Kioto

Jesteśmy w Kioto!

To nie będzie wpis o zwiedzaniu Kioto. To nie jest nasza pierwsza wizyta w tym mieście, więc tym razem nie musieliśmy się zrywać skoro świt, pędzić na wypchany po dach autobus, ani wyrabiać turystycznej normy. Najważniejsze zabytki Kioto zwiedziliśmy już podwójnie, widzieliśmy gejsze,  mierzyliśmy kimona, braliśmy udział w ceremonii herbaty, podziwialiśmy kwitnące wiśnie. Dlatego tym razem przyjechaliśmy tu bez planu, bez pomysłu, z góry przyjętym mało ambitnym założeniem, że nie będziemy tu robić kompletnie nic i że coś „się (może) wymyśli na miejscu”.

NSC_1895
Tych osobników przedstawiać chyba nie trzeba.

Gdy już ulokowaliśmy się w miniaturowym pokoju hotelowym, w którym metraż na głowę jest mniejszy niż ten, którym cieszą się więźniowie w Polsce (przy czym oni za swoją miejscówkę nie płacą), wybraliśmy się do świątyni Fushimi Inari, która słynie z korytarzy zrobionych z bram torii. Jeśli widzieliście kiedyś film „Wyznania gejszy”, to pewnie kojarzycie scenę, w której Chiyo biegnie pomarańczowym korytarzem, aby złożyć bóstwom ofiarę. Jest to jedna z nielicznych scen faktycznie nakręconych w Japonii, cała reszta w większości powstała w amerykańskim studio, ponieważ dzisiejsze Kioto jest zbyt nowoczesne i nie nadaje się do kręcenia filmów historycznych. W świątyni Fushimi Inari byliśmy wcześniej (dwa razy nawet), a więc nie wiem i kompletnie nie potrafię wyjaśnić, po co poszliśmy tam po raz trzeci.

Wieczorem tego samego dnia, po darmowych welcome drinkach w hotelu, poszliśmy szukać świetlików. Świetlików nie znaleźliśmy, bo w całym Kioto są może ze cztery i najwyraźniej już się odnalazły i dobrały w pary. Dlatego gdybyście w swoim hotelu zobaczyli kiedyś mapę z zaznaczonym punktami do obserwacji świetlików, i gdyby tak się złożyło, że wszystkie te punkty są w środku miasta, przy ruchliwych ulicach czy zatłoczonych alejkach, to możecie spokojnie zapomnieć o świetlikach i od razu iść na piwo. My odkryliśmy tę ważną prawdę o jakieś dwie godziny za późno.

W Kioto zdecydowanie nie brakuje barów, ale te najbardziej reprezentacyjne, z tarasami, z których można obserwować rzekę, doliczają opłatę za wstęp – w jednym przypadku opłata wynosiła 1000 jenów od osoby, mimo że miejsc na tarasie już nie było i zaoferowano nam miejsca przy śmierdzącym, zadymionym barze. Byliśmy trochę zdesperowani, ale jednak nie aż tak 😉 Hiszpański tapas bar gdzieś niedaleko Gion (stara dzielnica rozrywki, w której zachowała się tradycyjna zabudowa) całkowicie spełniał nasze oczekiwania, a więc pierwszą noc w Kioto, choć niepozbawioną przykrych niespodzianek w postaci bliskiego spotkania z metalową zagrodą na skuter, które skończyło się paroma siniakami, zaliczamy do udanych.

Warto tu wspomnieć, że o bliskie spotkania z różnymi obiektami – głównie rozpędzonymi rowerzystami – w Kioto jest niezwykłe łatwo. W tym momencie przypomina mi się jakże ważna scena z „kultowej” książki i filmu „50 twarzy Greya” 😉 Jeśli są tu jakieś fanki wielkiej miłości Christiana i Any, które marzą o księciu, który je uratuje przed rozpędzonym rowerem –  Kioto jest wymarzonym miejscem dla was! W ogóle jakimś pomysłem byłoby promowanie miasta tą sceną z filmu:

Powyższa scena nie oddaje oczywiście całości dramatu, bo nie widzimy tu zbliżenia na twarze bohaterów, szoku i przerażenia na twarzy Any, czy strachu o życie ukochanej malującego się na twarzy Christiana, nie słyszymy jego rozpaczliwych pytań czy wszystko z nią w porządku, ani jej zapewnień, że owszem żyje i ma się całkiem nieźle, wypowiadanych cichym i niepewnym głosem. No dobra, to tyle jeśli chodzi o dziełko z Hollywoodu, wracamy do Kioto.

Czas powiedzieć jedną rzecz głośno. Japończycy bardzo kiepsko radzą sobie z jazdą na rowerze, bo coś takiego jak organizacja ruchu, ocena prędkości i odległości do pieszego, co nieco ich przerasta, a już mieszkańcy Kioto w dyscyplinie nieumiejętnej jazdy na rowerze, są bezkonkurencyjni. Dla ich bezpieczeństwa, oraz bezpieczeństwa tych wszystkich, którzy przemieszczają się chodnikiem na dwóch nogach, wszystkie rowery w Kioto powinny zostać znacjonalizowane. Sorry japoński narodzie, ale o jeździe na rowerze nie masz bladego pojęcia!

Oprócz rozpędzonych i niepanujących nad swoimi jednośladami kamikaze, Kioto zna jeszcze parę innych sposobów, aby uprzykrzyć ci życie. Pierwszym i najskuteczniejszym z nich jest transport publiczny. Dwie linie zwykłego metra i kilka dodatkowych linii kolejowych, które nie dojeżdżają niemal pod żadne turystyczne obiekty,  do tego obsługiwane przez stare składy , które nieśpiesznie pokonują kolejne odcinki trasy, aby następnie wypluć podróżnych na stacji, na której będzie jedna winda (albo wcale), schody ruchome jadące tylko do góry (albo wcale), do których kolejka chętnych zablokuje swoją masą cały peron, uniemożliwiając czasem wyjście z pociągu. Jest jeszcze sieć autobusów, których staramy się unikać, po tym jak w Złotym Tygodniu nie udało nam się do żadnego wsiąść, bo się po prostu nie zatrzymywały na przystankach – były wypchane po brzegi. Ale za to w korkach zatrzymywały się bardzo chętnie. Ludzie na stacjach i przystankach się przepychają i są wyraźnie bardziej zniecierpliwieni niż Tokijczycy. Po części ich rozumiem – tłumy turystów, którzy wiecznie tarasują przejście, bo nie wiedzą w którą stronę mają pójść, mogą denerwować. Natomiast ludzie pracujący w usługach są bardzo mili, uśmiechnięci i mówią po angielsku więcej i chętniej niż Tokijczycy.

W Kioto, w przeciwieństwie do rozproszonego Tokio, jest jeden punkt miasta, w którym ludzie się chętnie zbierają. Nie jest to jak w miastach europejskich centrum – w Kioto serce miasta bije wzdłuż ulicy Shijo i mostu o tej samej nazwie. Ludzie przechadzają się bez sensu wzdłuż sklepowych ulic w tę i z powrotem, środkiem jeżdżą samochody i autobusy, jest głośno, a w weekendy niewyobrażalnie tłoczno. Znowu będzie, że narzekam i psuję ludziom święta, ale jednak muszę to napisać – ulica Shijo wcale nie jest fajna. Przyznaję, że ulice pod arkadami mają swój niezaprzeczalny urok, ale dla mnie takie łażenie wzdłuż sklepowych wystaw, to po prostu najnudniejsza rzecz pod słońcem, najgorsza kara, piekło z gatunku „ludzie ludziom…”. Tak, wiem, że przesadzam.

shijo-dori
Ulica Shijo. Tu w poniedziałkowe, deszczowe popołudnie.

Nie wiem czy pisałam kiedyś jak wyglądają mapy na ulicach miast w Japonii. Warto wiedzieć, że tu góra mapy nie zawsze wskazuje na północ. Mapy w Japonii ja nazywam „idiotenmapami”, bo stojąc przodem do mapy wszystko co zobaczymy po lewej stronie mapy, znajduje się po naszej lewej stronie, a wszystko co zobaczymy po prawej stronie, jest po naszej prawej, czy po tej „drugiej lewej”, jeśli ktoś woli 😀 . Wszystkim czytającym mapy automatycznie i zakładającym, że góra mapy = północ, mogę życzyć jedynie miłego zwiedzania miejsc, do których wcale się nie wybieracie.

map

 

A teraz jasne punkty programu. JE-DZE-NIEEEE! Jest pyszne!!! Przepraszam, że tyle tu wykrzykników, ale to dla mnie emocjonalny temat.

 

NSC_2092

 

NSC_2097
 

Poza jedzeniem, w Kioto znajdują się najpiękniejsze ogrody w Japonii –  sporo z nich jest częścią kompleksów świątynnych, są zadbane, ciche, niektóre bardzo stare. Do jednego z takich ogrodów trafiliśmy zupełnym przypadkiem (Shōren-in, był po drodze) i byliśmy zaskoczeni jak niewiele osób było w środku. Świątynia Shōren-in składa się z kilku drewnianych pawilonów, które można zwiedzić, lub po prostu rozłożyć się na tatami, posiedzieć czy poleżeć, zebrać siły czy na przykład porozmyślać o jedzeniu . Można też zrobić sobie zdjęcie w pozie pt. „Frasują mnie problemy świata”. Ta poza znana jest również pod nazwą „Z poważną miną wyglądam o wiele inteligentniej” 😀

 

_DSC7140

 

Innym ogrodem, który odwiedzamy za każdym razem, gdy jesteśmy w Kioto, to ogród Shinen przyklejony do świątyni Heian Jingu. Jest bardzo ładny, ale ze względu na bliskość świątyni, która jest obowiązkowym punktem każdej wycieczki, sam ogród bywa dość zatłoczony. Aktualnie kwitną w nim irysy.

 

NSC_2061

 

Z naszych wiadomości z Kioto na razie to tyle, spodziewajcie się więcej niedługo, bo zostajemy tu jeszcze przez chwilę. Szykujemy też dla Was konkurs z nagrodami, szczegóły niebawem! :)

Maika

Maika

Głównodowodząca na tym blogu. Na emigracji od 15 lat, z czego 11 spędziła w Holandii. Uwielbia porządek, podróże, poznawanie nowych kultur i ludzi. Fanka wordpressa. Z wykształcenia specjalistka zarządzania innowacjami, ale nigdy nie pracowała w zawodzie. Zawodowo zajmowała się m.in. tworzeniem oraz pozycjonowaniem stron internetowych. Aktualnie uczy się japońskiego, a w wolnym czasie robi zdjęcia, pisze, oraz snuje ambitne plany zostania milionerką. :)

8 myśli na temat “Jesteśmy w Kioto!

  1. Jejku zastanawiam się jak nie zginąć w takim mieście? Z moją orientacją, może po tygodniu trafiłabym do miejsca zamieszkania;) Mięsko wygląda bardzo apetycznie, a te pociągi są po prostu…odlotowe! Chciałbym się kiedyś takim przejechać:)
    We Wrocławiu mamy w Parku Szczytnickim, Ogród Japoński, pewnie jest to tylko namiastka, ale i tak jest śliczny.
    Pozdrawiam:)

    1. Nie jest trudno poruszać się po Kioto, to nie jest jakieś wielkie miasto, a poza tym układ ulic przypomina szachownicę, co bardzo ułatwia sprawę. Tokio jest pod tym względem o wiele bardziej skomplikowane 😉 W ogrodzie japońskim we Wrocławiu byłam kiedyś i zgadzam się, że jest śliczny.

  2. Fajnie poczytać. Czytam teraz o Kioto i Tokio wszystko. Pobyt i loty już zarezerwowane. Najpierw Kioto 4 dni później tydzień w Tokio.
    Zastanawiam się nad zwiedzaniem Kioto rowerem czy nie będzie problemu z zestawieniem rowerów np przy zwiedzaniu, czy restauracji?
    Pałace cesarskie wymagają wstępnej rejestracji, nie ma jednak wstępu do budynków. Czy warto się zapisać, czy w tym czasie zobaczyć inne miejsca?

    1. Myślę, że nie powinno być problemu z rowerem w Kioto, w końcu mnóstwo turystów decyduje się na rower. Faktycznie do pałacu nie można wchodzić. Myślę, że warto się zapisać i zobaczyć, nam się podobało, ale wszystko zależy co się chce w Kioto zobaczyć, bo tam naprawdę jest co zwiedzać i 4 dni mogą nie wystarczyć zobaczenie wszystkiego.

Odpowiedz na „MaikaAnuluj pisanie odpowiedzi

Strona korzysta z plików cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Polityka prywatności.

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close