Japonia – reaktywacja

Po miesiącu intensywnych rozmów z dziekanem, rektorem i połową uniwersytetu (co samo w sobie spowodowało, że nagle dużo osób zaczęło mnie rozpoznawać), połączonych z intensywną papierową batalią o szybkie wydanie wizy, dostalismy zielone światło i przyjechaliśmy do Japonii ponownie. Tym razem podróż była koszmarna, gdyż lecieliśmy znowu przez Seul. Problem polega na tym, że przesiadka zajęła nam 8 godzin. Tutaj wielkie podziękowania dla Jacqueline, która zarezerwowała nam bilety w klasie busisnes. W miarę wygodny fotel w cichej poczekalni, na którym udało nam się kilka godzin przekimać, uratował nam życie, a całkiem przyjemna kolacja w samolocie z przyzwoitym winem poprawiła nam nastrój. Innymi słowy – jesteśmy z powrotem.
Od razu zaczęło się intensywnie – z walizkami wciąż w bagażniku samochodu, pojechaliśmy oglądać ostatni wieczór kwitnących wiśni – w sobotę (jutro) zaczną opadać. Po ciemku udało się zrobić kilka zdjęć. kwitnące wiśnie to dla Japończyka świętość – ludzie zbierają się w parkach, siadają pod kwitnącymi drzewami i urządzają sobie pikniki.
Sakura
Sakura
Nie odpuściliśmy sobie również kolacji w naszej ulubionej restauracji – nie sądziłem, że tyle jedzenia może się w człowieku (mnie) zmieścić.
Ćwiczenia przeciwpożarowe
Ćwiczenia przeciwpożarowe
Gdy ponad siły zmęczeni dotarliśmy do naszego mieszkania, okazało się, że nie dane nam będzie pospac – o 9:30 czekały nas ćwiczenia przeciwpożarowe, połączone z odpalaniem gaśnic, rozwijaniem węży i wszystkich innych przyjemności tego typu. No dobra, staliśmy z boku i poznawaliśmy dwie blade twarze – Włocha i Niemkę. Włoch nawet wiedział, gdzie znajduje się Enschede, bo był tam kilka razy w odwiedzinach u dziewczyny. Swiat jest mały…
Pong

Pong

Bardzo zapracowany naukowiec bez chwili dla siebie. Ma tak mało czasu, że raczej nie spotkasz go na blogu. Zapalony fotograf, autor zdecydowanej większości zamieszczonych tutaj zdjęć. Jego główne hobby to kolekcjonowanie kabli, hobby poboczne to prostowanie światopoglądów innych ludzi. Marzy o emeryturze w wieku 40 lat i spokojnym życiu gdzieś na włoskim wybrzeżu. Lubi podróże i gotowanie. Nie ma takiej potrawy, której by nie spróbował, dżdżownic po chińsku nie wyłączając.

Napisz komentarz

Strona korzysta z plików cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Polityka prywatności.

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close