O nas

o nas

Jak to się wszystko zaczęło

– Kochanie, dostałem propozycję wyjazdu na kilka miesięcy do Japonii.
– Ale super! – krzyczę i skaczę z radości jak małe dziecko na widok kałuży – Jadę z tobą, bo na tym naszym holenderskim zadupiu* jedyną rozrywką jest śmierć z nudów. Mogę? Mogę jechać? Proszę!
– Przecież jeszcze nawet nie wiesz dokąd dokładnie mam jechać…

A to niewątpliwie był drobny problem. Miejscem, w którym mieliśmy spędzić nasze pierwsze w życiu pół roku w Japonii, było malusieńskie miasteczko Higashi-Hiroshima, zapyziała prowincja, w której śmierć z nudów była równie prawdopodobna jak w holenderskim Enschede. Ale wyobraźnia już nam podsuwała piękne, kolorowe obrazki z weekendów spędzonych w Tokio, kwitnienia wiśni w Kioto, oczyma duszy już widzieliśmy japońskie góry, japońskie świątynie, drewniane domy i ludzi w kimonach. Nie było odwrotu, wizja spędzenia kilku miesięcy w Japonii zawładnęła nami całkowicie, mimo że nigdy wcześniej nie snuliśmy takich planów, a dalekiej Japonii nie było nawet na naszej liście jako opcji na wakacje. Zajęci planowaniem, zupełnie nie zauważyliśmy, że los zaczynał nam rzucać kłody pod nogi.

– Ty, ale jaja. Właśnie mi napisali, że nie możemy wynająć wspólnie mieszkania, jeśli nie jesteśmy małżeństwem – informuje mnie wyraźnie rozbawiony przyszły mąż, który w tamtym momencie chyba jeszcze nie rozumiał, że sprawy przybierają nieoczekiwany obrót.
– Ok, to nie problem chyba? Podpiszemy kontrakt partnerski w Holandii.
– O, to super pomysł. Napiszę do nich zaraz.

Gdy Japończycy po trzech dniach odpisali nam gdzie możemy sobie wsadzić ewentualny kontrakt partnerski, dotarło do nas, że jesteśmy na prostej drodze do zawarcia małżeństwa dla wizy i… tak, tak… mieszkania. (Nie ma jak to brać ślub z właściwych powodów 😉 ) Ha, ale żebyście wiedzieli jak tanio się sprzedaliśmy! Dwa miesiące później wprowadzaliśmy się do naszego zawilgoconego i śmierdzącego grzybem mieszkania, bez ogrzewania i z niezamykającym się oknem w toalecie. A jako bonus tuż za ścianą mieszkał Chińczyk, który codziennie między 2 a 4 nad ranem darł się w niebogłosy, odbywając skypo-konferencje z rodziną i przyjaciółmi w Chinach. Było zimno, wilgotno, a do tego już pierwszego dnia naszego pobytu spadło 15 cm śniegu, po którym z konieczności spacerowaliśmy w trampkach („Aleś napchała do tej walizki. Po co ci kozaki? Tak, jeden sweter w zupełności ci wystarczy, tam przecież jest ciepło”) Początki były trudne, nie umieliśmy jeść pałeczkami, nie znaliśmy nikogo na miejscu, nie mówiliśmy słowa po japońsku, nie wiedzieliśmy o Japonii nic, zero, null. Ale byliśmy tak bardzo szalenie i nieprzyzwoicie szczęśliwi. AAAAA, MIESZKAMY W JAPONII!

10 marca 2011 roku, równo miesiąc po naszym przybyciu do Japonii, nowi znajomi z pracy zorganizowali nam przyjęcie powitalne. Dzień później Japonią wstrząsnęło ogromne trzęsienie ziemi i już 13 marca siedzieliśmy w samolocie w najgorszych rzędach, z całym dobytkiem pod nogami i ewakuowaliśmy się do Holandii. Od razu dodam, że wyjeżdżaliśmy wbrew naszej woli i tylko dlatego, że żądał tego holenderski pracodawca pod groźbą rozwiązania umowy o pracę. Tego dnia obficie sypał śnieg, my jechaliśmy na lotnisko, a mnóstwo ludzi na północy kraju wciąż leżało pod gruzami swoich domów czekając na ratunek. Opuszczaliśmy Japonię z podwójnie złamanym sercem, ale wtedy oboje już dobrze wiedzieliśmy, że Japonia nas kompletnie zaczarowała i musimy tu wrócić.


*Enschede, miasto z wiejską atmosferą leżące na wschodzie Holandii. Słynie z tego, że na kampusie uniwersyteckim pasą się gęsi, a gdy spadnie śnieg, miejscowi farmerzy do pracy jeżdżą traktorami (też nie wierzyłam, dopóki nie zobaczyłam na własne oczy). Słynie również z wybuchu magazynu fajerwerków w 2000 r., w wyniku którego w powietrze wyleciała dzielnica Roombeek. W każdą rocznicę wydarzenia miasto odwiedzała królowa, aktualnie po zmianie na tronie, obowiązki te wziął na siebie król Holandii. Nie będę pisać jaką ksywkę wśród Holendrów ma król. :)

O blogu

Od 2013 roku mieszkamy w Tokio i opisujemy to co nas zachwyca lub to co nas denerwuje. Nie jesteśmy japonistami, wielu rzeczy nie rozumiemy, ale chcąc nie chcąc doświadczamy ich mieszkając w Japonii. Blog powstał w wyniku zmęczenia opowiadaniem w kółko tych samych historii rodzinie i znajomym. Po kilku miesiącach ze zdumieniem odkryliśmy, że jednak mamy więcej czytelników niż członków rodziny i że może warto zacząć się bardziej starać (kto był z nami od samego początku, ten wie 😉 ) Ten blog jest odkrywaniem Japonii i dzieleniem się nią z Wami. Dużo tu wrażeń, obserwacji i subiektywnych opinii, często być może oderwanych od naukowych ustaleń, ale w końcu nie konkurujemy z Wikipedią. Robimy też mnóstwo zdjęć, a ponieważ znajomi na facebooku już zaczynali sugerować, że spamujemy im tablice, to wszystkie nasze zdjęcia siłą rzeczy muszą wylądować tutaj. Dla nas są cenną pamiątką, dla Was okazją do podejrzenia Japonii. Znajdziecie tu dużo informacji turystycznych, informacji o życiu w Tokio oraz luźnych życiowych przemyśleń. Nie znajdziecie tu jednak ciekawostek rodem ze stron „Tymczasem w Japonii”, których jedynym celem jest szerzenie i podtrzymywanie stereotypów, nie znajdziecie tu „infantylnej Japonii” ani mapki do automatu z używaną bielizną. Sorry, nie ten adres.

O autorach

maikaMAIKA

Głównodowodząca na tym blogu. Na emigracji od 14 lat, z czego 11 spędziła w Holandii. Uwielbia porządek, podróże, poznawanie nowych kultur i ludzi. Fanka wordpressa. Z wykształcenia specjalistka zarządzania innowacjami, ale nigdy nie pracowała w zawodzie. Zawodowo zajmowała się m.in. tworzeniem oraz pozycjonowaniem stron internetowych. Aktualnie uczy się japońskiego, a w wolnym czasie robi zdjęcia, pisze, oraz snuje ambitne plany zostania milionerką. :)

pongPONG

Bardzo zapracowany naukowiec bez chwili dla siebie. Ma tak mało czasu, że raczej nie spotkasz go na blogu. Zapalony fotograf, autor zdecydowanej większości zamieszczonych tutaj zdjęć. Jego główne hobby to kolekcjonowanie kabli, hobby poboczne to prostowanie światopoglądów innych ludzi. Marzy o emeryturze w wieku 40 lat i spokojnym życiu gdzieś na włoskim wybrzeżu. Lubi podróże i gotowanie. Nie ma takiej potrawy, której by nie spróbował, dżdżownic po chińsku nie wyłączając.


Współpraca

Na tym blogu wspieramy i promujemy tylko te inicjatywy, produkty czy usługi, które są związane z tematyką bloga, oraz wyłącznie takie, które autentycznie lubimy i możemy polecić innym z czystym sumieniem. Jeśli jesteś zainteresowany współpracą z nami, napisz do nas!


Jeśli dotarłeś aż tutaj, to jest szansa, że chciałbyś się z nami skontaktować. Tu nas znajdziesz:   facebook icon   twitter icon   g+ icon

 

 

 

Napisz komentarz