Czekawszy (na tajfun)… i się nie doczekawszy

Mieszkanie w Japonii posiada wiele niezaprzeczalnych uroków, ale gorsze strony też oczywiście są i nie ma co się samooszukiwać, że jest inaczej. O przyjemnych stronach napiszę innym razem (jak mi przyjdą jakieś do głowy :D), dziś natomiast skupię się na rzeczach, które uprzykrzają nam radość żywota.

 

Tu oczywiście nie będzie żadnych niespodzianek, bo chyba wiadomo, że chodzi mi o trzęsienia ziemi, tsunami oraz tajfuny i cyklony (to tak naprawdę jedno i to samo, jakby ktoś nie wiedział).  Jak dodać do tego wybuchy wulkanów, których co prawda jeszcze nie doczekaliśmy, ale nigdy nic nie wiadomo, to mamy pełny obraz japońskiego życia w tak zwanej „zgodzie z naturą”. O wszystkich tych cudach przyrody informuje na bieżąco Japońska Agencja Meteorologiczna, która wydaje tonę komunikatów i ostrzeżeń dziennie i każdy kto mieszka w Japonii zagląda na ich strony co najmniej 3 razy w ciągu dnia, żeby sprawdzić jak długo jeszcze pożyje. Można to porównać do naszych polskich horoskopów, tylko tu co prawda jest trochę bardziej ekstremalnie, bo te japońskie prognozy nawet czasem się sprawdzają.

 

Dla przykładu, zostaliśmy ostrzeżeni o zbliżającym się tajfunie, a nawet dwóch, które połączyły siły i zamierzały uderzyć we wschodnie wybrzeże Japonii. Ponieważ mieszkamy w Tokio, które znajduje się właśnie na wschodnim wybrzeżu, trochę się przestraszyliśmy i jak zwykle karnie uprzątneliśmy balkony, zrobiliśmy zapasy i zaplanowaliśmy weekend bez wychodzenia z domu. Tajfun miał uderzyć w noc z piątku na sobotę, miały być wichury i ulewy, lokalne podtopienia i możliwość ewakuacji. Czy zdarzyło się którekolwiek z wyżej wymienonych? Nie. Zdarzyło się natomiast trzęsienie, na które nikt nie czekał. Trzęsienie niebagatelne, bo kołysało trójką i trudno takie coś przeoczyć, chociaż mnie ta trudna sztuka się oczywiście udała. Co prawda poczułam kołysanie, ale jakoś tak pomyślałam, że to efekt po wypiciu piwa (Wypiłam tylko jedno. Przysięgam!) i nawet w duchu obiecałam sobie, że przestawię się na soki warzywne, bo piwo zaczyna mi chyba szkodzić 😀 No ale oczywiście postanowienie straciło moc, po tym jak mąż mnie poinformował, że jednak trzęsło. A on wie, bo poinformowała go o tym aplikacja w telefonie (40 sekund przed trzęsieniem).  No i oczywiście Japońska Agencja Meterologiczna też, ale dopiero po fakcie..

Dalej.. Czy myślicie, że weekend był szary, pochmurny i deszczowy? Nie. Był ciepły i słoneczny. Już sama nie wiem co myśleć o tych prognozach  i ostrzeżeniach, bo z moich (nie zawsze naukowych) obserwacji wynika, że rzadko kiedy się sprawdzają. Podczas pierwszego tajfunu w naszym budynku włączył się alarm i kazano nam się ewakuować. Sporo osób wybrało się na wycieczkę na parter, ale więcej osób zostało jednak w domu. Gdy spytałam moją sąsiadkę dlaczego się nie ewakuowała, odpowiedziała ze śmiechem, że te wszystkie alarmy jej niestraszne, bo w Japonii przeżyła ich już kilkanaście i każdy jeden był fałszywy. My przeżyliśmy już dwa i one również były fałszywe. Następnym razem gdy usłyszę w środku nocy alarm w budynku i jakiś głos z automatu będzie mi kazał gdzieś wyłazić w deszcz, przewrócę się tylko na drugi bok. Obiecuję!

Maika

Maika

Głównodowodząca na tym blogu. Na emigracji od 15 lat, z czego 11 spędziła w Holandii. Uwielbia porządek, podróże, poznawanie nowych kultur i ludzi. Fanka wordpressa. Z wykształcenia specjalistka zarządzania innowacjami, ale nigdy nie pracowała w zawodzie. Zawodowo zajmowała się m.in. tworzeniem oraz pozycjonowaniem stron internetowych. Aktualnie uczy się japońskiego, a w wolnym czasie robi zdjęcia, pisze, oraz snuje ambitne plany zostania milionerką. :)

Napisz komentarz

Strona korzysta z plików cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Polityka prywatności.

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close