Harajuku

Dziś w Tokio zatrzęsło. Mój mąż przeżył trzy trzęsienia ziemi, ja chyba jestem już naturalizowana, bo odczułam tylko jedno. Pierwsze (najsilniejsze) miało miesjce nad ranem, ja byłam jednak zbyt zmęczona i zaspana, żeby się tym przejąć (mąż podobno próbował mnie dobudzić). Rano były kolejne dwa trzęsienia, ale tylko jedno (moim zdaniem) było odczuwalne.
Dziś zwiedzaliśmy Harajuku, czyli ulubioną dzielnicę japońskich nastolatków. Jest tam pełno sklepów z ubraniami, butami, okularami i jeszcze więcej dziwacznie ubranych ludzi. Trafiliśmy też na spory sklep z prezerwatywami, gdzie można było kupić prezerwatywę z figurką pikachu. Na opakowaniu napisy byly w języku… uwaga! – polskim! Jak dotychczas to jedyny polski akcent w Japonii :-) W Harajuku zwiedziliśmy najbardziej czczoną tokijką świątynię – Meiji. Mieliśmy sporo szczęścia, udało nam się zrobić kilka zdjęć japońskiej młodej parze. Co prawda ochroniarz bardzo się starał, żebym nie miała zbyt ładnego ujęcia (przegonił mnie trzy razy), ale i tak się udało :-)
Para Młoda
Para Młoda
Po zwiedzaniu Harajuku (czyt. przedzieraniu się przez nieprawdopodobny tłum nastolatków) pojechaliśmy zobaczyć słynne (z powodu ogromnego tłoku) skrzyżowanie w dzielnicy Shibuya. Tłok jest nie do opisania, nawet zdjęcia nie oddają go w pełni. Chociaż normalnie dzikie tłumy wyzwalają we mnie żądzę mordu, to jednak zmuszona jestem to miejsce polecić – będąc w Tokio to skrzyżowanie po prostu trzeba zobaczyć!
Tłumy w Harajuku
Tłumy w Harajuku

 

Wieczorem deszcz zmusił nas do poszukania sobie rozrywki pod dachem, więc pojechaliśy do akwarium. Oprócz ryb i pingwinów, można tam również zobaczyć show z lwami morskimi i delfinami. Rozrywka chyba bardziej dla dzieci, ale nam się podobało i tak :-)

 

Akwarium to niestety nie była ostatnia nasza rozrywka dzisiejszego dnia. Tuż przed północą w naszym hotelu zawył alarm i usłyszeliśmy komunikat po japońsku. Musieliśmy się ewakuować. Wojtek złapał pieniądze i nienaładowany telefon, ja torebkę z przewdonikiem po Japonii i zbiegliśmy schodami na dół. Pod hotelem stało już wiele osób, niektórzy tylko w szlafrokach, a dzieci w piżamach. Po chwili przyjechała policja, służby medyczne, straż pożarna i dwóch detektywów… Widząc taką mała armię panów w mundurach myślelismy, że się pali, albo że ktoś kogoś zamordował. Jednak po około 20 minutach okazało się, że któryś z gości hotelowych wcisnął niechcący przycisk alarmu. Czyli koniec przedstawienia, windy ruszyły…
Maika

Maika

Głównodowodząca na tym blogu. Na emigracji od 15 lat, z czego 11 spędziła w Holandii. Uwielbia porządek, podróże, poznawanie nowych kultur i ludzi. Fanka wordpressa. Z wykształcenia specjalistka zarządzania innowacjami, ale nigdy nie pracowała w zawodzie. Zawodowo zajmowała się m.in. tworzeniem oraz pozycjonowaniem stron internetowych. Aktualnie uczy się japońskiego, a w wolnym czasie robi zdjęcia, pisze, oraz snuje ambitne plany zostania milionerką. :)

Napisz komentarz

Strona korzysta z plików cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Polityka prywatności.

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close