Szaleństwa japońskiej biurokracji

Dziś załatwialiśmy ostatnie formalności związane z moim pobytem w Japonii. Minęły ponad 4 miesiące od mojego przyjazdu, a dopiero od dziś mogę uczciwie powiedzieć, że nie jestem już turystką. Teraz jestem żoną Mojego Pana Męża, którego nazwisko i pozycja jest wypisane na każdym moim dokumencie, żeby nikt nie miał najmniejszych wątpliwości, że nie jestem wolnym człowiekiem, który chodzi sobie po ulicy luzem. Mam „właściciela-opiekuna”, który odpowiada za mnie. Teraz jak mnie ślubny zdenerwuje, to zrobię mu na złość i narozrabiam w metrze albo supermarkecie 😛 Japonia właśnie otworzyła przede mną morze nowych, nieznanych mi do tej pory sposobów wywierania nacisku na współmałżonka :)


W końcu mam tę swoją wytęsknioną i wyczekaną wizę z częściowym pozwoleniem na pracę, kartę rezydenta (z potwornym zdjęciem, na które nie mogę patrzeć spokojnie), ubezpieczenie zdrowotne, kartę do banku i meldunek w urzędzie gminy. Dziś właśnie byliśmy w urzędzie gminy i w banku. Normalnie nie robiłabym z tego informacji dnia, bo też nie jest to żadne fascynujące wydarzenie warte odnotowania, ale w Japonii nawet tak prozaiczne rzeczy jak wizyta w urzędzie czy banku dostarczają historii, które warto zapisać ku przestrodze. Strzeżcie się japońskiej biurokratycznej machiny!

Wizyta w urzędzie o dziewiątej rano, niewielki ruch, więc byliśmy optymistyczni i pełni nadziei, że załatwimy kwestię meldunku szybko i sprawnie. Wystrój urzędu w naszej dzielnicy przypomina czasy słusznie minione (szare ściany, stare biurka, w rogu sterta kartonów), panie w unifromach stewardess wystają przy formularzach i pilnują, żeby wypełnić wszystko dokładnie jeszcze przed spotkaniem z urzędnikiem, a właściwie urzędniczką, bo tam nie było ani jednego mężczyzny. Same urzędniczki wyglądają jak studentki w dżinsach i bluzach (ich niedbały ubiór bardzo rzuca się w oczy, zwłaszcza gdy ktoś zdążył się przyzwyczaić do wystrojonych dziewczyn na ulicach Tokio lub trochę może przesadnej elegancji polskich urzędniczek), biegają jak w ulu, sprawiają wrażenie bardzo zajętych, z nabożnym skupieniem oglądają dokumenty, w kółko zaznaczają, podkreślają, a potem skreślają coś na wciąż tych samych kartkach papieru… Na mnie osobiście te ruchy nie robią większego wrażenia, bo pracowałam już w różnych biurach (w urzędzie również) i znam naprawdę masę świetnych sposobów na udawanie pracy 😀 Niestety udawanie pracy jest o wiele mniej zabawne, gdy się siedzi po drugiej stronie biurka…

Pani urzędniczka przyjęła wnioski, oglądała je przez ok. 5 minut, potem odbył się mały cyrk z pisaniem, zaznaczaniem, robieniem notatek na marginesach, zadała kilka nieważnych pytań (po których to cyrk z pisaniem zaczynał się na nowo), przez cały ten czas nie wprowadziła ani jednej informacji do komputera! Gdy już nam się wydawało, że wszystko skończone, okazało się, że nasz akt ślubu (wydany po angielsku) musi być przetłumaczony na japoński i że pani urzędniczka będzie tłumaczyć sama. „Proszę usiąść i poczekać”. „Ile to potrwa?”, „Nie wiem, nie mniej niż godzinę.” Świetnie, a więc idziemy na śniadanie. Japończyk, który nam towarzyszył, po usłyszeniu propozycji pobladł i zaczął się drapać po głowie (odruch nerwowy u Japończyków), „Jak to idziemy na śniadanie?! Przecież urzędniczka powiedziała, że mamy USIĄŚĆ i POCZEKAĆ.” No niestety, byliśmy głodni i żadna siła nie zatrzymałaby nas w tym urzędzie, chociaż towarzyszący nam Japończyk był z powodu naszej niesubordynacji wyraźnie niezadowolony. Po tym jak wróciliśmy ze śniadania, okazało się, że pani urzędniczka nie przetłumaczyła jeszcze aktu, a właściwie to nawet nie zaczęła, bo miała jakieś pytania, a my sobie gdzieś poszliśmy…

Kolejną godzinę później…

Akt przetłumaczony, karta podbita, jeszcze tylko zapłacić w oknie nr 120, odebrać dodatkowie kopie w oknie 145, poczekać 15 minut z jednym numerkiem, 15 z innym i już, po wszystkim. Można wychodzić. Całość zajęła około 4 godzin, sami przyznacie, że to nie jest najgorszy wynik :)

W tym momencie ja idę sobie na pociąg, mąż z japońskim pomocnikiem idą do banku załatwić coś z kartą do bankomatu. Odjechałam 3 stacje, mąż dzwoni, że mam wracać i jak najszybciej przyjść do banku, bo jest potrzebny mój podpis. A więc wracam, pędzę za stacji na złamanie karku a w banku dostaję prościutki druk, już wypełniony przez męża. Muszę się tylko podpisać, ale jak się okazało, podpis polegał na wpisaniu mojego imienia i nazwiska WIELKIMI DRUKOWANYMI LITERAMI! Tutaj to ja już zbladłam i drapałam się po głowie ze złości! Potem tylko pół godziny monologu pani z okienka i już można iść.

Ufff. Po tym wszystkim ja już naprawdę pojechałam do domu, mąż walczył dalej. Pojechał na drugi koniec miasta spotkać się z prawnikiem, który występował w naszym imieniu o wizy. Ponadgodzinna podróż miała charakter turystyczny i krajoznawczy. Prawnika w pracy nie było. To znaczy był, ale w innym biurze, w innym miejscu Tokio. Wizyta przełożona na przyszły tydzień. Trzymajcie kciuki, aby ciąg dalszy biurokratycznych absurdów nie nastąpił!

Maika

Maika

Głównodowodząca na tym blogu. Na emigracji od 15 lat, z czego 11 spędziła w Holandii. Uwielbia porządek, podróże, poznawanie nowych kultur i ludzi. Fanka wordpressa. Z wykształcenia specjalistka zarządzania innowacjami, ale nigdy nie pracowała w zawodzie. Zawodowo zajmowała się m.in. tworzeniem oraz pozycjonowaniem stron internetowych. Aktualnie uczy się japońskiego, a w wolnym czasie robi zdjęcia, pisze, oraz snuje ambitne plany zostania milionerką. :)

2 myśli na temat “Szaleństwa japońskiej biurokracji

  1. Na początku się ubawiłam:))) potem przeraziłam, a na końcu nawet zdziwiłam, że można z niczego zrobić problem. A ja myślałam, że to „moja” Italia słynie z biurokracji;)
    Pozdrawiam:)

    1. Japończycy to służbiści i robią wszystko tak jak mają zapisane w procedurach. To jest słynne japońskie „ruru”, czyli robienie wszystkiego zgodnie z zasadami, których oni nigdy nie kwestionują, nawet jeśli jakaś zasada jest idiotyczna. Biurokracja japońska to prawdziwy koszmar. Również pozdrawiam :)

Odpowiedz na „BeataAnuluj pisanie odpowiedzi

Strona korzysta z plików cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Polityka prywatności.

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close