japonska_toaleta_2_1

Japońskie toalety

Latem zeszłego roku w Tokio odbyła się specjalna wystawa  „Toilet? Human Waste & Earth’s Future” („Toaleta? Ludzkie Odchody i Przyszłość Ziemii”) organizowana przez tokijskie Muzeum Nauki i Innowacji. Wystawa połączona była z koncertami, zabawami i konkursami odbywającymi się w okolicy muzeum, całość trwała kilka tygodni i przypominała radosny festyn. Wystawa poruszala tematy ekologiczne – czyli gdzie trafiają ludzkie ścieki oraz jakie ma to znaczenie dla środowiska, omówiono również historię japońskich toalet. O festiwalu wspominam bardziej jako o lokalnej ciekawostce, natomiast chciałabym Wam dziś przybliżyć temat japońskich ubikacji, ponieważ uważam, że to ciekawe, nawet jeśli Wy uważacie, że właśnie oszalałam 😉

(więcej…)

Czytaj więcej

Jet lag oraz inne uroki latania

in-the-sky

Po zeszłorocznym braku atrakcji świąteczno-noworocznych (o świętach w Japonii przeczytasz TUTAJ i TUTAJ) tegoroczne święta postanowiliśmy spędzić w Polsce. Od Polski dzieli nas 12 godzin lotu, i co by nie mówić, łatwo nie było.

Gdy już na lotnisku w poczekalni obok Ciebie siada rodzina z dwójką dzieci, wiedz, że coś się dzieje. Jedno z dzieci było sześciotygodniowe (wiemy, bo podsłuchaliśmy rozmowę rodziców), drugie starsze, dziewczynka, na oko dwuletnia.

– Zgadnij gdzie będą siedzieć…  – zaczyna krakać mąż – To małe pewnie będzie się darło, ale dziewczynka już taka całkiem duża, coś pewnie rozumie, powinno być ok.

(więcej…)

Czytaj więcej

Rosół z dyni

rosol_orientalny
Fot. www.kwestiasmaku.com

Ostatnio na stronach www.kwestiasmaku.com, którą na pewno wszyscy znacie, dostrzegłam przepis na rosół orientalny. Wyglądało na to, że wszystkie składniki są do kupienia w Japonii, a sam przepis nie jest zbytnio skomplikowany. Żałuję jednak, że nie wiedziałam wcześniej, że do poćwiartowania dyni potrzebna jest siekiera, ale gdy już jakimś cudem uda Wam się pokroić dynię i upiec ją w piekarniku, reszta gotowania nie powinna zająć dłużej niż 15 minut. Mnie co prawda zajęło godzinę i czterdzieści pięć minut, ale tylko dlatego, że w międzyczasie rozmawiałam z koleżanką przez telefon (nie wliczam czasu spędzonego nad sprawianiem dyni). Nie znalazłam też pak choi w naszym supermarkecie, więc kupiłam jakąś inną zieleninę, która po japońsku nazywała się チンギン (chingin) i nikt z internetem włącznie, nie wie co to jest. Od siebie dodałam jeszcze kiełki soi i wyszedł bardzo pyszny rosół. Co prawda lekki, bardzo lekki – tak lekki, że od razu po obiedzie musieliśmy zjeść kolację, ale jeśli jesteście akurat na diecie, albo macie ochotę coś zjeść, ale tak, żeby w sumie nie zjeść, to ten rosół będzie idealny. Przepis znajdziecie tutaj.

(więcej…)

Czytaj więcej

NSC_6909-4

Jedziemy na wycieczkę

Po tygodniach mężowskiego marudzenia, że nigdzie nie jeździmy i on nic ciekawego w życiu nie widział i już pewnie nie zobaczy, postanowiliśmy „gdzieś” pojechać. Padło na Kawaguchiko, bo ładnie i niedaleko. Na wycieczkę wybraliśmy się autobusem –  taniej i jakimś cudem szybciej niż pociągiem. Nie pytajcie co to za cud, ale cud to był w istocie. No ludzie! Ja wózkiem sklepowym w supermarkecie jeżdżę szybciej niż ten autobus po autostradzie.

(więcej…)

Czytaj więcej

Zdjęcie 09.10.2014, 22 50 42

Do trzech razy sztuka

Właśnie rozpoczął się semestr zimowy na Uniwersytecie Tokijskim, więc wróciłam na porzucony w poprzednim semestrze kurs japońskiego. Dodam, że porzucony z zimną krwią. Obecnie jestem po raz trzeci na poziomie zerowym. Zdecydowanie nie doszacowałam swoich umiejętności, bo jednak coś tam w głowie po poprzednich kursach zostało. Szybki rzut okiem na podręcznik wykazał również, że w najbliższych, dajmy na to sześciu tygodniach, wynudzę się jak przy czytaniu biografii Mao. Tak, czytałam biografię Mao, chociaż nikt mnie nie zmuszał. I chyba polecam, ale tylko tym, którzy cierpią na bezsenność.

(więcej…)

Czytaj więcej

Wystawa polskiego plakatu w Tokio

Polski miesiąc w Japonii

W ostatni weekend w Tokio odbył się polski festiwal, podczas którego Japończycy mogli spróbować polskich potraw, obejrzeć polskie produkty (np. bardzo popularną w Japonii ceramikę z Bolesławca czy wyroby rękodzielnicze), posłuchać recitalu fortepianowego, zobaczyć Polki w strojach Łowiczanek, kupić kapcie z wełny… no po prostu mogli poczuć klimat Polski sprzed 150 lat. Przepraszam, że nie pałam tu wielkim entuzjazmem, ale spędziłam 12 lat za granicą i wiem jak szkodliwe potrafią być festiwale, które jedynie utrwalają stereotypy sielskiego, wiejskiego kraju z pięknymi dziewczynami w warkoczach i pasiastych kieckach, gdzie głównym produktem eksportowym jest kiełbasa i ceramika.

(więcej…)

Czytaj więcej

Melancholia wrześniowa i mongolskie śpiewy

Lato skończyło się za szybko, pierwszego września poznikały okoliczne sceny i budki rozstawione w całej okolicy z powodu licznych letnich festiwali, tłum turystów wyraźnie się przerzedził (a mieszkamy w dość turystycznej części Tokio), zaczynam spotykać ludzi owiniętych szalami, w czapkach czy ciepłych kozakach. Nie, oczywiście nie jest aż tak zimno :-) . Temperatura w dzień nie spadła jeszcze poniżej 20 stopni, w słoneczny dzień dobija do 27 stopni, jest bardzo ciepło, ale jednak już wyraźnie jesiennie. Nie używamy już klimatyzacji w mieszkaniu, cykady nareszcie postanowiły się zamknąć, więc można pospać dłużej – normalnie latem zrywamy się wcześnie rano, bo cykady wydzierają się jak transformatory wysokiego napięcia, a jeszcze te paskudy lubią obsiadać siatkę ochronną, czyli drą się przy samych oknach.

(więcej…)

Czytaj więcej

Zdjęcie 14.09.2014, 22 55

(Nie)kulturalna niedziela

Dawno mnie tu nie było, ale to nie jest moja wina. Wina jest oczywiście cudza :) . Gdzie byłam jak mnie nie było? W ostatni weekend wybraliśmy się do Muzeum Sztuki Nowoczesnej na wystawę poświęconą królowym i boginiom starożytnego Egiptu. Wystawa była naprawdę świetnie przygotowana i bardzo interesująca, niestety tłum, który przybył na podziwianie ekspozycji już tak interesujący nie był. W zasadzie powinniśmy się byli tego spodziewać, bo w końcu weekend w Tokio rządzi się swoimi prawami, ale mimo tego tłum, a przede wszystkim zachowanie ludzi odwiedzających muzeum, trochę nas zszokowało. Żeby nie wdawać się w długie i zbędne opisy powiem tylko, że wizyta w muzeum przypominała raczej walkę o Crocksy (dla niezorientowanych – to takie gumowe buty 😀 ) na promocji w Lidlu. Pewien dziadek ogarnięty szałem zdobywania nowej wiedzy tak się zagalopował, że próbował dosłownie wdrapać mi się na plecy, lub może pchnąć całą kolejkę do przodu, w nadziei, że posypie się jak domino. Mój dzielny mąż musiał interweniować i powstrzymać nadgorliwca. A wszystko działo się w przeddzień święta narodowego poświęconego nota bene starszym ludziom. Ech…

(więcej…)

Czytaj więcej

Relacja z frontu, czyli o tym jak szukam pracy w Japonii

Ponieważ pierwsza rocznica zamieszkania w Tokio zbliża się wielkimi krokami, czas na podsumowania i plany. Od razu wyjaśnię, że podsumowywać nie ma za bardzo czego – mój mąż pracuje, ja szukam pracy. Tak to z grubsza wygląda od roku. Jako cudzoziemska kobieta, a już zwłaszcza, że po trzydziestce, mam mocno ograniczone pole manewru, mimo że w szufladzie leżą dowody moich …ekhm… wielkich dokonań naukowych i zawodowych 😀 Kiedyś, dawno temu, widziałam w sieci filmik nakręcony dla żartu przez dziewczynę, absolwentkę Uniwersytetu Bostońskiego, która miała pracę, którą sama nazwała „super umniejszającą” i codziennie przed wyjściem do tej pracy żegnała się, płacząc rzewnie, ze swoim dyplomem magisterskim. No więc, jakby to powiedzieć… mam podobnie. Z tym, że jakby gorzej. Bo oprócz tego, że nie mam dyplomu z uniwersytetu w Bostonie, to nie mam również pracy. Nie tyko tej umniejszającej – nie mam w ogóle żadnej.

(więcej…)

Czytaj więcej

kcalm

Renowacje, innowacje

Innymi słowy zmieniamy wygląd. Nasza strona właśnie przechodzi totalną metamorfozę, próbujemy ją co nieco usprawnić, więc proszę wybaczcie nam jeśli coś się wiesza, lub nie do końca wygląda tak jak powinno. Zapewniamy, że to tylko chwilowe. Niektóre elementy z naszej strony zniknęły, ale w niedalekiej przyszłości pojawią się z powrotem. Póki co zaglądajcie na bloga, a niedługo dodamy również od dawna obiecaną galerię :-). Bardzo mocno zachęcam również do pisania do nas w komentarzach, na facebooku lub mailowo. Piszcie do nas o tym co Wam się na blogu podoba, co można poprawić, lub o czym chcielibyście poczytać! Pozdrawiamy wszystkich czytelników i dziękujemy Wam bardzo za to, że tu zaglądacie :-).

Czytaj więcej

newhanabi

Lato w mieście i hanabi

Wychodzenie na zewnątrz właśnie przestało sprawiać jakąkolwiek przyjemność, a stało się doświadczeniem, powiedziałabym, nieludzkim. Pora deszczowa już oficjalnie pozostaje tylko wspomnieniem, a lato stało się niezwykle uciążliwym faktem. Spacer przy obecnej pogodzie można porównać jedynie do pływania w gęstej, gorącej zupie. A gdy dodamy do tego piekące słońce oraz ogromną wilgotność powietrza, to powoli zbilżymy się do pojęcia czym jest japońskie lato. Żadne słowa jednak nie oddadzą grozy japońskiego lata w pełni, to po prostu trzeba przeżyć. Chociaż jednak zdecydowanie lepiej byłoby nie musieć tego przeżywać.

(więcej…)

Czytaj więcej

DSC_0507

Pora deszczowa, czyli wiele hałasu o nic

W Japonii rozpoczęła się właśnie najbardziej ponura i przygnębiająca pora roku, czyli ta deszczowa. Wyjątkowa, piąta pora roku, której istnieniu zaprzeczy gorąco każdy Japończyk, bo jak wiadomo, Japonia ma tylko cztery pory roku – te piękne, z kolorowych zdjęć dla turystów. Pora deszczowa zaczęła się, jak wszystko inne w tych czasach, na facebooku. Czyli zanim zdążyłam zobaczyć choć jedną kroplę spadającą z nieba, zalała mnie fala zdjęć z deszczem i wirtualnych prognoz pogody na najbliższe dwa tygodnie, a facebook na jeden dzień zamienił się w ścianę płaczu.

(więcej…)

Czytaj więcej

sakura

Szaleństwo sakury

Sezon wiśniowego szaleństwa jest oficjalnie rozpoczęty. Wiśnie ledwo zdążyły zakwitnąć, a już populacja w Tokio co najmniej się podwoiła. Do tej populacji wliczam tych co nagle przypomnieli sobie, że istnieje coś takiego jak świat zewnętrzny i warto czasem do niego wyjść, plus oczywiście rosnącą liczbę turystów, których to kumulacja występuje właśnie w okresie kwitnienia wiśni. Turystę poznać jest niezwykle łatwo po tym, że 1) jest obwieszony sprzętem fotograficznym, i 2) albo jest ubrany w stylu survivalowym ze sportowymi butami, albo wręcz przeciwnie, przechadza się po Tokio w swych najmodniejszych strojach (panie obowiązkowo na wysokich obcasach), bo Tokio to jak wiadomo stolica mody i „tu trzeba wyglądać”. Zdarza się czasem, że jakaś blada twarz zaczepi na ulicy czy w parku, żeby zapytać jak dojechać do jakiegoś miejsca, lub gdzie można znaleźć „tę słynną ulicę gdzie można spotkać Japonki przebrane za lalki”.

(więcej…)

Czytaj więcej

Strona korzysta z plików cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Polityka prywatności.

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close