pshine

P.Shine – manicure japoński

P.Shine, czyli maniure japoński odkryłam dzięki polskim portalom i forom internetowym, gdzie ta metoda doczekała się sporo pochlebnych opinii. Zostaliśmy również poproszeni o przywiezienie do Polski kilku zestawów, co okazało się niewykonalne z powodu bardzo dziwnej polityki producenta i kompletnej niedostępności produktu w sklepach kosmetycznych. Okazuje się również, że manicure japoński jest nieporównywalnie bardziej popularny w Polsce i krajach wschodniej Europy, niż w Japonii, gdzie niemal nikt o nim nie słyszał. Niemniej jednak sama metoda faktycznie powstała w Japonii, a firma produkująca te zestawy znajduje się w Tokio.

Zamówienie zestawu było trudniejsze niż nielegalny zakup uranu czy wirówki. Jak już wspomniałam w sklepach stacjonarnych tego nie ma, w sklepach specjalistycznych też nie, na żadnych portalach aukcyjnych czy sklepach internetowych również nie. Zamówić można jedynie bezpośrednio u producenta i nie więcej niż dwa zestawy rocznie na jeden adres. Przy czym adres musi być koniecznie japoński, a samo zamówienie składa się na stronie firmy, na której nie ma ani słowa po angielsku. Po złożeniu zamówienia, na adres email przychodzi potwierdzenie, które należy potwierdzić pisemnie (to nie jest żart!!!) i dopiero po tym można się spodziewać kuriera z paczką. Cena zestawu w Japonii to około 2900 jenów, czyli około 89 zł. Wiem, że to o wiele mniej niż w Polsce, ale naprawdę nie warto sugerować się ceną w Japonii, bo producent bardzo chroni oficjalnych dystrybutorów i produkt poza oficjalnymi kanałami jest po prostu niedostępny.

No dobra, wystarczy tych wstępów. Dla kogo manicure japoński będzie idealnym rozwiązaniem? Dla wszystkich tych, którzy lubią mieć zadbane, zdrowe, ładnie wyglądające paznokcie, ale nie chcą lub nie lubią ich malować co 2-3 dni. Ja  lubię od czasu do czasu pomalować paznokcie na jakiś wściekły kolor, chociaż na codzień najlepiej się czuję ze swoimi naturalnymi paznokciami i oczywiście chciałabym, aby niepomalowane wyglądały zdrowo i ładnie. Nestety mam problem z lekko żółtymi paznokciami po zmyciu lakieru, mimo tego że zawsze używam specjalnej bazy pod lakier (mam kilka różnych, problem jest po każdej z nich), dlatego więc paznokcie maluję rzadko. Moje paznokcie lubią się również łamać, dlatego najczęściej są krótkie albo bardzo krótkie. Nie ukrywam, że tak jest mi również wygodniej przy komputerze, przy którym ostatnio spędzam o wiele za dużo czasu 😉 .

Zestaw P. Shine jest więc wymarzonym produktem dla moich paznokci, bo obiecuje wzmocnienie, poprawę koloru oraz naturalny połysk. Sama nazwa P. Shine odnosi się do „pearl shine”, czyli blasku perły. W zestawie znajdziemy więc polerki, specjalną pastę z witaminami, woskiem pszczelim i krzemionką, oraz puder, który poprawia kolor paznokcia oraz zabezpiecza go przed różnymi uszkodzeniami. Pełen zabieg zakłada polerowanie płytki paznokcia, a następnie wcieranie pasty i pudru, co zajmuje około 20 minut. Następnie co 2-3 dni wcieramy sam puder (zajmuje nie więcej niż dwie minuty), a co 2-3 tygodnie wcieramy pastę w odrastające paznokcie. Pełny efekt zabiegów widać dopiero po około 6 tygodniach. Paznokcie powinny być twardsze, mocniejsze, różowe i błyszczące. Nie spodziewajcie się spektakularnych rezultatów po pierwszym zabiegu, chociaż już po pierwszym użyciu paznokcie będą wyglądały dość ładnie, a efekt powinien utrzymać się dwa tygodnie.

Manicure japoński nadaje się idealnie do paznokci, które potrzebują wzmocnienia, ale nie powinien być wykonywany bezpośrednio po zdjęciu akrylu czy żelu, nadmiernie zniszczonej lub spiłowanej płytki paznokcia. W takim przypadku najlepiej dać paznokciom kilka tygodni na dojście do siebie. Producent twierdzi, że ten manicure sprawdzi się również jako baza pod lakier, ale zaleca poczekać kilka dni, ponieważ przyczepność lakieru tuż po samym zabiegu, jest ograniczona.

Poniżej moje paznokcie przed i po pierwszym zabiegu z P. Shine. Ponieważ zdjęcia robiłam sobie sama, widać na nich tylko moją lewą dłoń :) .

p.shine-1

Maika

Maika

Głównodowodząca na tym blogu. Na emigracji od 15 lat, z czego 11 spędziła w Holandii. Uwielbia porządek, podróże, poznawanie nowych kultur i ludzi. Fanka wordpressa. Z wykształcenia specjalistka zarządzania innowacjami, ale nigdy nie pracowała w zawodzie. Zawodowo zajmowała się m.in. tworzeniem oraz pozycjonowaniem stron internetowych. Aktualnie uczy się japońskiego, a w wolnym czasie robi zdjęcia, pisze, oraz snuje ambitne plany zostania milionerką. :)

Napisz komentarz

Strona korzysta z plików cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Polityka prywatności.

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close