newmatsuri

Festiwal Mitama Matsuri

Tradycyjnie w połowie lipca w jednej z najważniejszych (i najbardziej kontrowersyjnych) tokijskich świątyń, czyli Yasukuni, obchodzi się festiwal Mitama Matsuri. Festiwal, który charakterem przypomina odpust czy dożynkowy festyn, poświęcony jest duchom zmarłych.

Nie jest dla mnie jasne czyim duchom konkretnie poświęcony jest ten festiwal. Niektóre źródła podają, że festiwal poświęcony jest duchom żołnierzy walczących za Japonię, inne natomiast mówią ogólnie o duchach przodków, stąd pewne moje zamieszanie. W trakcie festiwalu w świątyniach na terenie całego kraju odbywają się specjalne ceremonie, ale największy festiwal obchodzony jest na terenie tokijskiej świątyni Yasukuni. Świątynia Yasukuni jest poświęcona pamięci japońskich żołnierzy, w tym także tych, którzy są oficjalnie uznani za zbrodniarzy wojennych, co powoduje pewne napięcia w Azji, ilekroć premier Japonii lub ktokolwiek z rządu odwiedza tę świątynię.

Na festiwal tłumnie przybyła japońska młodzież, część wystrojona w odświętne yukaty. Tłum zaczynał się już przy wyjściu ze stacji metra i gęstniał z każdym metrem. Ponoć istnieje japońskie powiedzenie, którego niestety nie potrafię przytoczyć dokładnie, które brzmi mniej więcej: „tyle ludzi jak czarna góra”. Nie trzeba chyba tłumaczyć o co chodzi, poniżej zdjęcie warte więcej niż tysiąc słów :)

Mitama Matsuri

Przejście około 500 metrów w takim tłumie zajmuje około godziny . Za bramą torii znajduje się droga prowadząca do świątyni, na czas festiwalu udekorowana po obu stronach około 30 000 świecących lampionów. Wzdłuż drogi znajdowały się stoiska z tradycyjnymi japońskimi przekąskami (była też jedna budka z kebabem, ale udawajmy dla dobra sprawy, że jej tam nie było :) ). Były banany w polewie, ogórki z sosem miso, pełno szaszłyków, lodów i innych przekąsek z niewyobrażalną ilością majonezu, no i oczywiście napoje. Po drodze były występy i tańce, sporo osób spontanicznie przyłączało się do występów.

Tuż przed samym wejściem do świątyni ochrona pilnowała, aby nie wnosić jedzenia i ogromny tłum zniknął jak za dotknięciem magicznej różdżki. Widocznie większość osób przyszła pod świątynię się najeść.

Na terenie świątyni odbywała się wystawa lampionów, także tych bardzo nietypowych.

Lampiony przy świątyni na pewno warto zobaczyć, ale tym, którzy podobnie jak ja, nie są fanami tłumu i spędzania godziny w upalny dzień poruszając się żółwim tempem, przechodząc przy tym zapachami smażonych potraw, polecam ominięcie głównej drogi i wejście na teren świątynny bocznym wejściem.

Maika

Maika

Głównodowodząca na tym blogu. Na emigracji od 15 lat, z czego 11 spędziła w Holandii. Uwielbia porządek, podróże, poznawanie nowych kultur i ludzi. Fanka wordpressa. Z wykształcenia specjalistka zarządzania innowacjami, ale nigdy nie pracowała w zawodzie. Zawodowo zajmowała się m.in. tworzeniem oraz pozycjonowaniem stron internetowych. Aktualnie uczy się japońskiego, a w wolnym czasie robi zdjęcia, pisze, oraz snuje ambitne plany zostania milionerką. :)

Napisz komentarz

Strona korzysta z plików cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Polityka prywatności.

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close