TokyoTrainMap-1024x701

Jak wam się żyje w tej Japonii? – część pierwsza

To najczęstsze pytanie jakie jest mi dane słyszeć od kiedy mieszkam w Japonii. Na facebooku pada niemal zawsze, gdy napiszę jakiś komentarz pod postem osoby, której nie widziałam co najmniej kilka lat. Oczywiście pytanie jest retoryczne, na odpowiedź nikt nigdy nie czeka, a wiem to stąd, że jak nawet zdarzy mi się napisać kilka zdań, że „strasznie nam się podoba, Japończycy są dziwni, a pogoda i jedzenie są super” to nikt nigdy o nic nie dopytuje. Dlaczego jednak o tym piszę? Bo w zeszłym tygodniu wybrałam się do fryzjera i różne przypadki z tej wyprawy sprawiły, że zaczęłam się zastanawiać jak to dokładnie jest mieszkać w Tokio.

Do fryzjera byłam umówiona na gdzinę 11 rano, ale ponieważ musiałam rano szukać bankomatu, nie zdążyłam na ten pociąg, którym planowałam jechać. Niby to żaden dramat, pociągi tu jeżdżą w każdym kierunku średnio co 5 minut (niektóre linie częściej), ale od stacji do fryzjera czekał mnie jeszcze około dziesięciominutowy spacer ulicą, która o każdej porze dnia, każdego dnia tygodnia wygląda tak:

harajuku
Harajuku

Tłum jest nie do ominięcia, nie da się go wyprzedzić, obejść, a najkrótsza droga prowadzi przez tę właśnie ulicę. Ulica na zdjęciu powyżej to bardzo dobrze znana wszystkim Tokijczykom Takeshita Dori w Harajuku, pełna sklepów i knajpek dla młodzieży. I to głównie młodzież z nosami wbitymi w ekrany komórek, smętnie snuje się po tej ulicy bez żadnego wyraźnego celu. Znaki rozpoznawcze? Poruszają się w stadach ze średnią prędkością około pół metra na minutę, doprowadzając tych nieprzyzwyczajonych (czyli mnie) do szału i rozbudzając mordercze instynkty. I w ten oto sposób dochodzimy do punktu pierwszego mojego wpisu, czyli:

1. TŁUM

Jeśli rozważacie wyjazd do Tokio, czy to do pracy, czy w celach turystycznych, musicie się przygotować na wszechobecny tłum. Jest też bardzo prawdopodobne, że będziecie musieli zdefiniować sobie pojęcie tłumu na nowo. Jak czytam w polskich gazetach, że gdzieś tam był tłum albo kolejki, to się uśmiecham pod nosem. Sorry, ten kto nie był w Tokio, nie ma pojęcia o tłumie.  To co ja na co dzień widzę na stacji, w pociągu, ulicy czy sklepie, można porównać jedynie do koncertu albo jakiejś masowej imprezy. Z tym, że to co Europejczycy mają czasami  i w dodatku na własne życzenie, w Tokio jest wszędzie i przez cały czas.

2.TRANSPORT PUBLICZNY

W Tokio mieszka ponad 10 mln osób, więc bez sprawnego i niezawodnego transportu publicznego, nie ma nawet mowy o normalnym funkcjonowaniu tego miasta. W zeszły weekend mieliśmy do czynienia ze śniegiem i zamknięciem wielu połączeń kolejowych w obrębie miasta. Tokio było sparaliżowane i nie ma w tym żadnej przesady. Polacy podśmiewali się w internecie pod artykułami o zimie stulecia w Tokio, zupełnie jakby zapomnieli, że co poniektórzy z nich wymarzli się w polskich pociągach stojących w szczerym polu. Stojących tam, przypomnijmy, z powodu zimy. Komunikacja w Tokio, w normalnych warunkach, to inny świat, krok do przyszłości. Wiem, że część z was posądzi mnie o zbyt naiwny zachwyt, ale spójrzcie tylko na siatkę metra!

To nie są nawet wszystkie linie! Połapanie się w gąszczu połączeń zajmuje trochę czasu, ale już po kilku tygodniach można swobodnie przemieszczać się po mieście. Linie kursują co kilka minut, pociągi są bardzo punktualne i szybkie, składy są bardzo długie (minimum 10 wagonów), czyste i bezpieczne. W pociągach nie wypada rozmawiać ani słuchać głośno muzyki, większość podróży z reguły mija w całkowitej ciszy.

3. ADRESY

Nie wszystkie ulice w Tokio mają swoje nazwy, co sprawia, że poruszanie się po mieście jest dosyć trudne, a przynajmniej na początku. W dodatku w systemie japońskim adresy są zapisywane odwrotnie niż na Zachodzie, czyli rozpoczynają się od największej jednostki geograficznej i są stopniowo doszczegółowiane. Dla przykładu podaję adres Głównego Urzędu Pocztowego w Tokio:

Tokyo Central Post Office
2-7-2 Marunouchi, Chiyoda-ku
Tokyo 100-8799.

W tym adresie Tokio to prefektura; Chiyoda-ku to jeden ze specjalnych okręgów; pierwsza dwójka to  nazwa okręgu miasta; 7-2 to numery kwartału i budynku.

Jeśli musicie gdzieś dojść używając mapy w telefonie (szczerze mówiąc, bez mapy nie ma co nawet wychodzić z domu), to z doświadczenia mogę poradzić aby cały adres uprościć do „2-7-2 Marunouchi”. Gdy będziecie wpisywać wszystko z kodem włącznie, mapa pokaże wam, że nie ma takiego adresu.

4. WSZECHOBECNE AUTOMATY

Już jakiś czas zbieram się za opisanie wszechobecnych automatów, w których można kupić ciepłe i zimne napoje, zupy, słodycze czy przekąski, lody, baterie, maszynki do golenia, skarpetki i masę innych „przydasiów”. Kiedyś w Tokio można było znaleźć legendarne już automaty z używaną damską bielizną. Obecnie takie automaty są nielegalne, aczkolwiek w Tokio znajdują się jeszcze co najmniej dwa,  a tak przynajmniej twierdzą nasi japońscy znajomi, którzy donoszą, że jeden automat znajduje się przy stacji Shimbashi, a drugi gdzieś w Shinjuku. Te zwykłe automaty z piciem i jedzeniem znajdują się dosłownie wszędzie – na stacjach, ulicach, w parkach, pod każdym blokiem, itd. Automaty są bardzo praktyczne zwłaszcza latem, kiedy temperatura wzrasta do ponad 30°C i nie spada nawet w nocy, co przy bardzo wysokiej wilogtoności powietrza sprawia, że japońskie lato jest wyjątkowo męczące. Żeby nie nosić ze sobą wielkiej butli wody, można co 300 metrów kupić mały napój. Praktyczne, prawda?

5. KLIMAT

Nie chcąc się wdawać w geograficzno-klimatyczne opisy (sorry, od czego jest Wikipedia?!) podam Wam uproszczoną charakterystykę pór roku w Tokio.

Jesień – łagodna, ciepła, słoneczna. Z jakiegoś powodu Japończycy wierzą, że tylko u nich liście drzew na jesień robią się czerwone.

Zima – sucha, jak na polskie standardy raczej ciepła (temperatury rzadko kiedy spadają poniżej zera), słoneczna. Trudność polega na tym, że w nieizolowanych i nieogrzewanych pomieszczeniach zima jest dość uciążliwa i nieprzyjemna. Wszyscy odliczają dni do wiosny.

Wiosna – najpiękniejsza pora roku w Japonii (tak, tak, moim zdaniem). Słoneczna, dosyć ciepła, wokół kwitną drzewa, jest przepięknie!

Pora deszczowa – około 6 tygodni deszczu lub jak to ktoś w rozmowie ze mną poetycko ujął: „wody zawieszonej w powietrzu”. Pranie nie schnie, włosy nie schną, do domu wdziera się wilgoć. W sklepach można kupić specjalne plastikowe pojemniki i pokrowce na ciuchy i buty, które o tej porze roku podobno lubią sobie spleśnieć w szafach.

Lato – wilgotne, upalne, w pewnien sposób legendarne. W Tokio mówi się o lecie jak o jakimś jednookim potworze, który nadejdzie z dnia na dzień i bez żadnych znaków ostrzegawczych zabije moją chęć do życia. Temperatura powyżej 30 stopni nie spada nawet w nocy, duża wilgotność, która sprawi, że każda kobieta będzie miała na twarzy pływający makijaż, a na glowie stóg siana. Cudzoziemcy latem wyjeżdają na sześciotygodniowe odwiedziny do rodziny w Europie, Japończycy oglądają horrory (podobno dreszcze spowodowane strachem wykazują właściwości chłodzące). Ja horrorów oglądać nie będę, wystarczą mi japońskie reklamy.

Myślę, że tych punktów na dziś wystarczy. Lista oczywiście nie jest nawet w połowie kompletna, a więc dalszy ciąg nastąpi niebawem.

P.S. Inne pytanie, które słyszę równie często dotyczy Holandii – czy nie tęsknię i czy nie żałuję, że wyjechałam. Tu odpowiedź jest prosta – nie, nie tęsknię i nie żałuję.

Maika

Maika

Głównodowodząca na tym blogu. Na emigracji od 15 lat, z czego 11 spędziła w Holandii. Uwielbia porządek, podróże, poznawanie nowych kultur i ludzi. Fanka wordpressa. Z wykształcenia specjalistka zarządzania innowacjami, ale nigdy nie pracowała w zawodzie. Zawodowo zajmowała się m.in. tworzeniem oraz pozycjonowaniem stron internetowych. Aktualnie uczy się japońskiego, a w wolnym czasie robi zdjęcia, pisze, oraz snuje ambitne plany zostania milionerką. :)

8 myśli na temat “Jak wam się żyje w tej Japonii? – część pierwsza

  1. Najbardziej spodobał mi się punkt 1:”Tłum”. Patrząc na zdjęcie przypomina mi się Długa w Gdańsku w sierpniu. Przypomniało mi się też poirytowanie jakie temu towarzyszyło. Teraz pomnożyłam tych ludzi na Długiej razy 3 i myślę, że teraz nabiorę większej cierpliwości :) Pozdrowienia i czekam na kolejna część 😀

  2. Nigdy nie byłam w Gdańsku (żałuję, zawsze chciałam zobaczyć), ale pamiętam z Holandii weekendowe tłumy w Amsterdamie czy Hadze. Było to bardzo męczące, ale wystarczyło wyjść z głównej ulicy i po tłumie nie było śladu :) W Tokio niestety nie ma się gdzie schować. Pozostaje tylko praca nad znalezieniem wewnętrznego spokoju 😀

  3. Ojtam ojtam, nie przesadzaj. Ja mam zdjecia z Takeshita dori, ktora jest niemal zupelnie pusta, w godzinach popoludniowych, robione w zeszlym roku w lecie. W zasadzie, niemal za kazdym razem jak tam bylam, to ruch byl niemal minimalny.

  4. Witam. Poczytałam wczoraj i dziś kilka postów i muszę przyznać, że z wielką przyjemnością:) Japonia mnie nigdy szczególnie nie kręciła, ale ostatnio na wyjazdach zachowanie Japończyków coraz bardziej mnie intryguje. Postanowiłam, więc trochę o nich poczytać i tak trafiłam na Twój blog. Będę zaglądać. Pozdrawiam:)

  5. Fajny artykuł. Szukałem krótkiej odpowiedzi na to pytanie i dostałem to czego chciałem. Taka masa ludzi musi być irytująca i tak dzień w dzień. Chyba jednak lepiej żyć w Europie. Pozdrawiam.

Odpowiedz na „KasiaAnuluj pisanie odpowiedzi

Strona korzysta z plików cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Polityka prywatności.

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close