Dzień w Ueno

W parku Ueno
W parku Ueno

W piątek z samego rana mąż wyruszył na spotkanie służbowe na północny wschód od Tokio, a ja miałam w perspektywie samotne zwiedzanie jednej z dzielnic Tokio – Ueno. Lekko przestraszona, bo to w końcu ogromne miasto, gdzie ulice często nie mają nawet nazw, z małą mapą dzielnicy w kieszeni, wybrałam się do parku Ueno.

Jest to miejsce tłumnie odwiedzane przez mieszkańców Tokio, jak i również turystów. Jest calkiem przyjemne, ale jednak nieco dziwaczne. Po pierwsze park jest ogromny, miejscami zaniedbany, i oczywiście jak wszystkie inne miejsca w Tokio bardzo tłoczny. W parku Ueno znajduje się kilka najważniejszych muzeów w mieście, m.in Tokijskie Muzeum Narodowe, czy Muzeum Natury i Nauki, dzięki czemu park jest pełen wycieczek szkolnych. Tu znajduje się również tokijskie zoo, gdzie można zobaczyć pandy – ‚pandomania’ w tej dzielnicy jest zresztą wszechobecna. Już na stacji metra można zobaczyć obrazy, zdjęcia, zabawki, pamiątki, nawet ciastka – wszystko z pandą! Panda przyciąga głównie rodziców z małymi dziećmi, którzy po wyjściu z zoo rozkładają pod drzewami koce i urządzają sobie pikniki, i zupełnie im nie przeszkadza, że tuż obok na kartonach i śmieciach leżą bezdomni, ktorych właśnie w Ueno jest najwięcej. Oprócz zoo i muzeów, w parku są sklepiki, stoiska z jedzeniem i pamiątkami, boiska, Akademia Sztuk Pięknych, i oczywiście świątynie, z czego dwie naprawdę bardzo cenne (wpisane na światową listę dziedzictwa kulturowego). Znajdziemy tu również dwa stawy – jeden to rezerwat ptaków, po drugim natomiast pływają koszmarne, pomalowane na krzykliwe kolory rowery wodne w kształcie łabędzi (czyli jakby nie patrzeć, też ptaki :-)). Do tego wszystkiego dochodzą jeszcze malarze oraz uliczni artyści chcący zarobić parę groszy tańcem, czy żonglerką. Tak więc Ueno jest dziwaczne i tłoczne, ale jednak robi wrażenie. Nie da się jednak odwiedzić wszystkich atrakcji w parku, trzeba się na coś zdecydować – ja wybrałam Muzeum Narodowe, ogród piwonii, które właśnie teraz kwitną oraz świątynie. Tylko tej pandy mi teraz żal!

Wieczorem postanowliśmy, już razem, odwiedzić Akihabarę, czyli tzw. eletryczne miasto. W tej dzielnicy można znaleźć wszystko co ma jakikolwiek związek z elektroniką. Sklepy są tak ogromne, że tuż przy wejściu znajdują się punkty informacyjne i można się w nich zaopatrzyć w mapę. Myślę, że jeśli chodzi o elektronikę, to można tam kupić wszystko. Nawet bym się zbytni nie zdziwiła gdyby okazało się, że można tam kupić również krzesła elektryczne :-)

Maika

Maika

Głównodowodząca na tym blogu. Na emigracji od 15 lat, z czego 11 spędziła w Holandii. Uwielbia porządek, podróże, poznawanie nowych kultur i ludzi. Fanka wordpressa. Z wykształcenia specjalistka zarządzania innowacjami, ale nigdy nie pracowała w zawodzie. Zawodowo zajmowała się m.in. tworzeniem oraz pozycjonowaniem stron internetowych. Aktualnie uczy się japońskiego, a w wolnym czasie robi zdjęcia, pisze, oraz snuje ambitne plany zostania milionerką. :)

Napisz komentarz

Strona korzysta z plików cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Polityka prywatności.

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close