azjatyckie kosmetyki

Azjatyckie kosmetyki, czy naprawdę są takie dobre?

O tym, że koreańskie kosmetyki w Azji cieszą się taką renomą jak te francuskie w Europie, przeczytałam po raz pierwszy dobrych kilka lat temu. Ostatnio czytam, że kosmetyki koreańskie są w ogóle najlepsze na całym świecie, przemysł kosmetyczny w Korei najbardziej innowacyjny i zaawansowany technologicznie, a wszystko to dzięki koreańskim konsumentkom, które są najbardziej wymagające na świecie i zanim coś kupią, bardzo dokładnie studiują etykiety i recenzje w internecie. Taaa…

Zdarzyło wam się kiedyś kupić produkt polecany przez tę czy inną blogerkę urodową? Zastanawialiście się kiedyś dlaczego entuzjastyczne recenzje blogerek nie zawsze potwierdzają się w recenzjach użytkowniczek na np. Amazonie czy Wizażu? A widzieliście kiedyś recenzje kosmetyków na YouTube? Ja ostatnio trafiłam na filmik nakręcony przez dziewczynę, która testowała 2 czy 3 produkty nie ukrywając jak bardzo jest podekscytowana (tak, właśnie takiego sformułowania użyła) faktem, że używa jakiejś tam pianki czy maseczki. Na końcu jednak rozczarowana była zmuszona przyznać, że produkt nie działa tak jak obiecuje producent. A wiecie co natomiast działa i to świetnie? Marketing kochani. On działa zawsze.

Nie chcę się tutaj czepiać blogerek urodowych, bo większość z nich robi naprawdę dobrą robotę np. przypominając do znudzenia o ochronie przed słońcem, oczyszczaniu twarzy itd., ale sama dwa czy trzy razy zachęcona świetną recenzją jakiegoś kosmetyku, zdecydowałam się na zakup i były to naprawdę kiepskie produkty. Nie takie sobie, nie takie, co ujdą z braku laku, to były naprawdę fatalne kosmetyki, które np. uczulały i zaledwie po kilku użyciach witały się ze śmieciarką, bo nawet na wcieranie w kolana sobie nie zasłużyły. To było oczywiście kilka lat temu, teraz nauczona tamtym doświadczeniem podchodzę do wszelkich „odkryć” i „rewolucji” w pielęgnacji ze zdrową dawką podejrzliwości. Mam swoje ulubione, sprawdzone marki, zarówno japońskie jak i koreańskie, ale nie tylko, i jeśli one wprowadzają coś nowego, co mogłoby mnie zainteresować, po prostu proszę w sklepie o próbkę. Jeśli nie mają próbek, pielgrzymuję do sklepu kilka razy i sprawdzam na miejscu. Robię tak zwłaszcza z kremami pod oczy, które uczulają mnie niemiłosiernie i nie ma mowy, żebym mogła kupić jakikolwiek w ciemno. Bardzo rzadko też zamawiam kosmetyki przez internet, jeśli nie mam możliwości ich wcześniej przetestować. A poza tym to w ogóle warto mieć realistyczne oczekiwania względem kosmetyków i nie dawać sobie wciskać ciemnoty. Pamiętacie reklamy pewnego kremu europejskiej marki, który zawierał botox i przez to obiecywał wypełnić zmarszczki bez nakłuwania? Otóż botox nie wchłania się przez skórę. Przemysł kosmetyczny to nie jest branża cudotwórcza i żaden kosmetyk nie zmieni wam kształtu twarzy, nie wypełni zmarszczek, nie zmniejszy porów skóry, nie usunie cieni pod oczami, które macie od dzieciństwa, itd. Warto o tym pamiętać, bo reklamy np. koreańskich kosmetyków czasem zapędzają się w obietnicach naprawdę bardzo daleko:

azjatyckie kosmetyki
To reklama produktu Tony Moly, koreańskiej marki, którą akurat bardzo lubię. Tony Moly słynie z dobrych produktów oraz uroczych opakowań, które przyciągają uwagę, ale jednak firma poprzez takie reklamy składa obietnice, których nie jest w stanie spełnić, o czym można przeczytać w wielu recenzjach ich kosmetyków.

Nie chcę przy tym mówić, że japońskie czy koreańskie kosmetyki to ściema, bo byłoby to nie tylko nieprawdziwe, ale również głęboko niesprawiedliwe. Używam japońskich i koreańskich marek i jestem zazwyczaj zadowolona z efektów. Ale zawsze staram się kupować z głową i nie mieć nierealistycznych oczekiwań.

Rynek kosmetyków w Japonii czy Korei wygląda trochę inaczej niż ten w Europie. My jesteśmy przyzwyczajeni do linii kosmetyków przeznaczonych do określonego typu cery (suchej, normalnej, mieszanej czy tłustej) oraz wieku (20+, 30+ itd.). Linie kosmetyczne najczęściej mają w zestawie coś do oczyszczania twarzy, tonik i krem. W Japonii czy Korei ten podział wygląda inaczej, linie kosmetyków są stworzone z myślą o konkretnych efektach, które chce się osiągnąć i dlatego mówimy raczej o liniach nawilżających, rozjaśniających, liftingujących itd. W dodatku koreański przemysł kosmetyczny wmówił kobietom, że potrzebują one około 10 kroków w pielęgnacji i do każdego z tych kroków potrzebują innego kosmetyku (marketingowo genialne, prawda?). Typowe zabiegi przed snem przebiegają mniej więcej tak:

Oczyszczanie: demakijaż mycie twarzy olejem mycie twarzy pianką delikatny peeling
Nawilżanie: tonik esencja nawilżająca maseczka nawilżająca serum/mleczko krem pod oczy krem na noc (opcjonalnie) maska na noc

Czy w takim razie cera Japonek czy Koreanek, które na pielęgnację poświęcają nawet 40 minut dziennie, a do tego mają do dyspozycji „najbardziej zaawansowane i innowacyjne” kosmetyki, jest lepsza niż gdzie indziej? Nie. Japonki czy Koreanki mają takie same problemy ze skórą jak wszystkie kobiety na świecie, a wręcz powiedziałabym, że mają więcej problemów np. z przebarwieniami skóry (nie sądziliście chyba, że te linie wybielające są po to, żeby Azjatki wyglądały jak Europejki?). Koreańczycy ani Japończycy nie odkryli też żadnego sekretu ani żadnego magicznego składnika, do którego dostępu nie miałyby inne koncerny kosmetyczne na świecie. Autorka, która od lat zajmuje się pielegnacją cery i prowadzi stronę Paula’s Choice, twierdzi w jednym ze swoich wpisów, że z jej rozmów z Koreankami wynika, że Koreanki wcale nie uważają swoich rodzimych kosmetyków za szczególnie dobre. W końcu zachodnie marki w Korei są bardzo popularne i powszechnie dostępne.

Tak więc naprawdę mamy tu do czynienia z bardzo skutecznym marketingiem, walką o rynek i klienta. Firmy kosmetyczne żerują na odwiecznym pragnieniu kobiet, aby mieć piękną i gładką skórę i są gotowe obiecać kobietom cokolwiek, włącznie z działką na Księżycu, aby tylko skłonić je do zakupu jakiegoś nowego cudownego kremu. I niestety my wszystkie dajemy się na to od czasu do czasu złapać. I następna rzecz, o której warto pamiętać: to co sprawdziło się u kogoś, nie musi sprawdzić się u mnie. A poza tym na dbałość o cerę należy patrzeć całościowo, żaden krem nam nie pomoże, jeśli nie dosypiamy, mamy sporo stresu, źle się odżywiamy czy uwielbiamy się opalać. Na stan naszej cery wpływa mnóstwo czynników i naiwnością byłoby uważać, że kupno kremu, choćby najdroższego na półce, rozwiąże wszystkie problemy.

Ale jest jednak kilka podstawowych zasad, którymi warto się kierować, aby mieć piękną skórę:

• Używaj filtrów przeciwsłonecznych. Codziennie. Przez okrągły rok.
• Nie opalaj się.
• Nie pal tytoniu.
• Nie nadużywaj alkoholu.
• Używaj kosmetyków dobranych do twojego typu cery.

Ja ze swojego doświadczenia z pielęgnacją skóry w Japonii mogę dorzucić mycie twarzy olejem, stosowanie delikatnych peelingów wodnych oraz maseczek nawilżających. Włączone w regularną pielęgnację znacznie poprawiają wygląd cery, a nie są wcale specjalnie kosztowne czy czasochłonne.

japonskie kosmetyki
Aktualnie moje ulubione japońskie produkty – DHC Deep Cleansing Oil, Cure Natural Aqua Gel, do którego musiałam bardzo długo się przekonywać, oraz jogurtowa maseczka nawilżająca Tofu Moritaya.

Coraz więcej też się pisze o jodze twarzy i masażach. Uważam, że zwłaszcza ćwiczenia twarzy mogą bardzo dużo pomóc i ogólnie jestem za, ale sama niestety jestem na to zbyt leniwa – jogę twarzy zrobiłam może ze dwa razy, masażu ani razu. Tu jednak też radziłabym mieć realistyczne oczekiwania, bo o ile ćwiczeniami można wzmocnić mięśnie i poprawić wygląd owalu twarzy, to już kształtu kości niczym nie zmienicie, a i takie rewelacje można znaleźć w odmętach internetu (tak, serio).

Reasumując, w Japonii czy Korei znajdziecie mnóstwo świetnych kosmetyków, ale znajdziecie też mnóstwo kiepskich – jak wszędzie. Czytajcie etykiety, sprawdzajcie opinie o produkcie – blogerki urodowe zazwyczaj publikują recenzje jako pierwsze, zwłaszcza jeśli chodzi o nowości, ale poczekajcie kilka tygodni, a z pewnością znajdziecie więcej ocen na innych portalach, porównujcie je ze sobą, ale przede wszystkim proście o próbki w sklepach, jeśli tylko macie taką możliwość. I nie ma co się fiksować na azjatyckiej pielęgnacji, jeśli służy wam, dajmy na to, krem polskiej marki – czasem lepsze jest wrogiem dobrego. I tyle, czasu nie zatrzyma żadna firma kosmetyczna, zestarzejemy się wszyscy, korzystajmy więc z życia ile wlezie, póki jesteśmy piękni i młodzi 😀

Maika

Maika

Głównodowodząca na tym blogu. Na emigracji od 15 lat, z czego 11 spędziła w Holandii. Uwielbia porządek, podróże, poznawanie nowych kultur i ludzi. Fanka wordpressa. Z wykształcenia specjalistka zarządzania innowacjami, ale nigdy nie pracowała w zawodzie. Zawodowo zajmowała się m.in. tworzeniem oraz pozycjonowaniem stron internetowych. Aktualnie uczy się japońskiego, a w wolnym czasie robi zdjęcia, pisze, oraz snuje ambitne plany zostania milionerką. :)

40 myśli na temat “Azjatyckie kosmetyki, czy naprawdę są takie dobre?

  1. No niestety czasu się nie oszuka, ale zawsze możemy żyć nadzieją, że kosmetyki pomogą nam choć trochę dłużej być pięknymi i młodymi:) Myślę, że to jeszcze nie Twój problem;) Pozdrawiam:)

  2. dlatego zanim kupie czytam recenzje. Sama staralam sie dawac je na blogu, ale niestety brak czasu mnie demotywuje :(. Ale powaznie mam blog urodowy prowadzony przez polke mieszkajaca w Japonii (pewnie wiesz o kim pisze :)) i poki co jej recenzje sa jak dla mnie najlepsze… bo pisze szczerze, ze to jej wlasna subiektywna opinia

    1. Ja też mam kilka blogów, które lubię i przeglądam, żeby wiedzieć co w trawie piszczy. Teraz nawet chyba częściej zaglądam na blogi o azjatyckich kosmetykach, żeby mieć jakieś pojęcie o tym, co widzę na półkach w sklepie :)

  3. Witaj,
    mam do Cb pytanie czy piłaś herbatę matcha?
    Czytałem że trudno znaleźć oryginalna herbatę (te nieoryginalne zawierają dużo ołowiu). Jest możliwość kupna tej herbaty przez Ciebie w Japonii i wysłanie do Polski? Oczywiście nic za friko :)

    Pozdrawiam

    P.S. Bardzo ciekawy blog :)

    1. Ja codziennie piję zieloną herbatę :) Mogłabym kupić herbatę i wysłać do Polski, wysłałam Ci przed chwilą maila, mam nadzieję, że dotarł 😉 Dzięki za miłe słowa odnośnie bloga i również pozdrawiam!

  4. Bardzo prawdziwy wpis :) Faktycznie trzeba zawsze dobierać kosmetyki pod swoją cerę. Twój ulubieniec – olej DHC – z kolei doprowadził moją twarz do rozpaczliwego stanu, bo moja skłonna do trądziku skóra nie toleruje olejków oczyszczających na bazie oliwy.

    1. Stacjonarnie raczej nie będą dostępne, więc tak naprawdę to chyba tylko przez internet można dostać japońskie kosmetyki. Radziłabym rozejrzeć się na allegro, ebay-u czy amazonie. Jakiś czas temu w Polsce pojawił się sklep Missha – to co prawda koreańska marka, ale mają bardzo dobre kosmetyki.

  5. Maika, przed chwilką natrafiłam na twój blog i jestem szczerze zauroczona! :) Bardzo podoba mi się tematyka strony, czyli życie w Japonii, która mnie fascynuje, i niezwykle przyjemnie czyta się twoje posty. Myślę, że będę tutaj zaglądać!

    Odnośnie kosmetyków azjatyckich, moje zainteresowanie tymi produktami zaczęło się parę lat temu. Miałam problemy ze znalezieniem odpowiedniego podkładu (mam bardzo jasną cerę) i przypadkowo natrafiłam w internecie na informacje o BB kremach. Zamówiłam na ebay’u moje pierwsze dwa kremy BB (były to chyba grzybkowy firmy SkinFood i Missha Perfect Cover) i przy okazji wybrałam parę produktów pielęgnacyjnych, w tym maseczkę ryżową SkinFood, której jestem fanką do dzisiejszego dnia. Nie ma co się oszukiwać, że wszystkie kosmetyki azjatyckie są rewelacyjne. Z tymi produktami jest tak samo jak z naszymi europejskimi, jedne są lepsze, a inne gorsze. Wszystko zależy od naszej skóry, jak reaguje na dane składniki, problemów z jakimi walczymy i efektów jakie chcemy osiągnąć. Myślę jednak, że rynek kosmetyczny w Korei czy Japonii jeszcze parę lat temu był bardziej rozwinięty niż w Europie, nadal wydaje się bardziej innowacyjny. To właśnie w tych państwach powstają takie nowości jak BB kremy, różne sera, esencje czy wodne peelingi, które następnie są wprowadzane na rynkach europejskich. Moja fascynacja produktami azjatyckimi już minęła. Nadal jestem fanką BB kremów (chociaż czasami używam również BB kremów naszych polskich marek) i niektórych kosmetyków pielęgnacyjnych, ale w tym momencie moja pielęgnacja opiera się głównie na produktach europejskich, w dużej mierze nawet polskich.

    pozdrawiam :)

    1. Dziękuję za miłe słowa. Bardzo mi miło, że blog się spodobał :) Ten grzybkowy krem ze SkinFood to jeden z moich ulubionych kremów BB. Bardzo lubię też L’Oreal Lucent Magique BB Essence – jest produkowany tylko na rynek japoński, ale to krem, którego szukałam całe życie 😀 A te peelingi wodne, tak popularne wszędzie, to zdecydowanie nie moja bajka, stale poszukuję takich zwykłych, „ziarnistych”, ale w Japonii chyba nie występują. Pozdrawiam zwrotnie! 😉

  6. Jedyne koreańskie kosmetyki, z jakimi miałam do czynienia to te ze Skin79 i są super. Ale słyszałam, że trzeba być ostrożnym przy zamawianiu tych azjatyckich i zamawiać od polskich dystrybutorów, bo łatwo się naciąć na podróbki.

    1. Też tak właśnie słyszałam. Ja trochę kupiłam w Korei, ale właściwie poza dwoma kremami, nic mi nie podeszło na tyle, żeby szukać kolejnych opakowań. Lubię też SkinFood i Missha (od nich głównie make up), ale obie te marki na szczęście mają swoje sklepy w Tokio 😉

  7. Super blog, na prawdę będę czytała regularnie :) A co do azjatyckich komsetyków to stosuję kremy BB oraz maski ze Skin79. Maja super jakościowo produkty, oraz idealnie sprawdzają się dla mojej cery. Polecam szczerze, cenowo równiez jest ok. Więcej znajdziecie u nich w sklepie : http://www.skin79-sklep.pl/

    1. Dziękuję :) Ja za to będę się starała pisać bardziej regularnie :) O Skin79 słyszałam same dobre opinie, wypróbuję jak skończę swoje zapasy. Teraz używam grzybkowy krem BB SKinFooda na zmianę z kremem bb Mizon, ale oba są nieco za ciężkie na zaczynające się właśnie upały.

  8. fajny blog :) słyszałaś albo czytałaś o serii It’s Skin z Beautinoku?Ja mam kremik BB – jest fantastyczny, nie dość że wyglądam lepiej, to czuję się młodsza o 7-8 lat :)

    1. Miałam serum drożdżowe z It’s Skin i na pewno kupię znowu, bo jest super. Kremów bb z It’s Skin w Japonii niestety nie ma, ale skoro polecasz, to może się skuszę i zamówię gdzieś w sieci 😉 Szukam właśnie czegoś dobrego, co dobrze kryje i długo się utrzymuje.

  9. Jest wiele prawdy w tym co piszesz, przede wszystkim trzeba dobierac pod swój rodzaj cery. Rzeczy dla wszystkich sa tak naprawde dla nikogo. Nieraz u mnie nie sprawdziły sie rzeczy, które u moich koleżanek sprawdziły się w 100%, dlatego najlepiej wyprobować na sobie i dopasować. Moje dwa ulubione kosmetyki są akurat jeden z rynku francuskiego – woda termalna – a drugi z koreańskiego – żel aloesowy Skin79. Oba są bardzo uniwersalne, tzn mają wiele zastosowań. Powodzenia w kolejnych odkryciach! :)

    1. Żele aloesowe są bardzo popularne w Korei, ja również sobie przywiozłam jeden :) Ja używam głównie jako balsam do ciała, ale sprawdza się także przy pogryzieniach przez komary 😉 Moja koleżanka natomiast używa żelu aloesowego jako kremu do twarzy i bardzo sobie chwali. Wody termalne i różne mgiełki do twarzy też lubię, są idealne na upały 😉

  10. Wg mnie nie można uogólniać azjatyckich kosmetyków, bo np. koreański krem, kremowi nie równy. Pełno jest słabych azjatyckich kosmetyków. Mnóstwo jest też podróbek na allegro ;//. Szczególnie skin79. Ale to tylko i wyłącznie z lenistwa ludzi. Nie trzeba poświęcić dużo czasu żeby się dowiedzieć, że oryginalne skin79 są tylko w douglasie i rossmanie i na e-sklepie skin79. Dystrybucja na Polske jest dopiero od roku, wcześniej 90% kosmetyków to były tanie podróby. Nie dziwie się, że potem jest tyle negatywnych komentarzy. Ja kocham azjatycką pielęgnacje <3 wyleczyłam się z trądziku dzięki pielęgnacji właśnie koreańskiej. A latami chodziłam do deramatologa.

    1. Jakich kosmetyków koreańskich Pani używała na ten trądzik bo mi nawet dermatolog nie pomaga. A chyba mam go całe życie.

  11. To akurat prawda – ważne jest żeby nie dać się zwariować. Jest, owszem, wiele świetnych marek kosmetycznych, ale nie oznacza to też, że wszystko od A do Z jest tam 8 cudem świata. Większość producentów jest nierówna i trzeba po prostu mieć tego świadomość, realistyczne oczekiwania i robić zakupy z głową :) Nie zmienia to jednak faktu, że to co koreańczykom udało się świetnie do „odczarowanie” takich składników jak na przykład śluz ślimaka. Nie musi to już być składnik jedynie „ekskluzywnych” linii kosmetycznych.

  12. Masz rację nie można się dać zwariować, chociaż powiem ci że odkąd kilku kosmetyków tych koreańskich próbowałam, to teraz są stałym elementem mojej kosmetyczki. Już dawno temu zakochałam się w kremikach bb skin79, a teraz testuję ich nowość, bo jako jedyni w Polsce są dystrybutorem marki Benton cosmetics. Już sobie zamówiłam toner aloesowy, bo uwielbiam aloes :))))

  13. Obejrzałam tą jogę twarzy i skóra mnie rozbolała od samego patrzenia jak ją naciąga. Co innego ucisk na jakiś punkty, ale nie wolno naciągać skóry, każda kosmetyczka o tym trąbi przy objaśnianiu jak robić prawidłowy demakijaż. Nie to nie dla mnie.

    1. Cóż, Kosmetyki koreańskie faktycznie nie są powszechnie dostępne, ale Japonia ma swój własny ogromny rynek, który próbuje chronić. Nie świadczy to jeszcze, że koreańskie kosmetyki są „śmieciowe”, a jedynie to, że Japończycy promują po prostu własne marki. Markowych sklepów z koreańskimi markami jest w Tokio niewiele, Etude House, który znajdował się na stacji Shinjuku (myślę, że tę stację miały na myśli autorki) się nie utrzymał, bo produkty Etude House oraz ich opakowania wyraźnie pokazują, że produkty są skierowane do nastolatek. Gdy sklep się przeniósł do młodzieżowej dzielnicy Harajuku, to do wejścia ustawia się kolejka. Stację za Shinjuku znajduje się też koreańska dzielnica ze sklepami, w których można kupić koreańskie marki. Powiedziałabym, że jest tam raczej dość tłoczno. Kilka marek zaczyna pojawiać się też na półkach w japońskich drogeriach. Jedyne sklepy, które świecą pustkami, to sklepy Misshy, które słyną z bardzo natarczywej obsługi, czego japońskie klientki akurat bardzo nie lubią. Inna rzecz, że sklepy Misshy, w których tłumów nigdy nie ma, jakoś się w Tokio utrzymują….
      Ja używam często koreańskich kosmetyków i bardzo sobie chwalę. W mojej pracy z kosmetyczek japońskich koleżanek nie raz wypadł podkład Misshy, czy kremy do rąk Nature Republic. Nigdy też nie usłyszałam od żadnej koleżanki nic o śmieciowych kosmetykach. Sama używam tylko i wyłącznie koreańskich kremów bb oraz innych kosmetyków i jakoś po wielu latach stosowania nic mi z twarzy nie odpadło. Ale może ja w jakimś innym Tokio mieszkam 😀
      I ostatnia rzecz – Polska nie jest szczególnie biednym krajem. Co prawda nie zarabiamy jeszcze tyle co Koreańczycy (panie w filmie pomyliły się nieco jeśli chodzi o pensje, bo w Korei pensje są znacznie wyższe niż w Polsce), ale Polska jest zaliczana do państw bardzo wysoko rozwiniętych i jednak… mimo wszystko bogatych. Nie zgodzę się też, że koreańskie kosmetyki kupuje biedota z Azji Wschodniej, bo moda na koreańską pielęgnację przetoczyła się przez cały świat, w Stanach do dziś jest bardzo popularna (żeby wspomnieć tylko wydaną w zeszłym roku książkę „Sekrety Urody Koreanek”), a do Polski zawitała raczej późno. W filmie nie podobało mi się też uprzedzające odrzucanie ataków, że jeśli się nie zgadzacie, to znaczy, że nie wiecie, nie byliście w Japonii, itd. Jest mnóstwo blogów o azjatyckich kosmetykach, pisanych przez dziewczyny od lat mieszkające w Azji i raczej nie można zakładać, że żadna z nich się nie zna i nie wie co pisze.

  14. Witam
    Ja dopiero zaczynam przygodę z kosmetyka mi z Korei, najbardziej jestem zainteresowana maskami oraz olejami do twarzy, czy oprócz skin79 jest jakaś marka, którą możesz polecić? nawet jeśli jest cenowo nie tania, ale skuteczna i na bazie naturalnych składników, byłabym wdzięczna za polecenie :) zawsze to lepsze niż szukanie na własną rękę kiedy mogę skorzystać z doświadczenia kogoś innego 😀
    Boję się podróbek dlatego postanowiłam zrobić zakupy na proponowanym na jednym z blogów sklepie z Korei Cosmetic Love, wprawdzie trzeba czekać na przesyłkę ale liczę na oryginalność produktu…a może jest Ci znany jakiś inny sklep, w którym można zakupić pewne oryginalne kosmetyki z dostawą do Polski?
    Przepraszam, za natłok pytań i pozdrawiam serdecznie

    1. Na początku przepraszam za bardzo późną odpowiedź. Jeśli chodzi o oleje do mycia twarzy, to oczywiście próbowałam kultowego japońskiego DHC i sprawdził się dość dobrze, ale aktualnie używam koreańskiego Banila Clean it zero. Używam go już od ponad roku i jestem bardzo zadowolona. Na tyle, że raczej nie będę szukać tu zastępstwa :) Ogólnie testuję różne rzeczy z Banila i jak do tej pory nic mnie nie zawiodło, szczególnie polecam krem do twarzy Miss Flower & Mr Honey Cream. Jeśli chodzi o maski do twarzy, to używam najróżniejszych i nie mam żadnych specjalnie ulubionych. Lubię maskę ryżową Skin Food, bardzo lubię japońską Tofu Moritaya, używam różnych maseczek w płachtach. Jedne z lepszych jakie miałam, były maseczki z koziego mleka firmy Tony Moly, dostałam je jako próbki w Korei i niestety nie udało mi się ich już nigdy później znaleźć, ani stacjonarnie, ani online. A większość z tego co miałam rozdałam koleżankom, żeby też spróbowały fajnych maseczek 😀 Co do samych zakupów, ja zamawiam wszystko w sklepie internetowym Korea Depart.

Odpowiedz na „YasutoAnuluj pisanie odpowiedzi

Strona korzysta z plików cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Polityka prywatności.

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close