Kulki

Tajemnicze kulki
Tajemnicze kulki

Kupiliśmy dzisiaj kulki. Dobra, było tak, że z jakiegoś nieuświadomionego powodu, moja lepsza połówka – od kilku wizyt w sklepie – dryfowała w stronę kulek. Takich mniej więcej dwucentymetrowych, przezroczystych. Skromnie powinienem powiedzieć, że nie wiem co się z nimi robi, po czym należałoby spłonić liczko…Ale tak nie zrobię, gdyż doskonale wiem, co się z nimi robi. Kulki dostarczone zostały w eleganckim i dyskretnym opakowaniu. Takim, żeby sąsiedzi nie wiedzieli, co się w pudełku znajduje. Instrukcja obsługi jest taka, że otwiera się pudełko, posypuje tajemniczym brązowym proszkiem i wsadza tam, gdzie powinno się je umieścić… Chociaż chyba bez ume-shu, czyli likieru śliwkowego, nie da rady. Dobra, kampai i jedziemy, jak mawia Ojciec Dyrektor, czy jakoś tak… Opis doznań po skończonym dziele…

 

… ufff, no może nie bolało, ale moja lepsza połówka trochę się krzywiła. Ja też spróbowałem…
Oczywiście kulki służyły do jedzenia. To ta bardziej niekonwencjonalna forma japońskich słodyczy.

 

kulki_2

 

Po posypaniu tajemniczym proszkiem, który na pewno zawierał cukier oraz jakąś przyprawę, każda z kulek uzyskała misterną brązową czapeczkę. Nie wspomniałem – a konsystencja ich była 40 i 4, tzn. taka miękko-żelowo-gluciasta, czyli dokładnie taka, jak na zdjęciu. Konsumpcja odbyła się konwencjonalnie – przez aparat gębowy. Doznania smakowe – proszek ma intensywny smak, kulasy mają intensywny brak smaku. Można by rzec, że nawet bardzo intensywny. Co się stało z kulasami? Witają się ze śmieciarką. Nie dałem rady, nawet ja. Wciąż na mnie czekają w zamrażarce zielone lody o niezidentyfikowanym smaku, które dość opornie wchodzą. Powszechnie wiadomo, że jestem „pies na lody”, ale z tymi mam problem.

 

kulki_3

 

Nie chciałbym pozostawiać mylnego wrażenia, że kulasy są w swojej ogólności złe. Są takie kulki, tym razem czarne, które na zewnątrz są ciągnące i „mączaste”, a w środku truflowo-czekoladowe. Całkiem przyjemne. Moja-lepsza-połówka mówi, że te kulki są najlepsze i najpyszniejsze. Chociaż ja mam wrażenie, że może jeszcze nie wszystkich kulek próbowała i sądzę, że zbiór kulek, których nie próbowała, a które mogą być nawet lepsze, od tych, które próbowała jest niezerowy i zawiera się pomiędzy 5 a 100. Ale wiem, że damy radę z tymi i każdymi, które się pojawią.

 

PS Proszek miał intensywny smak, taki dziwny. Jakby korzenny… Hmmm, a może należało go spalić? A kulki to były tylko po to, żeby po paleniu proszku mieć jakiś temat do rozmów o pochodzeniu wszechświata i kosmogonii transparentnych struktur. K poddierzeniju razgovora…
Pong

Pong

Bardzo zapracowany naukowiec bez chwili dla siebie. Ma tak mało czasu, że raczej nie spotkasz go na blogu. Zapalony fotograf, autor zdecydowanej większości zamieszczonych tutaj zdjęć. Jego główne hobby to kolekcjonowanie kabli, hobby poboczne to prostowanie światopoglądów innych ludzi. Marzy o emeryturze w wieku 40 lat i spokojnym życiu gdzieś na włoskim wybrzeżu. Lubi podróże i gotowanie. Nie ma takiej potrawy, której by nie spróbował, dżdżownic po chińsku nie wyłączając.

Napisz komentarz

Strona korzysta z plików cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Polityka prywatności.

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close