Kurashiki

Malownicze kanały w Kurashiki
Malownicze kanały w Kurashiki
Wczoraj obudził nas deszcz. Mimo to postanowiliśmy pojechać ‚gdzieś’ jak tylko pogoda się poprawi. Około godziny 10:00 nareszcie przestało padać, chociaż nadal dzień zapowiadał się dość ponuro, a prognoza pogody nie nastrajała zbyt optymistycznie. No nic, szykujemy się. Tuż przed wyjściem uznaliśmy, że ubraliśmy się trochę za lekko, szybko ubieramy podwójne długie rękawy i kurtki. Mąż nawet zapakował dodatkową kurtkę do plecaka. Przygotowani jak do chińskiego Długiego Marszu jedziemy na stację. Oczywiście rowerami, bo autobus uciekł nam co najmniej dwa razy, a następny dopiero za 40 min. Bierzemy okulary przeciwsłoneczne? No nie, przecież ma padać. I w tym miejscu należy przypomnieć pierwszą zasadę wychodzenia z domu bez okularów przeciwsłonecznych – słońce zaczyna świecić gdy tylko znajdziemy się o jeden krok za daleko, żeby opłacało się wracać do domu. Tak było też i tym razem. Po morderczej jeździe pod górę (czy wspominaliśmy już, że mieszkamy w górach?) udało nam się złapać pociąg – jedziemy do Kurashiki. Po drodze przesiadka w Mihara. My oczywiście nie wiemy, ze musimy się przesiąść, więc dopiero gdy zorientujemy się, że w pociągu  oprócz nas nie ma ani jednej osoby, wysiadamy sobie jak jaśnie państwo kilka minut po czasie i wsiadamy do następnego pociągu, który jak się okazało czekał specjalnie na nas. Japońskie pociągi mają średnio 6 sekund opóźnienia, teraz dzięki nam (i japońskiej nieograniczonej uprzejmości) te statystyki właśnie poszły drastycznie w dół :-) Po około dwóch godzinach jazdy wysiadamy w Kurashiki. Jest oczywiście gorąco, temp. blisko 20 stopni, ludzie poubierani dość lekko. Słońce świeci niemalże bez przerwy, co bardzo nam utrudni robienie zdjęć – prawie na wszystkich zdjęciach mamy zamknięte oczy lub jakieś wyjątkowo durne miny.
 

Kurashiki
Kurashiki
Co się tyczy samego miasta, to Kurashiki jest zdecydowanie godne polecenia. Ma przepiękną starówkę z drewnianą zabudową, która leży nad malowniczym kanałem. Ta drewniana zabudowa nie jest typowa, budynki nad kanałem to ponad 200-letnie spichlerze ryżowe, wszystkie pomalowane na biało, w których teraz znajdują się muzea, restauracje, kawiarnie i świetne sklepiki z pamiątkami. Sklepiki sprzedają głównie lokalne wyroby rękodzielnicze, ale niestety są one bardzo drogie. Z innych ciekawych rzeczy można polecić muzeum zabawek oraz muzeum folkloru. Na koniec wspięliśmy się jeszcze na niewielką górę, aby zobaczyć świątynię. Widoki przepiękne, podobnie jak sama starówka, ale niestety nie mamy dowodu w postaci zdjęć, bo te w większości nie wyszły. Musicie nam zatem uwierzyć na słowo :-)
Maika

Maika

Głównodowodząca na tym blogu. Na emigracji od 15 lat, z czego 11 spędziła w Holandii. Uwielbia porządek, podróże, poznawanie nowych kultur i ludzi. Fanka wordpressa. Z wykształcenia specjalistka zarządzania innowacjami, ale nigdy nie pracowała w zawodzie. Zawodowo zajmowała się m.in. tworzeniem oraz pozycjonowaniem stron internetowych. Aktualnie uczy się japońskiego, a w wolnym czasie robi zdjęcia, pisze, oraz snuje ambitne plany zostania milionerką. :)

Napisz komentarz

Strona korzysta z plików cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Polityka prywatności.

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close