tokio shinjuku

Gdzie w Tokio jest centrum?

Walizki spakowane, paszporty i bilety sprawdzone, wystarczy tylko wsiąść się do samolotu i po kilkunastu godzinach zacząć zwiedzać centrum Tokio. Brzmi jak dobry plan? Nie do końca. Nie dlatego, że Tokio jest miejscem, którego nie warto zwiedzać, ale dlatego że jest zupełnie inne niż miasta, które znamy ze świata zachodniego. Architektonicznie inne. Wysiadamy z samolotu, odbieramy bagaż i idziemy kupić bilet do centrum miasta. Jeśli szczęśliwie wylądowaliśmy na Hanaedzie to w około 20 minut dojedziemy do stacji Shinagawa, a stamtąd już rzut beretem do stacji Tokyo, czyli w okolice Pałacu Cesarskiego. Jeśli mamy mniej szęścia lub mieszkamy w kraju, skąd linie lotnicze niezbyt chętnie latają na Hanedę, to właśnie wylądowaliśmy na lotnisku Narita, które wprawdzie często nazywane jest Tokyo-Narita, co jest poniekąd prawdą, jeśli przyjmiemy, że znak „-„ nie oznacza części Tokyo, ale co najmniej 60- (wersja na bogato) lub 90-minutową (budżetowo) przejażdżkę pociągiem lub autobusem. Ale bez względu jak lecimy do Japonii, czy mamy zaplanowaną każdą minutę wycieczki, czy raczej działamy spontanicznie, prędzej, czy później zadamy sobie to pytanie – „gdzie tu jest centrum?”

(więcej…)

Czytaj więcej

Strefa Zdemilitaryzowana

Strefa zdemilitaryzowana (DMZ)

Wzgórze 395, 6 października 1952.

Nad doliną Yokkok-chon zachodziło słońce. W ostatnich promieniach ciepłego październikowego dnia niedaleka równina Cheorwon układała się do niespokojnego snu. Jeszcze chwila i wzejdzie księżyc – trzy dni temu była pełnia – i zaleje jasną metaliczną poświatą wszystko to, co w ciągu dnia nie pozwalało zapomnieć, o tym, gdzie się znajduje. Ze szczytu 395-metrowego wzgórza wrzynającego się w równinę, porucznik Kyung-soo Choe wpatrywał się w ciemniejący horyzont. I próbował zapomnieć gdzie jest. Tylko wróć żywy… wciąż dźwięczały mu w głowie słowa siostry, która żegnając go dwa dni temu, gdy cofnięto mu przepustkę, starała się zachować twarz i nie zdradzić, że zaraz się rozklei.

(więcej…)

Czytaj więcej

Trzęsienie ziemi w Hiroshime

Trzęsienie ziemi w Hiroshimie
Trzęsienie ziemi w Hiroshimie

W marcu znajomi Japończycy pokazywali nam mapę, z której wynikało, że Hiroshima nie jest jakoś szczególnie zagrożona trzęsieniami. Przekonywali, że w Tokio takie rzeczy dzieją się niemal codziennie, ale tu jest zupełnie bezpiecznie. Potwierdzamy, w Tokio byliśmy trzy razy i odczuliśmy cztery trzęsienia. Jednak najsilniejsze trzęsienie przeżyliśmy przed chwilą we własnym domu w Higashihiroshimie. Na początku lekkie kołysanie, pierwsza myśl – ok, znowu trzęsie, ale potem huk i rzeczy podskakujące na biurku i półkach. Biegniemy stanąć pod belką w otwartych drzwiach frontowych (muszą być otwarte, bo podczas trzęsienia mogą się wygiąć i wtedy nie będzie można ich w ogóle otworzyć). W międzyczasie nasi sąsiedzi zbiegają w panice na dół (ale to Chińczycy).

Po chwili się dowiadujemy, że właśnie przeżyliśmy trzęsienie o sile 3. Jeśli tak wygląda trójka, to oby nigdy nie było nam dane przeżyć nic silniejszego. Dla porównania – trzęsienie w Sendai było milion razy silniejsze! Moja druga połówka chyba nie przeżyłaby trzęsienia ziemi w Sendai, gdyż umarłaby na zawał serca po pierwszym wstrząsie. A taka była odważna w Tokio 😛

Czytaj więcej

shimanami-kaido

Shimanami Kaido

Wracając z Kioto, wpadliśmy na pomysł wycieczki rowerowej po kolejnym reprezentacyjnym dla Japonii miejscu. Tym razem, zrywając z tradycją, chcieliśmy zobaczyć malownicze mosty łączące główną japońską wyspę z sąsiednią, leżącą pomiędzy wewnętrznym morzem a oceanem. Rzut oka na zdjęcia w internecie wystarczył, aby nas przekonać, że to dobry pomysł. Wprawdzie w ciągu tygodnia zapał połowy z nas zmalał (nie powiem, której połowy), ale jakoś udało się ową połówkę przekonać, że niezbadane są granice ludzkiego ciała i na pewno będzie zaskoczona jak wiele kilometrów przejedzie, zanim uzna, że dalej ani metra.

(więcej…)

Czytaj więcej

Shinkansen – krótka historia

A w zasadzie tak długa, jak długo zajmie przeczytanie dzisiejszego wpisu, bo tyle mniej więcej czasu zajmuje wyciągnięcie telefonu z kieszeni, odpalenie aparatu i nagranie shinkansena przejeżdżającego przez stację. Dodać tutaj należy, że pociąg przejeżdża przez stację z niższą prędkością z uwagi na normy hałasu. Film niestety nie oddaje rzeczywistych wrażeń.

(więcej…)

Czytaj więcej

nara

Nara

Czwartek – pierwszy naprawdę gorący dzień w tym kraju – żar leje się z nieba. Dzisiejszy plan obejmuje wymeldowanie się z hotelu, zostawienie tam bagaży na przechowanie, wycieczkę do pobliskiej Nary (około 1:30h pociągiem podmiejskim) i przeprowadzkę do nowego hotelu. Nara – w latach 710-740, czyli wtedy kiedy nasi praszczurowie decydowali się, w której części Europy osiąść, była pierwszą stolicą Japonii. Nosiła nazwę Heijo-kyo. Przewodnik kusi mnogością świątyń i wolno żyjącymi danielami, które wymuszają smakołyki od ludzi. Owszem, świątynie i chramy były całkiem ciekawe. Daniele z kolei trochę ospałe od upału i masy turystów wciskających w nie specjalnie dla nich wypiekane ciasteczka.

(więcej…)

Czytaj więcej

Zamek Himeji, czyli dlaczego bilety wstępu są takie drogie

Ostatniego dnia naszej przedłużonej delegacji, udało się znaleźć odpowiedź na nurtujące pytanie – dlaczego wszystkie bilety wstępu są stosunkowo drogie? Rano odwiedziliśmy jeszcze jedną świątynię w Kioto. Niestety, w głównym budynku nie można robić zdjęć, gdyż jest to świętokradztwo karane tak strasznymi czynnościami, że na samą myśl o nich, robi mi się słabo. Poza tym, aparat należy schować do torby (czego ja nie uczyniłem, z braku takowej i tej drobnej iskierki niepokory, która gdzieś we mnie drzemie). Ponadto, wszechobecne napisy przypominają, że po wyjściu ze świątyni uprzejma obsługa przeglądnie sobie zawartość Twojego aparatu, aby się upewnić, czy nie wynosisz wirtualnego buddy i połowy panteonu na zewnątrz (pomijam już istnienie opcji „ukryj zdjęcie” w aparacie).

(więcej…)

Czytaj więcej

Japonia – reaktywacja

Po miesiącu intensywnych rozmów z dziekanem, rektorem i połową uniwersytetu (co samo w sobie spowodowało, że nagle dużo osób zaczęło mnie rozpoznawać), połączonych z intensywną papierową batalią o szybkie wydanie wizy, dostalismy zielone światło i przyjechaliśmy do Japonii ponownie. Tym razem podróż była koszmarna, gdyż lecieliśmy znowu przez Seul. Problem polega na tym, że przesiadka zajęła nam 8 godzin. Tutaj wielkie podziękowania dla Jacqueline, która zarezerwowała nam bilety w klasie busisnes. W miarę wygodny fotel w cichej poczekalni, na którym udało nam się kilka godzin przekimać, uratował nam życie, a całkiem przyjemna kolacja w samolocie z przyzwoitym winem poprawiła nam nastrój. Innymi słowy – jesteśmy z powrotem.
Od razu zaczęło się intensywnie – z walizkami wciąż w bagażniku samochodu, pojechaliśmy oglądać ostatni wieczór kwitnących wiśni – w sobotę (jutro) zaczną opadać. Po ciemku udało się zrobić kilka zdjęć. kwitnące wiśnie to dla Japończyka świętość – ludzie zbierają się w parkach, siadają pod kwitnącymi drzewami i urządzają sobie pikniki.

Czytaj więcej

Po…

Wiele osób zadaje nam pytanie, czy trzęsienie ziemi i jego następstwa dotknęły nas osobiście. Na szczęście dla nas, nie odczuliśmy wstrząsów, ani innych skutków kataklizmu. Trzęsienie spotkało nas w momencie, gdy wychodziliśmy z domu na shinkansen do Tokio, skąd miałem pojechać w poniedziałek i wtorek na robocze spotkanie projektowe do miasta leżącego w połowie drogi pomiędzy Tokio a Fukushimą, gdzie miały miejsca awarie w elektrowniach atomowych. Z oczywistych względów spotkanie zostało odwołane. Sytuacja w Tokio zdaje się, że nie jest aż tak tragiczna, jak pokazują media – w sobotę dowiedziałem się, że spotkanie we wtorek ma się jednak odbyć. Po godzinie zostało definitywnie odwołane z powodu problemów z rdzeniem reaktora.

 

W zachodniej części Honsiu życie toczy się normalnie. Gdyby nie telewizja i internet, nawet nie zauważylibyśmy zmian. Gimnazjaliści chodzą w swoich mundurkach, kierowcy autobusów jeżdżą normalnie, niektórzy ludzie się śmieją, niektórzy nie, shinkanseny jeżdżą bez opóźnień , wszystkie sklepy i restauracje są otwarte i na dodatek pełne klientów. Jutro w pracy atmosfera na pewno będzie przygnębiająca, ale również i my przeżywamy wielki ból spowodowany kataklizmem. Tym głębiej go odczuwamy, gdyż ze strony Japończyków, jak dotąd spotkały nas tylko miłe i przyjemne rzeczy i tym trudniej jest pogodzić się ze świadomością, że to największy kryzys w tym kraju od czasów wojny.

Czytaj więcej

Kulki

Tajemnicze kulki
Tajemnicze kulki

Kupiliśmy dzisiaj kulki. Dobra, było tak, że z jakiegoś nieuświadomionego powodu, moja lepsza połówka – od kilku wizyt w sklepie – dryfowała w stronę kulek. Takich mniej więcej dwucentymetrowych, przezroczystych. Skromnie powinienem powiedzieć, że nie wiem co się z nimi robi, po czym należałoby spłonić liczko…Ale tak nie zrobię, gdyż doskonale wiem, co się z nimi robi. Kulki dostarczone zostały w eleganckim i dyskretnym opakowaniu. Takim, żeby sąsiedzi nie wiedzieli, co się w pudełku znajduje. Instrukcja obsługi jest taka, że otwiera się pudełko, posypuje tajemniczym brązowym proszkiem i wsadza tam, gdzie powinno się je umieścić… Chociaż chyba bez ume-shu, czyli likieru śliwkowego, nie da rady. Dobra, kampai i jedziemy, jak mawia Ojciec Dyrektor, czy jakoś tak… Opis doznań po skończonym dziele…

Czytaj więcej

zima

Zima w Japonii

Uniwersytet w Hiroszimie, jak każda szanująca się szkoła wyższa z tradycjami, jest dumny ze współpracy międzynarodowej. Dlatego przeprowadza wywiady z zagranicznymi studentami, którzy zdecydowali się studiować w Japonii. Dzisiaj czytałem wywiad ze studentem z Rosji. Pytania były standardowe: jak się tutaj znalazł, co się podoba, a co jest dziwnego w Japonii. I dlaczego o tym piszę? Dlatego, że kolega z Rosji ujął pewną kwestię w sposób pełny i sugestywny. Poniżej wolne tłumaczenie

(więcej…)

Czytaj więcej

Życie kulturalne Europejczyków

…czyli do trzech razy sztuka. Dzisiaj autorem jest Pong, dlatego wpis będzie bardzo długi. Każdy Europejczyk co najmniej 2 razy w tygodniu chodzi do opery, teatru lub na koncert współczesnej muzyki symfonicznej. O pomniejszych koncertach dzieł Chopina, Mozarta lub Bacha nie wspominam nawet. Każdy Europejczyk oczywiscie zna co najmniej włoski, francuski lub ewentualnie niemiecki, w zależności od tego, na jaki spektakl wybiera się w przyszłym tygodniu. Mamy wrażenie, że tak wyobrażają sobie Japończycy życie kulturalne typowego Europejczyka. Aby ich nie rozczarować, postanowiliśmy spędzić dzisiejszy dzień bardzo „kulturalnie”. Mój współpracownik hobbystycznie zajmuje się śpiewaniem w operze, więc gdy wyraziliśmy zaciekawienie, zaprosił nas na swój występ. Dowiedziałem się kilka dni temu, w jaki sposób należy zachowywać się w operze w Japonii. Generalnie wszystko wygląda „tak samo, jak w Europie”. Nie omieszkałem jednak zapytać się, co to dokładnie znaczy, a nuż okazałoby się, że są różne Europy, albo moja Europa jest trochę inna od tej, którą odwiedzili moi japońscy znajomi. Okazało się, że faktycznie sprawy mają się podobnie, ale:

(więcej…)

Czytaj więcej

Technologia oraz jedzenie pokemonów…

Podobno surowość i powściągliwość japońskiej formy i sztuki jest pochodną stosunku Japończyków do natury. Obserwując naturę, wypracowali kategorię estetyczną „mono-no aware”, co można by przetłumaczyć jako „empatia rzeczy”, wrażliwość na ulotne piękno. Japończycy uważają siebie za część natury, dlatego starają się koegzystować w harmonii z otoczeniem. Właśnie dlatego ogrody japońskie zaprojektowane są w taki sposób, że dość trudno oddzielić naturalne piękno od tego stworzonego ręką człowieka. Bo niby wiadomo, że wszystko jest zorganizowane przez ludzi, ale z drugiej strony stwarza wrażenie „niezobowiązującego chaosu”. Sądzę, że właśnie tęsknota za kontaktem z naturą i chęć zagospodarowania każdego fragmentu przestrzeni, były motorem działania designera, który zaprojektował urządzenie przedstawione na zdjęciu:
 
Japońskie technologie
Japońskie technologie

(więcej…)

Czytaj więcej

O jedzeniu sushi i nie tylko

Mogłoby się wydawać, że wielkiej filozofii w jedzeniu sushi nie ma. Może i nie, ale pewne zachowania od razu stawiają nas w kategorii obcych. Na przykład – sushi należy przełożyć z dużego talerza, na którym zostało podane na swój mały talerzyk. Na trzecim, jeszcze mniejszym, znajduje się sos sojowy. Cóż zatem zrobiłem – przełożyłem kawałek na swój talerzyk, złapałem za pomocą pałeczek jak specjalista wychowany na jedzeniu sushi i jak gdyby nigdy nic zamoczyłem ryż, na którym znajdowała się ryba, w talerzyku z sosem sojowym. Zanim tuńczyk dotarł do ust, po minie współbiesiadników poznałem, że coś jest nie tak. Zgroza, tak, to była zgroza na ich twarzach… Chociaż wykazali się również cierpliwością i cierpliwie objaśnili, że sushi owszem, przekładasz na własny talerzyk, ale potem to już zupełnie inaczej. Najpierw małą ilość marynowanego imbiru zanurzasz w sosie sojowym, następnie delikatnie skrapiasz rybę imbirem nasiąkniętym sosem. Ni mniej, ni więcej. Cały trik polega na tym, że sos sojowy, niby taki sam, tutaj jest bardziej słony, więc aby ryż nie nasiąknął za bardzo sosem, stosuje się powyższą procedurę.

Czytaj więcej

Strona korzysta z plików cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Polityka prywatności.

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close