sheet-masks

Japońskie maseczki nawilżające

Parę lat temu zostałam poproszona o „zaopiekowanie się” japońską studentką, która przyjechała do Holandii na wymianę studencką. Przy pierwszym spotkaniu dostałam od niej drobny prezent i były to maseczki nawilżające w chusteczkach. Od tamtej pory odkryłam wiele innych kosmetyków w saszetkach, ale japońskie i koreańskie maseczki nawilżające kocham miłością bezgraniczną i mam nadzieję, że gdy wyjadę z Japonii, jakaś dobra dusza będzie mi je przysyłać :) .

W japońskich sklepach kosmetycznych półki uginają się pod jednorazowymi produktami w saszetkach, wybór jest naprawdę ogromny – przez produkty do oczyszczania twarzy, maski typu peel-off, po maseczki nawilżające. Nie sposób wspomnieć o wszystkich, ale opiszę niektóre z tych, których używałam. Poniżej przegląd masek, za którymi warto się rozejrzeć, o ile oczywiście macie taką możliwość.

1. Tansan Kakumei – gazowana woda do mycia twarzy

tansan kakumei

Jest to najdziwniejszy produkt do mycia twarzy, którego używałam. W opakowaniu znajdziemy dwa mniejsze opakowania z proszkiem, które trzeba wsypać do miski z wodą. Gdy oba proszki się wymieszają, woda zaczyna gazować i wtedy należy wsadzić całą twarz do miski (tak, dobrze przeczytaliście, należy zanurkować w misce). Bąbelki lekko szczypią w skórę i nie jest to wcale przyjemne uczucie, chociaż po pewnym czasie skóra się przyzwyczaja. Bezpośrednio po użyciu twarz jest lekko zaczerwieniona, ale mam wrażenie, że również bardzo dokładnie oczyszczona. A przynajmniej na taką wygląda 😉

2. Beauty Bubble – oczyszczająca maska typu peel-off

beauty bubble

Maseczki typu peel-off to głęboko oczyszczające skórę maski, które zastygają na twarzy i które należy z twarzy odkleić tak, jak się odkleja taśmę izolacyjną. Przy czym jestem jakoś dziwnie spokojna, że taśma izolacyjna łatwiej odchodzi od twarzy. Tak, japońskie maseczki peel-off to nie są żarty, ściągają wszystko, wyrywają nawet brwi, więc trzeba z nimi uważać. Stosuję rzadko, bo nie przepadam za odklejaniem maski, ale skóra po takim oczyszczaniu wygląda naprawdę pięknie, jest gładka, oczyszczona i ma wyrównany kolor. Brwi wyglądają po niej średnio 😉 . Maska składa się z dwóch żeli, które należy wymieszać na dłoni i nałożyć na twarz. Po około 20 minutach maska zastyga i można rozpocząć zabawę w odklejanie. Powodzenia! 😉

3. Pure Smile

puresmile

O tych maskach już kiedyś pisałam. Pure Smile to koreańska marka, bardzo popularna w Japonii. Ich maseczki nawilżające kupicie tu w każdym kosmetycznym sklepie. Maski w swoim składzie zawierają między innymi kolagen, kwas hialuronowy, oraz witaminę E. Pure Smile oferuje kilka serii masek, między innymi owocowe, z wyciągiem z róży, wina, ślimaka czy miodu. Są tanie i bardzo dobre, skóra po nich jest mocno nawilżona i wygładzona. Pakowane pojedynczo są praktyczne w podróży.

4. Kose Babyish

kose babyish

Japońskie maseczki nawilżające w chusteczkach. Nazwa wcale nie sugeruje, że po użyciu będziemy mieć skórę jak niemowlak –  jeśli tak sądziliście, to z przykrością zawiadamiam, że nic z tego. Tu raczej chodzi o to, że maska jest bardzo delikatna, nie zawiera w swoim składzie alkoholu, perfum, barwników, silikonów, olejków mineralnych ani środków powierzchniowo czynnych. Czyli, że jest bezpieczna dla skóry delikatnej i skłonnej do podrażnień. Maski Babyish są delikatniejsze od powyżej opisanych koreańskich, szybciej się wchłaniają, skóra jest po nich dość nawilżona. Fajerwerków może nie ma, ale jest to przyzwoity produkt.

5. Utena – maski żelowe

utena mask

Te maski to po prostu RE-WE-LA-CJA. Bardzo żałuję, że dowiedziałam się o nich tak późno. Są to maseczki nawilżające w chusteczkach, ale chusteczki zamiast lekkim płynem, nasączone są specjalnym żelem, który świetnie się wchłania i pozostawia skórę nawilżoną i gładką.  To taka moja maska do zadań specjalnych. Trzymam na skórze aż do wchłonięcia, co czasem zajmuje prawie godzinę, ale naprawdę warto.  W składzie jest między innymi kolagen, 8 rodzajów aminokwasów, nawilżające olejki, kwas glicyzyronowy (DPG) wykazujący działanie przeciwzmarszczkowe. Maski są dostępne w wersji niebieskiej i czerwonej, nie potrafię powiedzieć czym się różnią, nie widzę żadnych różnic między nimi ani w konstystencji, zapachu, działaniu ani efektach. W moim najbliższym sklepie kosmetycznym  czerwona wersja sprzedaje się lepiej, nie potrafię jednak powiedzieć dlaczego.

6. SK-II

SKII facial treatment

SK-II to marka z najwyższej półki cenowej i gdy zobaczyłam w sklepie ceny ich maseczek (pakowanych pojedynczo!) to zaśmiałam się w głos. Najtańsza kosztuje 1200 jenów, najdroższa potrafi kosztować więcej niż krem ze średniej półki (mowa o cenie za JEDNĄ sztukę). Ktoś tam u nich w firmie musi mieć coś nie tak z głową. Miałam okazję spróbować ich najtańszej maski Facial Treatment i muszę przyznać, że efekty są naprawdę niezłe. Chociaż od razu po użyciu twarz wydawała się mocno ściągnięta i musiałam użyć kremu, bo nie mogłam zasnąć, to jednak rano cera prezentowała się o wiele lepiej niż zazwyczaj. Ogólnie rzecz biorąc tę maskę lubię bardzo, ale jej ceny nie lubię wcale i stałą klientką raczej nie będę.

To tylko ułamek dostępnych w sklepach produktów w saszetkach. Nie dość, że większość masek jest dostępna w kilku lub kilkunastu wariantach, to japońskie i koreańskie firmy kosmetyczne dosyć często wprowadzają nowe produkty lub przepakowują stare w taki sposób, aby udawały nowe, więc naprawdę jest w czym wybierać.  Oprócz produktów do oczyszczania i nawilżania twarzy, w saszetkach można, między innymi, kupić specjalne złuszczające „skarpetki” do stóp, rozgrzewające maski do stóp czy dłoni, czy proszki do kąpieli z kolagenem. Polecam, zachęcam – o ile tylko macie taką możliwość!


Prosimy o niepromowanie w komentarzach swoich sklepów online ani kont w serwisach allegro / ebay / amazon i innych. Każdy komentarz zawierający link do komercyjnej strony internetowej zostanie usunięty.
Maika

Maika

Głównodowodząca na tym blogu. Na emigracji od 15 lat, z czego 11 spędziła w Holandii. Uwielbia porządek, podróże, poznawanie nowych kultur i ludzi. Fanka wordpressa. Z wykształcenia specjalistka zarządzania innowacjami, ale nigdy nie pracowała w zawodzie. Zawodowo zajmowała się m.in. tworzeniem oraz pozycjonowaniem stron internetowych. Aktualnie uczy się japońskiego, a w wolnym czasie robi zdjęcia, pisze, oraz snuje ambitne plany zostania milionerką. :)

6 myśli na temat “Japońskie maseczki nawilżające

  1. Czego to Japończycy nie wymyślą. Ta” gazowana” maseczka to taki piling bez użycia rąk, sprytne:) Bardzo pomysłowe te skarpetki złuszczające i rozgrzewające.
    Pozdrawiam:)

    1. Te peel-offy radzą sobie z zaskórnikami całkiem nieźle, szczególnie taki jeden, który kupiłam na próbę (Niena Cosmetics Pikaturu Hada Face Pack). Bardzo trudno odchodzi od skóry, przez co odklejanie maski jest dość bolesne, ale ten peel-off robi to co ma robić – wyciąga wszystko! :)

      Niena Cosmetics Pikaturu Hada Face Pack

  2. Cześć, jestem właśnie w Japnii i chciałam zrobić zakupy kosmetyczne inspirując sie twoim blogiem. Widziałam dziś te maski UTENA, była tez złoto/ żółta. Wiesz może czym sie różni od pozostałych? Pozdrawiam obecnie z Kyoto

    1. Różnią się głównie obietnicami na opakowaniu :) Niebieskie i żółte różnią się nieco składem (wersja niebieska ma w składzie kolagen, ceramidy i aminokwasy, żółta nie ma kolagenu), ale obie są polecane do suchej skóry, obiecują spłycać zmarszczki i zwiększać elastyczność skóry. Czerwone maseczki są po prostu nawilżające, odpowiednie do suchej skóry, zawierają kwas hialuronowy, ceramidy i aminokwasy. Pozdrawiam z tokijskiego piekarnika i mam nadzieję, że w Kioto chociaż odrobinę chłodniej 😉

Odpowiedz na „MaikaAnuluj pisanie odpowiedzi

Strona korzysta z plików cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Polityka prywatności.

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close