszystkie są zapikselowane (pomijam oczywiście to dostępne na czarnym rynku, ale to porno z definicji jest nielegalne). Jedyną kategorią porno, która uratowała się przed pikselozą jest porno-manga (jap. hentai), czyli komiksy. To też oczywiście zostało przedstawione na świecie jako specjalny japoński trend, że my tu wszyscy tak normalnie, jak ludzie, a oni tam w tej Japonii podniecają się komiksami. Tylko że oni tam w tej Japonii nie mieli wyjścia, bo normalna pornografia jest ocenzurowana. Przecież oni pikselują nawet hollywoodzkie produkcje, które w Europie są dopuszczone dla widzów od lat 16! Wiecie jak wyglądają sceny seksu w takim zwykłym fabularnym kinie holenderskim? Tam to jest dopiero kraina rozpusty – gwarantuję, że niejeden Japończyk by spłonił liczko 😉

A poza tym z tą obsesją na punkcie seksu to naprawdę gruba przesada. Na ulicach jest bardzo mało par, które choćby trzymają się za rękę, o innych czułościach nie wspominając, więc w tym kontekście dość zabawnie brzmi teza pani Szulim, że tu wszystko kręci się wokół seksu. Owszem, Japończycy nie znają pojęcia grzechu, ale wcale nie są tak seksualnie wyzwoleni jak się reszcie świata wydaje. Według ostatnich badań aż 45% kobiet i 25 % mężczyzn w wieku 16 – 24 lat nie interesuje się seksem w ogóle. Poza tym Japończycy w ogóle niechętnie wchodzą w związki i niechętnie zakładają rodziny – badania z 2011 roku wykazały, że 61% nieżonatych mężczyzn i 49 % niezamężnych kobiet żyje samotnie i nie utrzymuje żadnej romantycznej relacji, a jedna trzecia mężczyzn poniżej 30 roku życia nigdy nawet nie była na randce! A chyba trudno o rozpasanie seksualne, gdy się nie ma z kim tego rozpasania doświadczać?

Używane majtki

Kolejny mit. Kiedyś w Japonii znajdowały się automaty, w których można było kupić używane majtki, ale nie było tak, że one stały na każdym rogu ulicy, a Japończyk codziennie kupował sobie jedną parę używanych majtek, aby mieć co wąchać w metrze. Po pierwsze tych maszyn wcale nie było dużo, a po drugie od co najmniej 20 lat te automaty są nielegalne. Używane majtki można kupić jedynie przez internet, a w internecie jak wiemy można kupić wszystko. Również w Polsce są strony internetowe, na których można kupić używaną bieliznę.

Aaaaa, zabierzcie mnie stąd – tu są sexshopy

Nie bardzo wiem skąd ta ekscytacja sexshopem. W Tokio oczywiście są sexshopy, ale trudno, żeby ich nie było w jednym z największych miast świata, skoro nawet do „psydupamiszczekajowic” takie sklepy dotarły już dawno temu. Ten podobno „największy” na świecie (tak się reklamuje) sexshop, który odwiedziła Agnieszka Szulim wcale nie jest taki duży – ma co prawda sześć pięter, ale jest tam tak wąsko, że na każdym zmieszczą się najwyżej trzy osoby. Asortyment jest bardzo standardowy, co pozwala podejrzewać, że może jednak Japończycy nie są aż tak perwersyjni jak nam się próbuje z każdej strony wmówić?

Obwarzanki na czole

Nawet w dziedzinie ozdabiania ciała Japończycy łamią wszelkie konwenanse. Tradycyjne metody, takie jak tatuowanie i piercing, już nie wystarczają. Dziś panuje moda na bagel head – „obwarzanki” na czole, które formuje się za pomocą soli fizjologicznej.
bagel
Fot: www.dramafever.com

Tego nawet nie będę komentować, bo robienie z tego trendu w Japonii, to jakaś piramidalna, kosmiczna wprost bzdura. Oczywiście, że są gdzieś jacyś ludzie, którzy zrobili sobie coś takiego, ale nie znam nikogo, kto by kiedykolwiek kogoś takiego w Japonii spotkał. A poza tym biorąc pod uwagę jak bardzo tatuaże i piercingi są niemile widziane w Japonii (a wiem, bo sama mam i jedno i drugie), nie potrafię sobie nawet wyobrazić jak musi wyglądać tu życie osoby z obwarzanem na czole.

Na tropie spisku

Uporządkowane i czyste ulice Tokio to przykrywka. Za każdym rogiem czają się fetysze, a sklepy zaspokajają najbardziej ekstrawaganckie upodobania.

Jakie szczęście, że pani Szulim jest taka dociekliwa i nie daje się zbyć byle czym – szczwana bestia. Japończycy wysprzątali ulice i już myśleli, że im się znowu udało, ale nie z nami te numery. Rozgryźliśmy was, wy mali zboczeńcy.

Dziwna ta Japonia

W internecie znajdziemy niezliczoną ilość serwisów typu „Tymczasem w Japonii”, które w nieskończoność powielają dziwne zdjęcia i dziwne historie, które ktoś kiedyś, być może dla żartu, wrzucił do sieci. Potem to wszystko zaczyna żyć swoim życiem, powstają miejskie legendy o japońskich modach i trendach powtarzane często przez całkiem poważne, zdawałoby się, media. (A ty weź później tłumacz znajomym, że nikt tu z obwarzanem na głowie nie łazi.) Poniżej kilka przykładów „dziwnej Japonii” zaczerpniętych z amerykańskich portali internetowych:

A tu kolejny „trend”, który tak naprawdę jest pracą jednego fotografa i żadnym trendem oczywiście nie jest.

 

Jakie są szanse, że zobaczycie coś takiego na ulicach Tokio? Żadne.

Niewątpliwie pani Szulim pojechała na ciekawą wycieczkę i z pewnością dobrze się bawiła, ale niestety jej pobyt w Tokio nie wniósł nic do kwestii poznania Japonii. Nie dość, że ona sama widziała niewiele, to na domiar złego nakręciła materiał, który jest nierzetelny, zrobiony pod tezę i służy jedynie utrwalaniu stereotypów. Teraz z niecierpliwością czekam na wyprawę na karnawał do Brazylii i program o tym, że oni tam wszyscy z gołymi tyłkami biegają po ulicach. Zboczeńce jedne!

Maika

Maika

Głównodowodząca na tym blogu. Na emigracji od 15 lat, z czego 11 spędziła w Holandii. Uwielbia porządek, podróże, poznawanie nowych kultur i ludzi. Fanka wordpressa. Z wykształcenia specjalistka zarządzania innowacjami, ale nigdy nie pracowała w zawodzie. Zawodowo zajmowała się m.in. tworzeniem oraz pozycjonowaniem stron internetowych. Aktualnie uczy się japońskiego, a w wolnym czasie robi zdjęcia, pisze, oraz snuje ambitne plany zostania milionerką. :)

23 myśli na temat “Szalone Tokio?

  1. Niestety takie uogólnianie zawsze jest krzywdzące. To tak jak każdy Polak jest rasistą o czym piszesz i rzecz jasna złodziejem:( A odnośnie seksu w Europie to filmy od lat 16 są nadziane scenami wiadomymi, a jeszcze gorsze jest to, że filmy od lat 12 takich scen mają wiele. Nie wspomnę już o tv śniadaniowej TVN, gdzie rozmowy o seksie w różnych odsłonach są nagminne…

    1. Zgadzam się, podobnie jest z teledyskami – one wprost ociekają seksem. I tak już było, gdy ja byłam nastolatką, bo takie standardy wyznaczyło MTV. Dziś nastoletnia piosenkarka huśtająca się nago na kuli wyburzeniowej nikogo nie szokuje. Tzn. ktoś tam się może i oburzy, napisze jakiś artykuł itd., ale ostatecznie to tylko zwiększa jej popularność. Żadna przesada nie jest dobra i dlatego nie lubię ani nadmiernej japońskiej cenzury, ani zachodniego podejścia, gdzie „seks sprzeda wszystko”.

  2. Widziałam ten program i powiem totalne dno. Jak jeszcze pojawił się wywiad z kilkoma nastolatkami i stwierdzenie że Japonki zrobią wszystko żaby wyglądać jak zachodnie modelki to wiedziałam że dalej tego oglądać nie będę.
    I jeszcze ten zawód bo pan do towarzystwa nie zna angielskiego. bosze dopomóż
    To tak jakby chcieć zrobić program o Holandii, pojechać tam, pokazać kafejki gdzie można legalnie się naćpać, pokazać domy uciech w Amsterdamie i plaże nudystów i stwierdzić że to prawdziwa Holandia. No naprawdę, szkoda gadać

    1. Zgadzam się. Nagromadzenie stereotypów i zwykłych głupot. Szkoda, że ktoś kto robi tak popularny i chętnie oglądany program przekazuje odbiorcom bzdury.

  3. Ja już byłam najeżona na sam zwiastun, aczkolwiek programu nawet mi się nie chciało oglądać, bo po co mam sobie szarpać nerwy. Ogólnie zrobiła się przeogromna fala hejtu na to, a mi to właściwie trochę zwisa i powiewa, bo to jest trochę jak walka z wiatrakami – dla telewizji ważne, że jest oglądalność i się kasa zgadza, dlatego ma być kontrowersyjnie i cóż – z tego co się dzieje w Internecie widać, że kontrowersyjnym jest. Mi się osobiście nie raz zdarzyło tłumaczyć, że to nie jest tak, że np. Japonki chodzą z jakimś pączkiem z dziurką na czole, ale gadał dziad do obrazu. I z drugiej strony, będąc za granicą zdarzyło mi się (rzadko, ale jednak) doświadczyć niechęci ze strony tubylców (głównie Anglia), co mnie właściwie nie dziwi, w szczególności gdy obserwuję polskich emigrantów za granicą, za których często zdarza mi się wstydzić. Więc nie mam zamiaru się oburzać: „Jak Zachód śmie mówić, że Polska jest rasistowska”, no kurczę moim zdaniem jest. Wystarczy zaprosić znajomych o innym niż „biały” odcieniu skóry i przejść się nawet jakąś główną ulicą miasta i zobaczyć co się stanie. Dlatego mnie to nie dziwi.

    1. Nie oburzam się, że ktoś wytknął Polakom rasizm, bo problem oczywiście istnieje, nie lubię jednak generalizowania, którego niestety nie uniknęli brytyjscy dziennikarze. A jeszcze bardziej nie lubię tego, że kraje, które nam tak chętnie wytykają rasizm, same mają całkiem sporo za uszami w kwestii tolerancji i otwartości. Po 11 latach w Holandii mogłabym co nieco na ten temat powiedzieć, ale to temat na zupełnie inną dyskusję. A odnośnie hejtu na „Szalone Tokio”, to cóż mogę powiedzieć… Każda akcja wywołuje równą jej i przeciwnie skierowaną reakcję 😉

  4. Twój blog jest naprawdę świetny: zabawny, ironiczny, z dystansem, o rzeczach ciekawych (choć punkt widzenia zależy, jak wiadomo, od punktu siedzenia;) i prawdziwych. I co ważne: pisany poprawną polszczyzną – rzecz moim zdaniem warta pochwały. W sieci notorycznie widzę błędy, jakieś niedopuszczalne językowe wygibasy i pomijanie polskich znaków bo się nie chce, bo tak szybciej i co to ma za znaczenie, skoro z kontekstu i tak każdy zrozumie?

    Miałam powyższe napisać w wątku o szukaniu przez Ciebie pracy (świetnie napisany, choć historia dołująca!), ale zanim koment, to szybki rzut oka na stronę główną, a tam, jak na zamówienie, post o wypocinach P. Szulim. Więc łączę wszystko w jednym komentarzu, a żeby nie było kompletnego off-topu: podpisuję się pod Twoimi zdaniami z niniejszego postu wszystkimi czterema kopytami. Nie byłabym sobą, gdybym darowała sobie okazję do podniesienia już i tak dość wysokiego ciśnienia, więc obejrzałam to wątpliwe dzieło dziennikarskie. Nie wiem, jak wytrwałam do końca nie ciskając talerzami w ścianę (może zadziałał tu instynkt samozachowawczy, wszak talerzy mam niewiele, każdy z innej parafii, każdy wyjątkowy i niepowtarzalny, więc szkoda by mi było). Potem zaś wyparłam ten sh*t ze świadomości, szalejąc w duszy z kataną tnąc, siekając i krając ten Szulimowy bełkot w drobniutką kosteczkę. Najgorsze jednak było to, że moja własna, naprawdę dobra koleżanka wyskoczyła do mnie jakiś czas potem z tym tematem programu Szulimowej i pytając: „Co ci się tak podoba w tej kulturze? Przecież to sami zboczeńcy i dziwacy”. Szlag mnie fiołkowy trafił na miejscu i straciłabym dobrą koleżankę, która naprawdę rzadko kiedy jest osobą tak ograniczoną, jaką mi się wtedy wydała. Normalnie strwoniłabym ze trzy godziny na wyprowadzanie jej z błędu, ale wtedy, totalnie wściekła, ograniczyłam się tylko do stwierdzenia: „O nas też mówią: jedź do Polski, bo twój samochód już tam jest, ale czy to znaczy, że jesteś złodziejką? Więc Japończyków też nie generalizuj”. I to wygrało sprawę, koleżanka nie zaparła się przy swoim co mogłoby mieć miejsce, gdybym zaczęła ją (jak to choleryk, deczko gwałtownie;) przekonywać, że to nieprawda. Po czym sama pogrzebała, poszukała i ostatecznie też potwierdziła, że Szulim nakręciła gniot jakich mało, stawiając na „szokizm”. Teraz zdarza mi się, jak słyszę jakieś brednie, rzucić: „A co, Szulim i o tym nakręciła program?”:) Trochę hejtuję, ale czasem nie da się tego nie robić:))

    1. Aaaa, jak miło jest zaczynać dzień od przeczytania takiego komentarza :) Bardzo dziękuję za taki miły komentarz, oraz za czas spędzony na blogu 😉 . Co do programu Agnieszki Szulim to nie wiem czy można jeszcze coś dodać w tej kwestii. Hejt – nie wiem zresztą czy to co się działo po programie to hejt, moim zdaniem to raczej zasłużona krytyka – był potrzebny i ja uważam, że bardzo dobrze, że tyle osób zabrało głos w tej sprawie. Dzięki temu siła rażenia głupoty jest choć odrobinę mniejsza :)

    1. Łomatko! 😀 Nie ma jak to pojechać do Harajuku, ponagrywać trochę kreatywnie ubranych ludzi i pokazać jak to w tej Japonii jest dziwnie. W filmie jest mnóstwo idiotycznych stwierdzeń i błędnych informacji, ale wpisy pod filmem są raczej pozytywne, co mnie trochę zdziwiło. Podoba mi się zdanie: „Japonia nie jest w czołówce krajów dysponujących nadmiarem damskich zgrabnych nóg. (…) Kobiety są tu piękne, filigranowe, nie ma mowy o otyłości. Ocena urody nie jest jednak łatwa, bo jak nie chowają twarzy w chusteczki, to często wtopione są w telefony komórkowe, ipody, ipady, tablety, i inne tego typu japońskie wynalazki.” Dziwne te kobiety, zamiast wystawiać się karnie po ocenę swojej urody, mają autora filmu gdzieś. „No nadziwić się nie można” 😀 Dobra, nie będę się pastwić nad tym dziełem, więc powiem jak zwykle, że nie rozumiem tej potrzeby udziwniania i infantylizacji Japonii, polowania na wszelkie dziwactwa, nieinformowania jak bardzo marginalne jest jakieś zjawisko, no i obowiązkowo wysyłanie informacji w świat o dziwnych Japończykach, żeby ci wszyscy „normalni” mogli się porównać i poczuć lepiej.

  5. „Szalone Tokio” obejrzałem, komentarz na blogu przeczytałem i postanowiłem także zamieścić kilka uwag krytycznych… wobec powyższego wpisu.
    Na samym wstępie muszę napisać, że trudno mi zrozumieć poziom negatywnych komentarzy dotyczących tego programu. Nie zostało bowiem zawarte w nim nic co w Japonii nie występuje. Co więcej tego typu programy (bądź podobne zabiegi) przez lata stanowiły siłę marketingową Japonii, przyciągając wielu turystów urzeczonych ową „odmiennością”. Skutecznie zmieniając istniejący wizerunek wojennych zbrodniarzy i barbarzyńców z Nankinu w sympatycznych cudaków, oddających się dziwnym hobby i tworzących swoje specyficzne bajki.
    Wracając do Pani Szulim, to nie oglądając nawet tego programu z samego tytułu jak można było się domyślić co będzie jego przedmiotem i jaka będzie jego formuła. Osoba prowadzącej też nie pozostawiała co do tego wątpliwości. „Szalone Tokio” – taki był przecież tytuł tego nagrania i można było się już na wstępie spodziewać jaka będzie narracja i co zostanie w nim ujęte. W rezultacie cel jaki został założony przez twórców, został osiągnięty. Dziwnym wręcz byłoby gdyby w programie o takim tytule pokazano regularne codzienne życie mieszkańców Tokio, obejmujące wszystkie sfery i aspekty życia i to jeszcze przy zachowaniu odpowiedniej proporcji. Analogiczne można by stworzyć program o dajmy na to francuskich winach i oburzać się, że przez 40 minut nic, tylko krążą po piwnicach i się alkoholizują.
    Zresztą od strony warsztatowej nie można się specjalnie do niczego przyczepić. Host kluby istnieją i mają się dobrze, seks – sklepy też, te pierogi na czole, kolczykowanie, perfumy ze starych skarpet itp. to margines, ale nie można zaprzeczyć, że tego nie ma. Ja się w tym środowisku specjalnie nie obracam, ale kilku takich cudaków miałem okazję poznać.
    Zgoda co do Pani informacji o, spadku zainteresowania randkami, związkami itp. Zgoda, że „aż 45% kobiet i 25 % mężczyzn w wieku 16 – 24 lat nie interesuje się seksem w ogóle”, ale z drugiej strony te które „się interesują” nadrabiają statystyki za te nieaktywne aż z nawiązką. Panienki z Shibuya pytane z ankietach pewnie też zaliczają siebie do tych 45 %. Hipokryzja to coć czego w Japonii nie brakuje i nigdy nie brakowało.
    Program samej Japonii nie zaszkodzi. Zaszkodzi natomiast jej bezkrytycznym apologetom, którzy żyjąc mitami i wyobrażeniami o nowoczesnej, cywilizowanej, ale też „wystrzałowej” Japonii, przy pierwszym rzeczywistym z nią kontakcie przeżyją autentyczny szok pomieszany z rozczarowaniem. Rozczarowaniem wywołanym świadomością nudy, przeciętności i powierzchowności relacji panujacych w tym kraju.
    Japonia ma bardzo korzystny wizerunek (całkowicie niezasłużony), a takie programy wprawdzie niewiele wnoszą informacji o życiu w tym kraju, ale za to bardzo podbijają jego popularność i na pewno mu nie zaszkodzą. Silne oddziaływanie kulturowe, wykraczajace daleko poza Azję, generowane jest w dużej mierze właśnie przez pokazywanie owej rzekomej wyjatkowości Japończyków – chociaż oni sami starają akcentować raczej inne elementy.
    Sprawne zagrywki pijarowe, to coś czego Japonii nie brakowało, a takie programy bardziej jej pomagają niż jej szkodzą. To co rzeczywiście może być niekorzystne dla wizernuku Japonii, to ukazanie właśnie japońskiej codzienniści, jej nudy i rutyny. Patologicznych relacji międzyludzkich, czy problemów z jakie spotykają cudzoziemców w tym kraju.

  6. Ja do hejtowania ‚Szalonego Tokyo’ dorzuciłabym jeszcze skandaliczny poziom angielskiego niejakiej Pani Sz. Korzystając z okazji chciałabym wyrazić mój zachwyt nad Pani blogiem :) Czytam, czytam i oderwać się nie mogę! :)

  7. Napisala Pani: „Jedyną kategorią porno, która uratowała się przed pikselozą jest porno-manga (jap. hentai), czyli komiksy. To też oczywiście zostało przedstawione na świecie jako specjalny japoński trend, że my tu wszyscy tak normalnie, jak ludzie, a oni tam w tej Japonii podniecają się komiksami. Tylko że oni tam w tej Japonii nie mieli wyjścia, bo normalna pornografia jest ocenzurowana. ” – Czyli co, bez niej zyc sie nie da? Musi byc jakis substytut? Nie jestem osoba pruderyjna, lecz nie rozumiem takiego usprawiedliwiajacego podejscia.

    Prosze sie nie gniewac. Uwazam, ze ogolnie Pani blog jest na duzy plus, ale nie w/w fragment.

    1. To zupełnie nie tak! Nie próbuję bronić pornografii, a przynajmniej nie takie było moje założenie. Tu jedynie próbuję rozprawić się z utartym przekoniem, że Japonia jest zanurzona w pornografii, a seks wylewa się oknami, o czym wspomniała sama Agnieszka Szulim w jednym z materiałów promujących odcinek. Słowa „normalna” użyłam w znaczeniu konwencjonalna, aby podkreślić różnice – w końcu typowy, statystyczny przedstawiciel kultury Zachodu na hasło „pornografia” raczej nie pomyśli o japońskich rysowankach. Jestem ostatnią osobą, która próbowałaby usprawiedliwiać pornografię, która według mnie wulgaryzuje wizerunek kobiet i pozbawia kobiety podmiotowości, czego efekty wyraźnie widać choćby w tym co musi zrobić np. początkująca piosenkarka czy aktorka (a czego nie musi początkujący piosenkarz czy aktor), żeby zaistnieć w show-biznesie. Uważam, że łatwy dostęp do pornografii, szczególnie w przypadku dzieci czy nastolatków, jest wyjątkowo szkodliwy, ale jednocześnie przykład Japonii dobitnie pokazuje, że nie da się z pornografią walczyć zakazami i cenzurą, bo substytut pojawia się niemal natychmiat.

  8. O rrrany! Uciekając od nauki do sesji poprawkowej natrafiłem na Twojego bloga i choć ten wpis jest dość stary, to bardzo Ci za niego dziękuję! Sam z niepokojącą obsesją nawracałem wszystkich po seansie tak cudownego programu Agnieszki Sttarak-Badziak-Woźniak-HeheJaponiazboczona-Szulim, że to jest nieprawda! Dałem „se siana”, ale niesmak i rozedrganie pozostały, bo gdy przypominam sobie tego telewizyjnego potworka (program i/lub Szulim, niepotrzebne skreślić lub też nie) to katana otwiera mi się w kieszeni. Będę czytać!
    Do zobaczenia, mam nadzieję, kiedyś w Japonii.

    1. Udało jej się tym programem wyprowadzić z równowagi wielu spokojnych ludzi 😀 My dziękujemy za odwiedziny na blogu :)

Napisz komentarz

Strona korzysta z plików cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Polityka prywatności.

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close