mieszkanie w tokio

Jak znaleźć mieszkanie w Tokio

Nadszedł ten dzień, w którym musimy wynieść się z naszego mieszkania. Teraz ckliwie spoglądamy na każdy centymetr naszych byłych prawie 90m2 i już wiemy, że dobrze to już było, odeszło i prędko nie wróci. W Rio olimpiada, a my mamy nasz własny maraton po mieszkaniach na wynajem, który najczęściej kończy się tym, że po powrocie do domu płaczemy nad butelką wina. Chociaż zdarzały się i takie mieszkania, nad którymi płakalismy już tam na miejscu. No jak można, no jak?! Japonio, lubię cię, ale dlaczego niemal wszystkie mieszkania mają brązowawe albo żółtawe tapety, brązowe drzwi, burozielone zasłony i szafki kuchenne jak wyjęte wprost z polskiego socrealu? I dlaczego to wszystko kosztuje jakby było co najmniej nowojorskim penthousem?

Jeśli myślicie o przyjeździe do Japonii, znalezieniu tu pracy i wynajęciu mieszkania, to ten wpis jest dla was. O pracy już co nieco pisałam, teraz czas na mieszkania. Sytuacja mieszkaniowa zależy głównie od tego czy przyjeżdża się tu na studia, kontrakt czy na własną rękę. Jeśli na kontrakt, to najczęściej dostaje się jakiś budżet i kontakt do agenta, z którym pracodawca współpracuje, następnie wybiera się sobie to, co się najbardziej podoba, i tyle. Mieszkania „kontraktowe” są wielkie, nowe, czyste, jasne, ładne i najczęściej z widokiem, czyli zupełnie odwrotnie do mieszkań studenckich, które są małe, średnio czyste, średnio ładne, a i widok najczęściej też jest średni. Do listy wad mieszkań studenckich można dopisać jeszcze to, że trudno je dostać, długo się na nie czeka i można w nich mieszkać nie dłużej niż 3 lata. Ale przynajmniej są tanie.

Można też szukać czegoś na własną rękę, ale tu właśnie wkraczamy na grząski grunt. Na własną rękę teoretycznie można wynająć wszystko, co się chce, bo teoretycznie jedyne ograniczenie to budżet, ale Japonia nie byłaby sobą, gdyby nie było tu miliona wymagań, komplikacji i absurdów. Przede wszystkim mieszkania są bardzo drogie (piszę o Tokio, nie orientuję się jak to wygląda w reszcie kraju), wymagane są ogromne przedpłaty, w większości wypadków bezzwrotne, a  jakość dostępnych mieszkań to czasem materiał na film grozy.

Ale, żeby tak zupełnie was nie zniechęcać i nie obdzielać żółcią i goryczą, których ewidentnie mam w nadmiarze, zacznijmy od najłatwiejszej opcji – wynajmujesz sobie pokój w „shared house”, czyli w jakimś domu, w którym dzielisz kuchnię i łazienkę z innymi mieszkańcami,  czasem dzielisz nawet pokój. Shared houses są bardzo popularne wśród młodych ludzi, zwłaszcza tych, którzy dopiero tu przyjechali i próbują szczęścia. Najtańsze pokoje kosztują już od 1,400 jenów za dobę, i z tego co mi wiadomo nikt nie pyta o wizy czy zaświadczenia o zatrudnieniu. Najpopularniejsze miejsca to Sakura House, Tokyo Sharehouse czy Borderless House.

Co jednak w sytuacji gdy nie chcesz z nikim dzielić mieszkania? Masz kilka opcji, wszystkie raczej drogie, a stosunek jakości do ceny w końcowym produkcie rzadko będzie optymalny.

Opcja nr 1

Idziesz do japońskiej agencji, która pośredniczy w wynajmie i na dzień dobry płacisz co najmniej potrójny czynsz – płacisz depozyt (najczęściej bezzwrotny), w wysokości co najmniej jednego miesięcznego czynszu, opłatę dla agencji za pośrednictwo (również w wysokości co najmniej miesięcznego czynszu), oraz japoński wynalazek,  który lepiej, żeby nie podbijał świata – kluczowe. Niespodzianka! Kluczowe jest również w wysokości miesięcznego czynszu. Zastanawiacie się pewnie, co to takiego to kluczowe – otóż jest to opłata dla właściciela, który życzliwie pozwala ci mieszkać w swoim mieszkaniu, mimo że przecież nie wynajmuje go charytatywnie. Wysokość opłat zależy od agencji, najczęściej będzie to trzykrotność czynszu, chociaż jedno z mieszkań, na które się natknęliśmy miało potrójny depozyt, podwójną opłatę do agencji, plus kluczowe – razem sześciokrotność miesięcznego czynszu! Aha! Jak już to wszystko zapłacicie, to nie zapomnijcie jeszcze zapłacić czynszu właściwego.

Całkiem sporo japońskich właścicieli nie życzy sobie zagranicznych najemców w swoich cennych mieszkaniach i jedyną opcją, aby coś wynająć jest znalezienie japońskiego gwaranta, który własnym honorem odpowiada za cudzoziemca i wszystkie szkody, które cudzoziemiec wyrządzi. Gwaranta można również finansowo obciążyć częściowymi kosztami wynajmu. W sytuacji cudzoziemców gwarantem bardzo często zostaje pracodawca.

Opcja nr 2

Drugą opcją są agencje półpaństwowe, np. UR Housing, które oferują mieszkania bez opłat dziękczynnych, kluczowych itd. Oczywiście trzeba im zapłacić podwójny depozyt oraz spełnić kilka warunków, aby można było w ogóle marzyć o mieszkaniu. Po pierwsze trzeba mieć wizę ważną na co najmniej rok, oraz pokazać zaświadczenie o wysokości opłaconych podatków za rok poprzedni, pokazać zaświadczenie o meldunku w gminie oraz zaświadczenie o zatrudnieniu. Czyli, żeby skorzystać z ich usług, nie tylko trzeba pracować w Japonii już co najmniej od roku, ale w momencie szukania mieszkania, trzeba mieć pracę, mieszkanie i adres na miejscu. My korzystamy z agencji UR ze względu na brak tych wszystkich szalonych opłat, ale niestety ta opcja nie będzie dostępna dla kogoś, kto do Japonii dopiero przyjechał.

Pewna uciążliwość związana z korzystaniem z japońskich agencji polega na tym, że są one zrejonizowane i nie mają centralnego katalogu mieszkań. Aby znaleźć mieszkanie przy stacji X, musisz odwiedzić agenta przy stacji X, a jeśli chcesz mieszkać przy stacji Y, to jedziesz do agenta przy stacji Y, i tak po kolei dla wszystkich liter alfabetu 😉 W ogóle lokalizacja mieszkania jest tutaj kryterium głównym i pierwsze pytanie, które zada ci agent będzie: przy której stacji chcesz mieszkać? Odpowiedź „wszystko jedno, byle w Tokio” to jest zła odpowiedź i nie przejdzie. Musisz podać stację, lub kilka stacji, przy czym w tym drugim wypadku spodziewaj się zdziwionych spojrzeń wysyłanych w twoim kierunku. Ten system jest nieco frustrujący, bo my szukamy przede wszystkim mieszkania, a nie mieszkania w określonej lokalizacji i nie przeszkadzałoby nam wcale, gdyby jakieś fajne znalazło się 3 stacje dalej od tych podanych agentowi. Ale niestety nigdy nie będzie nam dane dowiedzieć się o mieszkaniach spełniających nasze warunki poza wyznaczonym tererem poszukiwań, bo żaden agent nie myśli ani o jedną stację dalej.

Opcja nr 3

Dla cudzoziemców, którzy nie chcą przechodzić przez japońską biurokrację związaną z wynajmem mieszkania, powstały specjalne anglojęzyczne agencje, które zajmują się całą papierologią. Muszę pisać, że ceny ich usług sięgają stratosfery? W ogóle z usługami anglojęzycznymi w Japonii jest trochę jak z usługami ślubnymi w Polsce: jak tylko powiesz, że ta śliczna wiązanka to będzie do ślubu, to jej cena magicznie wzrasta 3 razy. Podobnie w Japonii ze wszystkim co będzie po angielsku i powstało, by … ekhm… ułatwiać życie cudzoziemcom (ale głównie tym, którzy dany biznes założyli).

Rodzaje mieszkań

W Japonii generalnie są trzy rodzaje mieszkań: mansion (), apāto () oraz domy jednorodzinne.

Mansion to zwykłe mieszkanie w najzwyklejszym betonowym budynku, co najmniej trzypiętrowym, z windą. W nowszych budynkach są często automatycznie otwierane szklane drzwi i lobby. Apāto natomiast to najczęściej mieszkanie w dwupiętrowym, dość prowizorycznie wyglądającym budynku, przeważnie zbudowanym z drewna i metalu. Mieszkania w apāto są niewielkie i tańsze niż mansion – w Tokio za apāto trzeba zapłacić około 60 tys. jenów za miesiąc. Zarówno mansion i apāto mają kiepską izolację, chociaż apāto z racji konstrukcji ma znacznie gorszą, a więc głośne słuchanie muzyki, pranie czy nawet trzaskanie drzwiami w nocy, może się skończyć otrzymaniem pisemnego upomnienia. Z reguły ani w mansion ani w apāto nie wolno trzymać zwierząt.

Poniżej przykładowe mieszkanie apāto. Wszystkie zdjęcia pochodzą ze strony agenta nieruchomości wata-tochi.com.

A dom jednorodzinny, to dom jednorodzinny, jaki jest, każdy widzi 😀 . Dom jednorodzinny to typowy rodzaj mieszkania dla rodzin z dziećmi. Nie potrafię powiedzieć ile kosztuje wynajem takiego domu w Tokio, bo z pewnością nas na niego nie stać i nawet nie sprawdzaliśmy.

Jeśli chodzi o ceny, to najdrożej jest oczywiście w Tokio. Cena mieszkania zależy głównie od metrażu (w Japonii wielkość mieszkań podaje się w matach tatami, jedna mata tatami to około 1,6 m2 ), ale jest kilka dodatkowych czynników, które wpływają na cenę. Będzie to oczywiście dzielnica (powiedz mi, przy której stacji mieszkasz, a powiem ci kim jesteś 😉 ), odległość od stacji (im bliżej, tym drożej), stan mieszkania (im nowsze i czystsze, tym droższe), ogrzewanie podłogowe lub jego brak, balkon lub jego brak, a także widok z okna. Trudno podać zakres cenowy tych mieszkań, bo dwa mieszkania tej samej wielkości i w identycznym standardzie mogą kosztować różnie, w zależności od tego, przy jakiej stacji się znajdują. Można orientacyjnie przyjąć, że w Tokio ceny mieszkań typu mansion 1LDK (czyli sypialnia, kuchnia, salon z jadalnią), o powierzchni od 45 do 50 m2 zaczynają się od około 130 tys. jenów za miesiąc. Górnej granicy nie ma. I jest to oczywiście sam czynsz, do którego dochodzą opłaty za zużycie energii, wody itd.

Jak szukaliśmy mieszkania

Naszą przygodę z poszukiwaniem mieszkania zaczęliśmy w okolicach stacji Tatsumi – jeszcze Tokio, ale już klimat obrzeży wielkiego miasta. Skusiło nas dwupoziomowe mieszkanie w cenie 40-metrowego w „głównym” Tokio. To tutaj właśnie zaczęło do nas powolutku docierać, że z japońskimi architektami jest chyba coś nie tak… Jedyna sypialnia w mieszkaniu dwupoziomowym umożliwiała spanie wyłącznie na stojąco, bo na środku pokoju stał filar i za nic nie dałoby się tam wstawić łóżka. Do dziś się zastanawiam co architekt tej oryginalnej formy miał na myśli. Jak się później okazało, był to początek dłuższego cyklu pod tytułem: sypialnia za mała, albo tak nieustawna, że zapomnij o tym, że wciśniesz tam łóżko.

Drugie mieszkanie na tym samym osiedlu nie miało okna w sypialni, czyli żegnaj świeże powietrze, witaj smrodzie nigdy niewietrzonego pokoju. Blat w kuchni sięgał mi do połowy uda (a ja mam 165 cm wzrostu!), więc musiałabym gotować na siedząco, a mój mąż przy swoich 185 cm musiałby sobie chyba z Polski sprowadzić klęcznik. Nasz agent miał w zanadrzu jeszcze kilka adresów w tamtej okolicy, ale podziękowaliśmy mu ładnie i poszliśmy prosto do domu gapić się na okna i wysokie blaty oraz upić się z rozpaczy. Na marginesie tylko wspomnę, że samo osiedle też nie robiło szału. Nie żebyśmy mieli od razu fetysz na punkcie okolicy i widoku z okna, ale bożesztymój, jak tam było szaro, betonowo, smutno i brzydko :(

Generalnie odradzałabym mieszkanie na obrzeżach Tokio lub gdzieś pod Tokio. Oczywiście co kto lubi, będzie tam na pewno taniej, ale dojazd do pracy w Tokio i z powrotem, będzie wyglądał tak:

mieszkanie w Tokio
No dobra, tu jeszcze nie siadają na dachach, ale reszta się zgadza. Fot. źródło

W ramach ćwiczenia umysłu proponuję wyobrazić sobie jeszcze siaty z zakupami w rękach, bo supermarkety w Tokio to dobra rzadkie i mało kto ma coś takiego pod nosem.

Przejdźmy teraz do kwestii samych mieszkań. Mieszkania w Japonii są nieco lepsze niż te, które pamiętam z Holandii, bo mają podłogi i często jakieś zasłony w oknach. Miejsce na pralkę jest wydzielone i najczęściej jest w łazience, czasem w jakimś schowku w okolicach kuchni, a czasem w ogóle na zewnątrz. Tak – na zewnątrz budynku. I jeśli ma się pecha i mieszka się na parterze, to można w swoich pralkach od czasu do czasu znaleźć dary od przechodnów. Śmieci znaczy się. Ciekawostka: standardowe pralki w Japonii piorą tylko w zimnej wodzie, te z programami na ciepłą wodę są również dostępne, ale znacznie droższe. Ciekawa jestem jak się sprzedają, bo większość moich japońskich znajomych uważa, że te na zimną wodę są znacznie lepsze, bo mniej niszczą ubrania. Dodam jeszcze, że japońskie behemoty do prania zużywają  średnio powyżej 70 litrów wody na jedno pranie (mowa o nowoczesnych pralkach!). No co, kto bogatemu zabroni?

W mieszkaniach bardzo często jest jeden tradycyjny pokój z matami tatami, ale my takich mieszkań nie oglądamy, bo maty nie są wysoko na naszej liście życzeń. Mieszkania z tatami są zazwyczaj nieco tańsze. W mieszkaniach zazwyczaj są też wbudowane szafy, szafka na buty oraz przynajmniej jeden schowek. Łazienki niemal zawsze oprócz prysznica mają wanny, a z technicznych ułatwień wentylatory z kilkoma trybami, np. grzanie czy suszenie. W nowocześniejszych łazienkach wanny automatycznie utrzymują stałą temperaturę wody. Toalety typu washlet z podgrzewaną deską zdarzają się mniej więcej w połowie mieszkań, więc nie jest to chyba jeszcze standard. W kuchni nie uświadczysz piekarnika, jedynie małą szufladkę do pieczenia ryby (ja akurat opiekam w nich tosty 😉 ).

mieszkanie w Tokio
Jedno z mieszkań, nad którym się zastanawialiśmy. Odpadło bo okazało się, że gdy wstawimy łóżko do sypialni, to już nie otworzymy w niej drzwi.

Na koniec, żeby nie przedłużać i tak już długiego wpisu, napiszę jeszcze dokąd się wyprowadzamy. Po obejrzeniu kilkunastu mieszkań, zdecydowaliśmy się na przeprowadzkę do Tsukishimy, dzielnicy na wyspie – mamy ewidentną słabość do „wyspiarskiego” Tokio. Tsukishima jest jedną z moich ulubionych dzielnic i bardzo się cieszę, że udało nam się znaleźć mieszkanie właśnie tam. Już nie mogę się doczekać, kiedy będę mogła ją dla was opisać i sfotografować. Ale niestety nasze nowe mieszkanie nie jest tym wymarzonym, bo jest małe (45 m2 ) i zdecydowanie pamięta lepsze czasy. Będziemy musieli się teraz mocno wysilić, żeby je sensownie urządzić i ze wszystkim się pomieścić, co przynajmniej na początku nie powinno być szczególnie trudne, bo ze sprzętów mamy jedynie maszynę do kawy, a z mebli lampkę biurkową. Czyli zestaw pracoholika. Wszelkie pomysły i patenty na urządzanie mieszkania wielkości szafy, są mile widziane :)

mieszkanie w Tokio
Nasz nowy widok z okna.

Tymczasem żegnamy się powoli z Odaibą, którą wciąż lubimy, ale mieszkanie tutaj przypomina jednak mieszkanie w Kołobrzegu w szczycie sezonu. Odaiba jest praktycznie oblężona przez turystów, najbliższy supermarket jest 2 stacje stąd, okoliczne sklepy 24-godzinne nie nadążają z dostawami i właściwie przez większość czasu świecą gołymi półkami. Do tego niemal co chwilę jesteśmy uszczęśliwiani koncertami czy festiwalami np. japońskiego popu (scena pod samym balkonem!), a w nocy wysłuchujemy ryku motorów, bo motocykliści z całego Tokio ukochali sobie Odaibę najbardziej. Żegnaj więc Odaibo, coś nam mówi, że nie będziemy tęsknić.

Maika

Maika

Głównodowodząca na tym blogu. Na emigracji od 15 lat, z czego 11 spędziła w Holandii. Uwielbia porządek, podróże, poznawanie nowych kultur i ludzi. Fanka wordpressa. Z wykształcenia specjalistka zarządzania innowacjami, ale nigdy nie pracowała w zawodzie. Zawodowo zajmowała się m.in. tworzeniem oraz pozycjonowaniem stron internetowych. Aktualnie uczy się japońskiego, a w wolnym czasie robi zdjęcia, pisze, oraz snuje ambitne plany zostania milionerką. :)

17 myśli na temat “Jak znaleźć mieszkanie w Tokio

  1. Hahaha, moje gratulacje! :) Rozumiem, że teraz monjayaki na kolację raz w tygodniu? 😉
    Jeśli parapetówka będzie przed 22 września, to z przyjemnością oglądnę na żywo 😉

    1. Zobaczymy jak szybko nam się przeje :) Ale to najbliższy odpowiednik hiroszimskich okonomiyaki, który udało nam się znaleźć w Tokio, więc nie jest źle… Z parapetówką pewnie się nie wyrobimy tak szybko, ale zapraszamy na ogląd (i piwo) :) Urzędujemy pod nowym adresem od 12 września.

  2. Wow! Cieszę się, że ktoś wreszcie napisał tak obszerny artykuł! A z ciekawości chciałbym dopytać: jak wygląda kwestia wynajmu pokoju w mieszkaniu, ale nie w przybytkach typu sharehouse itp., tylko w normalnym mieszkaniu, gdzie mieszka już sobie Japończyk? Czy istnieją jakieś strony internetowe, na których można znaleźć ogłoszenia typu „szukam współlokatora”, czy zawsze współlokatora do mieszkania poszukuje jego właściciel? Czy w takich sytuacjach są duże problemy z byciem gaijinem, czy raczej osoba, której właściciel dorzuci kogoś do mieszkania „nie ma nic do gadania”? Z góry dziękuję za odpowiedź!

    1. Szczerze mówiąc nigdy nie widziałam takiego ogłoszenia, ani nie znam nikogo kto by wynajmował pokój u kogoś. Wiedząc co nieco jak wyglądają mieszkania w Tokio, oraz ile kosztują, myślę, że nikt nie wynajmuje większego mieszkania niż potrzebuje. Ale mogę się mylić.

    2. ja wynajelam mieszkanie bedac w Warszawie w ba rdzo przyzwoitej dzielicy ,wlascicielka pokazala w interrnecie swoje mieszkanie i cene w zotowkach cala transakcje zrobilam w interrnecie ,niewielka kaucja zwrot nastapil na moje konto gdy opuscilam mieszkanie ,mieszkanie bylo dokladnie takie jak ogladalam b dostalam dokladne rozpiski jak dostac sie z centralnego dworca kolejowegio w Tokyo, rysuuuunek jak trafic ze stacji kolejki do bloku w ktorym wynajelam miieszkanie, i jakie sklepy ,markety sa w poblizu , wszystko okazalo sie prawda a ja szczesliwa sciagnelam fantastyczna aplikacje natelefon ,rozklad jazdy , zabytki .muzea ect,, pozdrawiam mozna wynajac mieszkanie z ludzmi mieszkajacymi — studenci , mieszkania umeblowane w stylu europejskim i w takim mieszkalam mieszkanie kimatyzowane ,a wietrzylam zawsze wieczorem mialam internet i wifi kieszonkowe wiec bylam w kontakcie z rodzina i przyjaciolm

  3. Witam,

    Bardzo fajny artykuł, zresztą jak i cała strona. Można znaleźć dużo ciekawych informacji, nie tylko dla osób, które interesują się Japonią lub Tokio. Mam nadzieję, że autorka cały czas będzie dodawała nowe posty. Jeśli można mieć prośbę, to bardzo chciałbym aby znalazł się opis dzielnic Tokio. Bo w różnych źródłach jak szukałem to najczęściej jak są opisy dzielnic to zawierają one ciekawe miejsca, zabytki, restauracje itd, ale nie ma opisanego życia codziennego jak bezpieczeństwo, ceny np wynajmu mieszkań, dojazd do różnych innych miejsc etc. Było by to bardzo przydatne zwłaszcza dla osób, które planują wyjechać w najbliższym czasie do Tokio na dłuższy pobyt.

    Z góry dziękuję i życzę powodzenia w dalszym pisaniu

    Maciej

    1. Dziękuję i obiecuję częściej pisać :) Zauważyłam, że ostatnio jest ogromne zainetersowanie Japonią, także jako kierunkiem emigracji, więc postaram się zamieścić więcej praktycznych informacji. Pozdrawiam serdecznie :)

  4. Aż nie do uwierzenia, trochę to jednak dziwny kraj, ale być może dlatego tak intryguje. Powiem Ci szczerze, że w niektórych momentach się uśmiałam. Post bardzo ciekawy, lubię takie posty, bo naprawdę wiele można się z nich dowiedzieć. Pozdrawiam:)

    1. My wiemy :) Opuściliśmy się w pisaniu, jakoś zupełnie nie było czasu ostatnio. Obiecujemy poprawę. Tematów nam nie brakuje, kilka wpisów już się nawet pisze :) Z filmikami jest problem, bo mamy ograniczenia sprzętowe, ale nad tym też pracujemy 😀

Odpowiedz na „UltraAnuluj pisanie odpowiedzi

Strona korzysta z plików cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Polityka prywatności.

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close