NSC_0001

Kanamara Matsuri, święto płodności

W czasie gdy katolicy świętowali Wielkanoc, w Kawasaki w świątyni Kanayama odbywał się festiwal ku czci Stalowego Fallusa, czyli Kanamara Matsuri. Święto, które według legendy upamiętnia obłaskawienie zębatego demona mieszkającego w łonie pewnej niewiasty i odgryzającego przyrodzenia jej kochankom, z czasem przerodziło się w lokalną atrakcję przyciągającą tłumy zagranicznych turystów oraz mniejszości seksualne, pomagającą propagować bezpieczny seks oraz zbierać fundusze na walkę z AIDS.

Jak to się wszystko zaczęło

Legenda głosi, że zębaty demon zamieszkał w pochwie pewnej pięknej dziewczyny i pozbawił przyrodzenia jej mężów podczas nocy poślubnej. Zrozpaczona dziewczyna poprosiła o pomoc miejscowego kowala, a ten wykuł dla niej stalowego penisa, na którym demon połamał sobie zęby. Na pamiątkę tamtego wydarzenia, w świątyni Kanayama czci się właśnie stalowego fallusa. W przeszłości miejscowe prostytutki przychodziły do świątyni modlić się o ochronę przed chorobami przenoszonymi drogą płciową oraz przed niechcianą ciążą, obecnie natomiast ludzie modlą się o pomyślność w biznesie, harmonijne małżeństwo, miłość, potomstwo i szczęśliwe rozwiązanie. Sam festiwal Stalowego Fallusa obchodzony jest od 1977 roku i choć początkowo był raczej lokalną ciekawostką, stał się obecnie wielką atrakcją turystyczną.

Festiwal Kanamara Matsuri

Podczas Kanamara Matsuri większość odwiedzających świątynię przychodzi się bawić, atmosfera nie jest w żadnym stopniu doniosła, widać, że zarówno turyści, jak i sami Japończycy idący w fallusowej procesji bawią się całkiem nieźle, a wyglupiając się przed kamerami, robią zwykłe show.

Podczas festiwalu przy świątyni rozkładają się stragany, w których można nabyć lizaki, ciastka, świeczki, warzywa czy okulary z nosem w kształcie penisa. Stragany są jedną z główych atrakcji festiwalu, a słodycze wyprzedają się już przed południem.

Ale najważniejszym punktem festiwalu jest procesja, która wyrusza spod świątyni o godzinie 12 w południe i przez półtorej godziny przemieszcza się ulicami miasta, aby następnie uroczyście powrócić do świątyni. Procesja jest nietypowa, ponieważ uczestnicy procesji na ogromnych platformach niosą wielkie penisy. Każdy z nich jest czymś w rodzaju przenośnej „świątyni” i ma swoją nazwę – np. „The Kanamara Fune Mikoshi”, której konstrukcja przypomina łódkę (fune = łódka), czy „Elizabeth Mikoshi” – największy w pochodzie, różowy penis, który rzekomo przedstawia legendarnego żelaznego fallusa, na którym demon połamał sobie zęby. Bardzo często platformy niosą transwestyci, którzy tłumnie zjeżdzają na festiwal.

Mimo że na festiwalu panuje swobodna atmosfera zabawy, to wcale nie jest tak, że Japończycy w sferze seksu są szczególnie otwarci czy wyluzowani. Co prawda w Japonii pojęcie grzechu jest nieznane, a dziewictwo, w przeciwieństwie do religii monoteistycznych nie jest „uświęcone”, to jednak sytuacja mniejszości seksualnych nadal nie jest uregulowana, brakuje ustawy o dyskryminacji ze względu na orientację seksualną, a przepisy dotyczące „obrazy moralności” w praktyce umożliwiły wprowadzenie cenzury. Na przykład bijący rekordy popularności i rzekomo skandaliczny film o 50 twarzach Greya, w Japonii (w kinie!!!) był pocięty i w niektórych scenach rozpikselowany do tego stopnia, że moim zdaniem można go było spokojnie obejrzeć z dziećmi bez żadnych obaw o ich ewentualną demoralizację.

Chwila dla zrzędy

Popularność festiwalu działa poniekąd na jego niekorzyść, bo jeśli chcesz przyjść na festiwal i zwyczajnie obejrzeć przygotowane na tę okazję różne pokazy, to masz raczej niewielkie szanse na to, że uda ci się przebić przez tłum domorosłych „paparazzi”. O ile nie jestem wielką fanką tłumów, o czym nie raz już wspominałam na tym blogu, to już tłumu turystów, którym się wydaje, że są profesjonalnymi fotografami reportażowymi, bo zainwestowali w lustrzankę, po prostu nie znoszę. Dla mnie jest oczywiste, że każdy chce mieć zdjęcie z wycieczki czy ciekawego wydarzenia – my sami nie jesteśmy tu żadnym wyjątkiem – ale ludzie, którzy blokują wejście do świątyni na czterdzieści minut lub więcej, robiąc po pięćset identycznych ujęć jednej rzeczy (bo „potem się coś wybierze”), a tym samym uniemożliwiając innym choćby zerknięcie do środka, czy ci, którzy rozkładają się ze statywem na środku wąskiej i niewyobrażalnie zatłoczonej alejki, nie budzą we mnie ani odrobiny sympatii. Ja wiem, że dobre ujęcie się samo nie zrobi, ale błagam, nie bądźmy egoistami! Ten problem doczekał się zresztą reakcji niektórych japońskich świątyń, w których już nie można w ogóle robić zdjęć. Wielkie dzięki ludzie!

Nie wspomnę już o największej „atrakcji” festiwalu, czyli niewielkiej budce, w której stało stalowe kowadło z fallusem, gdzie roznegliżowane kobiety dla zabawy robiły sobie zdjęcia w wyuzdanych pozach. Wejścia do budki z obu stron byly obstawione mężczyznami w średnim wieku (a każdy z nich miał ze sobą budzący respekt sprzęt fotograficzny), którzy pilnowali swoich strategicznych pozycji oraz tego, aby nikt oprócz nich niczego nie zobaczył. Ok, rozumiem, że ci mężczyźni nie przyszli do świątyni modlić się o szczęśliwe rozwiązanie, ale to zwierzęce szaleństwo na widok kawałka nagiego ciała było cokolwiek zaskakujące. Serio panowie, nigdy wcześniej nie mieliście okazji zobaczyć kobiety w krótkiej spódniczce?!

Osobną grupą, która zasłużyła sobie na okolicznościową „wspominkę”, to zagraniczni turyści, którzy wyraźnie podpici obsiedli wszystkie murki, schodki i wszelkie podwyższenia, z których głośno i niewybrednie komentowali festiwal, ludzi, tańce – ogólem wszystko na co spojrzeli. Owszem, Japończycy być może nie rozumieją wszystkiego po angielsku, ale taka swoboda komentowania na festiwalu, na którym, bądź co bądź, większość stanowili cudzoziemcy, trochę mnie zaskoczyła.

Gdzie i kiedy i jechać

Festiwal odbywa się w każdą pierwszą niedzielę kwietnia w świątyni Kanayama w Kawasaki. Najbliższa stacja to Kawaski Daishi.

Ciekawostki

  • Koncept „zębatej pochwy” (łac. vagina dentata) jest znany w wielu kulturach, m.in. u ludów tubylczych Ameryki Północnej czy Indiach.
  • W różnych kulturach obchody świąt płodności zbiegały się najczęściej z celebrowaniem zakończenia zimy i nadejścia wiosny. W czasach przedchrześcijańskich cała słowiańszczyzna świętowała nadejście wiosny, która symbolizowała (i nadal symbolizuje) nowe życie oraz płodność. Dla przykładu nasz wielkanocny Śmigus-Dyngus to pozostałość po prasłowiańskim święcie płodności i oczyszczenia. Zanim Lany Poniedziałek włączono do uroczystości wielkanocnych, był uważany za grzeszne święto.
Maika

Maika

Głównodowodząca na tym blogu. Na emigracji od 15 lat, z czego 11 spędziła w Holandii. Uwielbia porządek, podróże, poznawanie nowych kultur i ludzi. Fanka wordpressa. Z wykształcenia specjalistka zarządzania innowacjami, ale nigdy nie pracowała w zawodzie. Zawodowo zajmowała się m.in. tworzeniem oraz pozycjonowaniem stron internetowych. Aktualnie uczy się japońskiego, a w wolnym czasie robi zdjęcia, pisze, oraz snuje ambitne plany zostania milionerką. :)

10 myśli na temat “Kanamara Matsuri, święto płodności

  1. Hmm dziwne święto;) Bardzo ciekawie to opisałaś, z przyjemności dowiaduję się o rzeczach zupełnie mi nie znanych. Też nie znoszę tych „super fotografów”…, ale Japończycy z kolei doprowadzają mnie do szału, bo razem z Niemcami są najbardziej włażącymi w obiektyw ludźmi.

    1. Dziękuję i cieszę się, że się podobało :) Z Niemcami włażącymi w obiektyw doświadczeń nie mam, ale to o Japończykach mogę potwierdzić, wejdą w każde ujęcie :)

      1. ooops… A nam sie wydawalo, ze w porownaniu z zeszlym rokiem, w tym roku bylo raczej pusto. A dziadkowie z lustrzankami zawsze sie pchaja, bez wzgledu na okazje.
        Kurcze, musze w koncu wrzucic moj wpis, bo jak dluzej odwleke, to bede musiala czekac na przyszly rok.

        1. W zeszłym roku przegapiliśmy, bo z jakiegoś powodu nam się wydawało, że to się odbywa w drugą niedzielę kwietnia. W tym roku też nam się tak wydawało, ale na szczęście sprawdziliśmy kilka godzin przed. Lało, ale zebraliśmy się, bo w przyszłym roku możemy już nie mieć okazji. A Twoje wrażenia bardzo chętnie poczytam, blog już dodany do obserwowanych 😉

Napisz komentarz

Strona korzysta z plików cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Polityka prywatności.

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close